Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Muffiny bananowe z jagodami goji, orzechami i czekoladą

Jeśli jeszcze ktoś tu zagląda czasem - muffinki nowe. Dostaliśmy pod choinkę jagody goji - małe to to, czerwone i smakuje…dymem, ale podobno zdrowe niezmiernie :) Zatem - sposób na ich "oswojenie". Muffinki - nic wyszukanego, ale smakowite są. Orzechy wspaniale chrupią, banany zapewniają wilgotność, a jagody… hmm, stanowią ciekawy akcent smakowo-kolorystyczny :) 
Spróbujcie, co Wam szkodzi!


Chciałam, żeby ostatni przepis w tym roku był jakiś przebojowy, ale wyszedł taki zwyczajny…

Niemniej jednak, ogromną dawkę dobrych życzeń na cały przyszły rok Wam ślę! 
Niech cały świat Wam pachnie i smakuje wyśmienicie :) 




Muffiny bananowe z jagodami goji, orzechami i czekoladą
(przepis oryginalny pochodzi stąd)


1,5 szklanki mąki kukurydzianej
0,5 szklanki mąki ryżowej
1 tabliczka gorzkiej czekolady, pokrojona/połamana drobno (dałam mniej, bo nie miałam tyle i też się udało)
ok. pół szklanki suszonych jagód goji
1/3 szklanki brązowego cukru
1 cukier z prawdziwą wanilią albo wanilinowy od biedy
1/2 szklanki oleju (dałam kokosowy, bo akurat tylko taki miałam)
pół szklanki posiekanych orzechów włoskich (w oryginale były orzechy macadamia, ale wolę włoskie)
1 szklanka mleka (u mnie ryżowe)
1 jajko kurze lub 4 przepiórcze
2 dojrzałe banany, rozgniecione widelcem
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli 

Piekarnik nagrzewamy do 180℃. Formę do muffinów wykładamy papilotkami.

Filozofia z ciastem, jak przy muffinach, czyli brak filozofii ;) Suche (mąki, sodę, proszek, cukier, cukier z wanilią/wanilinowy, orzechy posiekane, czekoladę, jagody i szczyptę soli) składniki mieszamy w jednej misce, mokre (mleko, jajko, banany i olej) w drugiej. Mokre wlewamy do suchych i mieszamy łyżką do uzyskania stanu "w miarę równomiernie wymieszane". Przekładamy do formy wyłożonej papilotkami i pieczemy 25 min.

Ot i wszystko :)

Smacznego i duuuużo zdrowia!



poniedziałek, 7 października 2013

Torcik Gianduia

Przyznaję się bez bicia i tortur - to mój pierwszy tort w życiu! I co? I jestem z niego baaardzo zadowolona!! :) Jest PRZEpyszny!! Delikatne orzechowe ciasto i genialny, lekki mus z mlecznej czekolady. Idealne połączenie! Warto spędzić nad nim trochę czasu (szczególnie, jeśli oddziela się przepiórcze białka od żółtek ;) ). Naprawdę warto!
A i jubilat był bardzo zadowolony :)

Przepis wzięłam z Kwestii Smaku. Ogromne dzięki za niego!! Tym razem niczego poza jajkami nie przerabiałam, ale jestem pewna, że biszkopt wyszedłby równie dobry na mące kukurydzianej - next time, bezglutenowcy kochani :)

No, to do dzieła i... udanych wypieków :)




Torcik Gianduia czyli tort orzechowy z musem z mlecznej czekolady


Biszkopt:
5 dużych jajek kurzych lub 6 średnich (albo 25 przepiórczych. WAŻNE: jajka mają mieć temp. pokojową) - oddzielnie białka i żółtka
100 g szklanka cukru pudru
85 g mąki pszennej
3 płaskie łyżki naturalnego kakao (gorzkiego)
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
65 g zmielonych orzechów laskowych*
40 g masła + do posmarowania boków tortownicy

Mus czekoladowy:
300 ml śmietanki kremówki 36% lub 30% (użyłam 30%)
300 g mlecznej czekolady

Polewa:
100 g mlecznej czekolady z orzechami laskowymi (użyłam czekolady Rittersport, ale równie dobrze nada się np. legendarna czekolada "z okienkiem" :) )
70 ml śmietany kremówki (30%)


*orzechy najpierw wysypujemy na suchą patelnie i prażymy, dopóki skórka nie zacznie pękać. Następnie się tej skórki pozbywamy, np. tak: ściereczkę składamy na pół, na jedną połówkę wysypujemy gorące orzechy, przykrywamy drugą i, pocierając, pozbywamy się skórki orzechowej. Gładkie orzeszki rozdrabniamy na mąkę (można w młynku do kawy), którą jeszcze przez chwilę prażymy na suchej patelni, żeby stała się bardziej sypka. UWAGA! Trzeba mieszać, bo mąka orzechowa lubi się przypalać. Studzimy, odmierzamy 65 g i odstawiamy.


No dobrze, a teraz ad rem...

Biszkopt:

1. Tortownicę o średnicy 22-24 cm rozpinamy, dno wykładamy papierem do pieczenia i zapinamy z powrotem tak, żeby papier wystawał na zewnątrz (prawie tak, jak się zapinało płótno do haftowania na tamborku... choć nie wiem, czy to komuś pomoże ;)). Boki tortownicy smarujemy masłem.

2. Mąkę przesiewamy dwukrotnie z kakao i proszkiem do pieczenia. Odstawiamy. Pamiętamy o przygotowanych orzechach.

3. Żółtka ucieramy z połową cukru pudru na jasną i puszystą masę (przychylam się do tego, co pisze autorka przepisu - min. 8 minut!). W drugiej misce ubijamy na sztywno białka, w połowie ubijania dodając powoli pozostały cukier puder, aż piana nie będzie błyszcząca (ale i sztywna!).

4. Masło roztapiamy i studzimy. 

5. Piekarnik nagrzewamy do 180℃.

6. Do ubitych żółtek dodajemy ostudzoną mąkę orzechową i miksujemy. Następnie dodajemy białka (w trzech partiach) i mieszamy delikatnie - sugeruję szpatułką. Proces "wmieszania" białek do masy przypomina trochę ten, który ma miejsce przy robieniu tiramisu - chodzi o to, żeby masa była lekka i puchata, a mikser to zniszczy. 

7. Na koniec dodajemy mąkę z proszkiem i kakao i również szpatułką mieszamy do połączenia się składników.

8. Masę wykładamy do tortownicy, wyrównujemy wierzch i pieczemy 27 minut. Po upływie tego czasu wyjmujemy, studzimy i kroimy na dwa lub trzy blaty (u mnie były 2).

Mus czekoladowy:
200 ml kremówki zagotowujemy i w gorącej roztapiamy 300 g czekolady mlecznej. Powstałą masę studzimy. Kiedy jest już zimna, ubijamy pozostałą kremówkę (100 ml) na sztywno i łączymy z masą. Sugeruję znów użyć szpatułki i mieszać delikatnie, żeby masa była puszysta. Jak już nam się to uda, wstawiamy do lodówki na jakieś 2 godziny.

Po upływie 2 godzin i wystudzeniu kremu, rozsmarowujemy/rozlewamy go na dolnym blacie (zamkniętym na powrót w tortownicy), przykrywamy górnym i wstawiamy do lodówki. U mnie stał całą noc.

Polewa:
Kremówkę zagotowujemy, rozpuszczamy w niej czekoladę. Jak trochę przestygnie, polewamy nią wierzch tortu i wstawiamy do lodówki na min. 30 min. przed podaniem.


Voilà!
Smacznego :)

poniedziałek, 8 października 2012

Ciasto czekoladowe z kardamonem i płatkami migdałów

Ciemna, gwieździsta noc, 22:30... Cisza i spokój, mruczący kot, ciepło pieca... Włączam piekarnik, w kąpieli wodnej roztapiam czekoladę i masło. Z lubością mieszam ten lśniący, płynny aksamit. Czuję się jak Juliette Binoche w "Czekoladzie". Z radia sączy się łagodny jazz... Delikatnie mieszam wszystkie składniki, przelewam cudownie gładką masę do formy, wstawiam do piekarnika, ciasto rośnie sobie powoli... Zbyt powoli zdaje się! O nie! Rośnie po bokach a na środku zostaje dołek! To niemożliwe. Przecież to ma być tort urodzinowy dla Kogoś-Bardzo-Bliskiego! Ogarnia mnie panika. Jest 23:45. Jeśli to  z a k a l e c, z niczym innym już nie zdążę! Ciasta są w 2 formach. Po północy wyciągam pierwsze i, nie zważając na to, jak jest gorące, rozkrawam szybko, żeby zobaczyć, czy w środku wszystko gra. Uff! Gra. A zapadnięty środek, który prawie przyprawił mnie o zawał serca był... no cóż - żartem losu ;) Nie może być nudno przecież.

To ciasto (oryginalny przepis tutaj) to aromatyczne, dość ciężkie i bardzo czekoladowe ciasto z delikatną nutką kardamonu i rewelacyjną polewą. Pyszne - szczególnie na drugi czy nawet trzeci dzień. Jeśli i dla Was czekolada jest lekiem na całe zło i królową deserowej elegancji - spróbujcie. Polecam!
Dodałam jeszcze konfiturę morelową i prażone płatki migdałów - świetnie się sprawdziły.

Zdjęcie jest wieczorne i jedno, bo... no cóż - ciasto znika szybko :)



Ciasto czekoladowe z kardamonem i płatkami migdałów
(na tortownicę o średnicy 25-26 cm lub dwie małe 15-16 cm)

Ciasto:
12 strączków zielonego kardamonu
200 ml mocnej kawy
200 g czekolady gorzkiej 70% (jeśli zależy Wam na bezglutenowości, użyjmy 60% gorzkiej czekolady Goplany)
200 g masła
3 jajka kurze lub 12 przepiórczych
80 ml kwaśnej śmietany (ja dałam maślankę, bo nie miała śmietany i też się udało)
300 g cukru pudru (najlepiej trzcinowego, ale spokojnie można zrobić z białym)
170 g mąki kukurydzianej
1 łyżeczka sody
30 g kakao
6 łyżek konfitury morelowej (albo więcej, jeśli wolicie grubszą warstwę)
4 łyżki płatków migdałów

Polewa:
200 g gorzkiej czekolady
50 g masła
1 łyżka syropu klonowego lub miodu


Piekarnik nagrzewamy do 160℃.
Formę/formy smarujemy masłem i, opcjonalnie, wysypujemy mąką lub bułką tartą.

Czekoladę i masło rozpuszczamy w kąpieli wodnej.

Kawę (ja użyłam mielonej) połączyć z utłuczonymi lekko, wyłuskanymi ziarenkami kardamonu i gotować na małym ogniu jakieś 10 min, aż do zredukowania płynu z 200 ml do 120 ml. Przelać przez sitko, odstawić.

Jajka ubić ze śmietaną/maślanką i cukrem. Następnie dodać masę czekoladową i kawę z kardamonem. Wymieszać. Na koniec dodać mąkę z sodą i kakao. Wymieszać łyżką albo mikserem na bardzo niskich obrotach.

Przelać do foremki, piec ok. 1 godziny - do suchego patyczka.

Ostudzić. Przekroić na dwie części (jak tort do przełożenia). Spód posmarować konfitura morelową, przykryć drugim kawałkiem. 

W międzyczasie zrobić polewę: wszystkie składniki roztopić w kąpieli wodnej.  

Ciasto posmarować polewą i posypać uprażonymi na suchej patelni płatkami migdałów.


Smacznego!


środa, 11 lipca 2012

Czekoladowa tarta z mascarpone, białą czekoladą i porzeczkami

Tarta zainspirowana Chocolate Raspberry Tart Nigelli Lawson (z książki How to Be a Domestic Goddess). Mocno czekoladowa. Oryginalnie z malinami, ale porzeczki jakoś bardziej mi pasowały do słodko-śmietnowego kremu.


Uwagi dwie:
1. Wygląda bardzo elegancko :)
2. Techniczna uwaga: bardzo ważne, żeby dać roztopionej czekoladzie przestygnąć, bo jeśli tego nie zrobicie - krem się zwarzy, rozwarstwi i nici z zagęszczania.





Czekoladowa tarta z mascarpone, białą czekoladą i porzeczkami


Ciasto:
100 g mąki ryżowej
45 g mąki z amarantusa
30 g mąki kukurydzianej*
30 g kakao (gorzkiego)
50 g drobnego cukru
1/4 łyżeczki soli
125 g zimnego masła
1 duże żółtko (lub 4 żółtka przepiórcze - wiem, trochę ciężko się oddziela, ale da się - wierzcie mi)
1 łyżka lodowatej wody


Krem:
250 g serka mascarpone
100 ml śmietany kremówki (30%)
50 g białej czekolady (bezglutenowa jest Goplana)


+ ok. 500 g czerwonych porzeczek (umytych i obranych)


Oryginalny przepis jest na 6 tartaletek (12-cm foremki), ja zrobiłam jedną dużą tartę. Wszystko jedno, z której wersji skorzystacie.


Mąki mieszamy z kakao, cukrem i solą. Wysypujemy na stolnicę lub blat. Masło (zimne!) kroimy w kosteczkę i dorzucamy do kopczyka z suchych składników. Na środku robimy dołek, wbijamy do niego żółtko(-a) i wlewamy wodę. Siekamy szerokim nożem  i szybko zagniatamy ciasto. Zawijamy w folię i wstawiamy do lodówki na min. godzinę. Jeśli po tym czasie ciasto nadal będzie się bardzo kleić - wyklejamy nim formę/formy i wstawiamy na jakieś 20-30 min do zamrażarki.


Piekarnik nagrzewamy do 180℃. 


Po upływie odpowiedniego czasu, wyciągamy ciasto z chłodnego miejsca (lodówki lub zamrażarki), nakłuwamy w kilku miejscach i pieczemy 15 min. Wyciągamy, studzimy.


W tym czasie robimy krem... 
Czekoladę topimy w kąpieli wodnej. STUDZIMY! (to ważne, bo gorąca czekolada sprawi, że krem się zwarzy). Mascarpone ubijamy z kremówką, dodajemy wystudzoną czekoladę. Bardzo delikatnie miksujemy/mieszamy widelcem na gładki krem.


Gotowym kremem wypełniamy czekoladowy spód. Na wierzch bezpardonowo wysypujemy porzeczki. Możemy wstawić całą tartę do lodówki, żeby się schłodziła jeszcze raz, tyle że w całości już :)




Smacznego!




*oczywiście można to zastąpić 175 g mąki krupczatki (w wersji glutenowej) 

wtorek, 29 maja 2012

Sernik czekoladowo-kawowy

Kilka dni temu miałam urodziny, trzydzieste. Jakoś tak dziwnie z tą "3" z przodu, ale można się przyzwyczaić (podobno) :)
Postanowiłam zatem uczcić własne święto jakoś wyjątkowo. Strzał padł na sernik czekoladowy z nutą kawową z Whiteplate. PYSZNOŚCI!! Naprawdę. Nie wiem, jakim cudem, ale ten sernik smakuje, jak lekki, czekoladowy krem. Po prostu chmurka. Jest niezwykły i aksamitny.


To był dobry wybór i, w sumie, dobry start z kolejne dziesięciolecie :)

Ważne - wszystkie składniki trzeba wyjąć wcześniej, żeby miały temperaturę pokojową.

Polecam!



Sernik czekoladowo-kawowy*


365 ml śmietany - 200 ml + 165 ml (kremówki - 30%)
3 łyżki mocnego espresso
3 łyżki kakao (prawdziwego, gorzkiego)
1/4 łyżeczki soli
470 g ciemnej czekolady, drobno pokrojonej (bezglutenowa - Goplana)
80 ml amaretto
870 g sera na serniki (u mnie Piątnica oczywiście)
150 g cukru 
4 jaja kurze lub 16 przepiórczych

Na wierzch: konfitura z czarnych porzeczek



Tortownicę 22-24 cm smarujemy masłem i wykładamy papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzewamy do 175℃.


W garnuszku mieszamy śmietanę (200 ml), kakao, espresso i sól. Podgrzewamy do połączenia się składników. Do ciepłej masy dodajemy połamaną na kawałki czekoladę, resztę śmietany (165 ml) i amaretto. Mieszamy, ale już nie podgrzewamy.  


Ser ucieramy z cukrem (na wolnych obrotach), dodajemy po jednym jajku (lub po 4, jeśli używamy przepiórczych). Mieszamy.
Do masy serowej dodajemy stopniowo masę czekoladową. Mieszamy na wolnych obrotach do uzyskania aksamitnej masy (raczej krótko).


Przelewamy do formy. Pieczemy 15 min w 175℃. Następnie zmniejszamy temperaturę do 120 i pieczemy sernik półtorej godziny. Studzimy w półotwartym piekarniku. Wystudzony sernik wstawiamy na całą noc lub naprawdę kilka godzin do lodówki.
Podajemy z wierzchem posmarowanym warstwą konfitury. U mnie to była naprawdę gruuuba warstwa :)


Smacznego!!






*W oryginale ten sernik ma spód - ja go nie robię, bo nie lubię, ale jeśli chcecie - skorzystajcie z przepisu Liski.

niedziela, 29 kwietnia 2012

Muffiny czekoladowo-wiśniowe

Jedne z moich absolutnie ulubionych muffinów i chyba nawet pierwsze, jakie w życiu zrobiłam (dawno temu). Wielbiciele czekolady je pokochają :)
Są wilgotne, leciutkie i mocno czekoladowo-wiśniowe. Przepis od Nigelli Lawson - spisany z jej programu telewizyjnego, więc nie podaję źródła pisanego. Jestem pewna, że w internecie ten przepis gdzieś jest, gdyby ktoś chciał sprawdzić oryginał.
Muffiny wyjdą każdemu, pod warunkiem postępowania zgodnie z tym prostym przepisem. Gwarantuję :)

Tymczasem, życzę Wam czekoladowej, słonecznej i leniwej niedzieli!




Muffiny czekoladowo-wiśniowe
(na 12 sztuk)


125 g masła
100 g czekolady (gorzkiej, min. 60% kakao)
300 g konfitury wiśniowej (ja używam niskosłodzonej konfitury wiśniowej z Łowicza - z całymi owocami)
2 jaja kurze lub 8 przepiórczych
110 g drobnego cukru trzcinowego (w oryginalnym przepisie jest 150 g, ale uważam, że to za dużo)
100 g mąki kukurydzianej
50 g mąki quinoa*
szczypta soli (mała szczypta)
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

Piekarnik nagrzewamy do 180℃. 12-dołkową formę do muffinek wykładamy papilotkami.

W garnuszku roztapiamy masło. Dodajemy do niego czekoladę. Mieszamy do rozpuszczenia, dodajemy cukier. Wyłączamy gaz, mieszamy. Jak cukier prawie się rozpuści, dodajemy konfiturę i delikatnie mieszamy, żeby nie rozdrobnić owoców zanadto.

W misce ubijamy jajka (całe). Można to zrobić rózgą albo innym mieszadłem, nie trzeba włączać miksera. Do jajek wlewamy zawartość garnuszka, mieszamy. Dodajemy mąkę z proszkiem do pieczenia. Mieszamy.

Masę przekładamy do papilotek. Pieczemy 25 min. do suchego patyczka. Studzimy chwilę w formie, później - na kratce.

Smacznego!!


*jeśli używacie mąki pszennej - weźcie 150 g dowolnej, białej mąki

sobota, 7 kwietnia 2012

Mazurek "dekadencki" z masłem orzechowym i czekoladą

I jeszcze jeden - przepis, o którym wspomniałam w poprzednim poście. Znaleziony również u Asi z Kwestii Smaku, za co bardzo dziękuję :)
Mazurek super - podbił serca rodziny! (zresztą podobnie, jak poprzedni)

Jest przy nim trochę pracy, ale warto. Polecam gorąco!

I przy okazji tej, życzę Wam, Kochani, żeby tym Świętom towarzyszyły radość, miłość, niezapomniane smaki, uśmiech i śmiech szczery, ale też i kawałek ciszy, miejsca na kontemplację i medytacyjną głębię.









Mazurek "dekadencki" z masłem orzechowym i czekoladą

Kruchy spód:
150 g mąki kukurydzianej
100 g mąki ryżowej50 g cukru (tym razem dałam biały)150 g masła (zimnego)1 jajko kurze lub 4 przepiórcze

Warstwa czekoladowa:
1/4 szklanki kakao
1/4 szklanki białego cukru1 szklanka śmietanki kremówki 30%200 g ciemnej gorzkiej czekolady


Warstwa z masłem orzechowym:
1 szklanka śmietanki kremowej 30%
1/2 szklanki brązowego cukru (lub białego)
1 szklanka masła orzechowego 
szczypta soli morskiej

Dodatki:

np. słone orzeszki w karmelu i/albo (jak pisze Asia): gotowe małe beziki


Kruche ciasto robimy identycznie, jak w przepisie na Mazurek pomarańczowy z białą czekoladą.

Polewa czekoladowa:
W garnku łączymy kakao z cukrem i 1/4 szklanki wody. Mieszamy, wlewając stopniowo kremówkę. Celem jest osiągnięcie gładkiej mikstury :) Mieszając nadal zagotowujemy, po czym odstawiamy z ognia i wrzucamy połamaną na kawałeczki czekoladę. Znów mieszamy - tym razem do rozpuszczenia czekolady. 
Odstawiamy na 2 godziny, żeby stężało i się ostudziło (albo odwrotnie ;) ).

Masa z masłem orzechowym:
W garnuszku (kolejnym) mieszamy kremówkę i cukier. Gotujemy na małym ogniu przez 30 min od czasu do czasu mieszając. Tak, będzie się trochę pienić - tak ma być. Po tym czasie (celem jest zgęstnienie niewielkie mikstury), zdejmujemy z ognia i dodajemy masło orzechowe. Mieszamy do rozpuszczenia i odstawiamy w chłodne miejsce.

Obie masy muszą stężeć, żebyśmy je mogli rozsmarować na mazurku.

Od razu też napiszę, że mi tego wszystkiego wyszło za dużo i następnym razem zrobiłabym o 1/3 mniej wszystkiego poza ciastem :)

I jeszcze na koniec: orzeszki w karmelu.

Pół szklanki solonych orzeszków ziemnych prażymy na suchej patelni, po czym wlewamy 2 łyżki kremówki i 2 łyżki cukru (ja dałam brązowy). Mają się obkleić masą cukrowo-śmietanową. Zdejmujemy z ognia, obsypujemy jeszcze odrobiną brązowego cukru i soli morskiej.

I teraz tak:

Kiedy ciasto jest gotowe i wystudzone, rozsmarowujemy na nim masę z masłem orzechowym, następnie warstwę czekoladową i na sam wierzch orzeszki lub/i beziki. Całość możemy posypać cynamonem, jeśli lubimy.


Uff, no to smacznego :)

Mazurek pomarańczowy z białą czekoladą

Wpisy Świąteczne w tym roku wyjątkowo późno - wybaczcie. Niemniej jednak, mazurka tego i tego z kolejnego posta :) polecam nawet i bez Wielkiej Nocy. Są rewelacyjne! Moim ulubionym jest ten właśnie - pomarańczowy, moja siostra lubi ten z masłem orzechowym.
Robią się średnio szybko, ale warto zrobić wszystko zgodnie z instrukcją. Przepis znaleziony na Kwestii Smaku, przerobiony na bezglutenowy, przez co bynajmniej nie stracił (ja bym nawet powiedziała, że zyskał!).





Warto, naprawdę warto!! Polecam :)


Mazurek pomarańczowy z białą czekoladą

Kruchy spód:

150 g mąki kukurydzianej
100 g mąki ryżowej 50 g cukru (tym razem dałam biały) 150 g masła (zimnego)1 jajko kurze lub 4 przepiórcze
4 łyżki likieru pomarańczowego Cointreau (jeśli nie macie, można pominąć)
garść suszonych moreli, pokrojonych w poprzek na cienkie plasterki
garść migdałów bez skórek


Dodatki:

3/4 szklanki konfitury/marmolady pomarańczowej z kawałkami owoców
Polewa: 
150 g białej czekolady
5 łyżek śmietanki kremówki (30%)


Mąki mieszamy z cukrem, dodajemy jajko/-a i zimne masło. Siekamy masło z mąką i jajkami. Jak masło będzie w drobnych kawałeczkach, szybko zagniatamy ciasto. Na początku nie będzie chciało się sklejać, ale się nie przejmujcie - masło ogrzeje się od dłoni i w końcy się sklei. Jak już zrobi się nam zwięzłe ciasto, robimy z niego kulę, zawijamy folią i wkładamy do lodówki na min. godzinę. 

W międzyczasie w garnuszku roztapiamy 100 g czekolady, kremówkę i 2 łyżki likieru. Zdejmujemy z ognia i dorzucamy pozostałą czekoladę. Mieszamy aż się rozpuści, odstawiamy na pół godziny do ostudzenia i zgęstnienia.

Marmoladę mieszamy z likierem (pozostałymi 2 łyżkami).

Po godzinie... Nagrzewamy piekarnik do 160℃. Ciasto wkładamy między dwa arkusze papieru do pieczenia i wałkujemy na prostokąt. Obcinamy równo nożem (bo małe szanse, żeby nam się równo udało rozwałkować) i z obciętego ciasta robimy brzeg - rolujemy w wałeczki, obklejamy dookoła i robimy dowolne na tym brzeżku wzorki - np. widelcem jak na pierogach ;)

Zdejmujemy papier z wierzchu, na tym spod spodu przenosimy na blachę i pieczemy ok. 35 min. Ciasto ma się zezłocić.

Wyjmujemy, studzimy. 

Wystudzone ciasto smarujemy konfiturą pomarańczową, posypujemy pokrojonymi drobno suszonymi morelami i migdałami bez skórki i polewamy naszą białoczekoladową polewą. Można posypać jeszcze płatkami migdałów.

I tyle :)

To naprawdę jest proste!


Smacznego!

niedziela, 25 marca 2012

Ciastka z migdałami, białą czekoladą i żurawiną

Z okazji niedzieli, szybkie (o ile się ma składniki) i naprawdę pyszne, chrupiące i...zdrowe ciacha przekąskowe :) Przepis zaczerpnięty z nieustająco inspirującej książki Beatrice Peltre, o której pisałam wcześniej. Przyznaję, że znów dokonałam pewnych modyfikacji, ale nie sądzę, żeby ich wpływ był jakiś doniosły;) W oryginalnym przepisie są mąka quinoa i płatki quinoa oraz fleur de sel, które zastąpiłam odpowiednio: mąką kukurydzianą, płatkami gryczanymi i solą morską (zwykłą). Jest też ekstrakt z wanilii, którego po prostu nie posiadam, więc go...pominęłam. Sprawdziło się, choć nie wiem, jak smakowałby oryginał. Może kiedyś wypróbuję. Na pewno wtedy zdam relację.
Tymczasem - pyszne, niedzielne ciastka do herbaty przed Wami :)






Ciastka z migdałami, białą czekoladą i żurawiną
(z przepisu wychodzi około 14 dużych, 8-9 cm, ciastek; można zrobić mniejsze oczywiście)


60 g mąki kukurydzianej
30 g mąki z prosa
45 g mąki ryżowej
50 g płatków gryczanych
1/2 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki soli morskiej (ja dałam tak dwie szczypty)
113 g masła (miękkiego)
110 g brązowego cukru (osobiście uważam, że można dać trochę mniej)
1 małe jajko kurze albo 3 przepiórcze
100 g posiekanych migdałów bez skórki* (posiekanych dość drobno)
125 g białej czekolady** (posiekanej)
60 g suszonej żurawiny

Piekarnik nagrzewamy do 190℃. Dwie blaszki wykładamy papierem do pieczenia i odstawiamy.

W misce łączymy mąki, płatki, sodę i sól. Odstawiamy.

W misie miksera ucieramy masło z cukrem, na puszystą, jasną masę. Następnie wbijamy jajko/jajka. Ucieramy aż do połączenia się składników. Dodajemy mieszankę mąk. Miksujemy do połączenia. Na końcu wrzucamy migdały, czekoladę i żurawinę. Mieszamy na wolnych obrotach.

Papier do pieczenia delikatnie smarujemy masłem i układamy na nim uformowane ręką ciasteczka - dowolnej wielkości, takie, na jakie mamy ochotę. Zachowujemy między nimi pewne odstępy, bo ciacha rosną trochę. Pieczemy 14 min (pod koniec można wyłączyć dół i dopiekać tylko górę - ja tak robię na ostatnie 4 min.).
Po wyjęciu z piekarnika odstawiamy do wystygnięcia. To konieczne, żeby ciastka nabrały zwięzłej, acz kruchej struktury.

Reasumując: proste, a pyszne :)


Smacznego!!


* ja dałam ze skórką i też były ok, ale najpierw je podprażyłam na suchej patelni
** 125 g to tabliczka + pasek z kolejnej :) Bezglutenowe czekolady robi Goplana - gwoli przypomnienia



p.s. ciastka absolutnie zgodne z oryginalnym przepisem tutaj.

poniedziałek, 19 marca 2012

Bananowe muffiny z orzechami laskowymi i czekoladą

Jak już wspomniałam ostatnio, jestem zauroczona książką Beatrice Peltre "La Tartine Gourmande. Recipes for an inspired life". Całkowicie! Spowoduje to prawdopodobnie liczne moje odniesienia do tej lektury :) Zacznę już dziś.

Na dobry początek: muffiny. Bo zawsze się udają :)
Zmieniłam trochę składniki, ponieważ aktualnie nie posiadam mąki z quinoa (dałam kukurydzianą) i też wyszło pyszne! Muffiny są nieprzesłodzone, trochę śniadaniowe, trochę deserowe. Sprawdzają się i z kawą i z herbatą, i z owocem jakimś "mokrym", i ze świeżym sokiem owocowym czy warzywnym. Po prostu - pełna uniwersalność! Poza tym są delikatne i wilgotne (dzięki bananom i jogurtowi głównie). Polecam Wam wypróbowanie właśnie takich "dziwnych", innych niż biała, mąk. To dodaje im uroku i zdecydowanie wpływa na ten niebanalny smak. Początkowo miałam opory, żeby zastosować mąkę gryczaną w słodkim wypieku, ale... cieszę się, że zaryzykowałam :) Smakuje naprawdę wyśmienicie, dodając muffinom takiego właśnie nieco-śniadaniowo-wytrawnego wymiaru.
Ach! No i są całkowicie bezglutenowe, co oznacza, że nikomu nie zaszkodzą :) (kolejny kamyczek do uniwersalności)

Polecam!






Muffiny bananowe z orzechami laskowymi i czekoladą
na 12 babeczek


40 g orzechów laskowych
2 duże jajka kurze lub 10 przepiórczych
100 g brązowego cukru (jasnego)
113 g masła* (roztopionego)
1/4 szklanki jogurtu naturalnego (ja wlałam 2/3 małego kubeczka jogurtu nat. Danone)
70 g mąki gryczanej
120 g mąki kukurydzianej (w oryginale quinoa)
60 g mąki orzechowej (ja dałam arachidową)
szczypta soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia (u mnie bg)
1/2 łyżeczki sody
3 dojrzałe banany (rozgniecione)
90 g gorzkiej czekolady** (nalepiej min. 70% kakao; posiekana)

Orzechy podgrzewamy na suchej patelni (na średnim ogniu) przez 4-5 min. Następnie zawijamy w ściereczkę i pocierając, zdejmujemy skórkę. Siekamy. Uwaga! Orzechy są na początku bardzo gorące - uważajcie, żeby się nie poparzyć (szczególnie uważamy, jeśli pomagają nam dzieci).

Piekarnik podgrzewamy do 180℃. 12-dołkową formę do muffinów wykładamy papilotkami.

Do misy miksera wrzucamy jajka i cukier. Ucieramy na jasną, gładką masę. Dodajemy roztopione masło i jogurt. Mieszamy na wolnych obrotach. W misce (innej) mieszamy mąki, proszek do pieczenia, sodę i sól. Dodajemy do masy jajecznej. Mieszamy tylko do połaczenia się składników. Na końcu dodajemy banany, orzechy i czekoladę. Mieszamy, przekładamy do papilotek i pieczemy 25-30 min (do suchego patyczka).
Studzimy na kratce.


Smacznego!!



*Jeśli nie macie wagi, autorka podaje, że 113 g jest równe 8 łyżkom
** Uwaga początkujący bezglutenowcy! Większość czekolad zawiera śladowe ilości glutenu. Bezglutenowe czekolady robi Goplana - gorzka 60%.

sobota, 31 grudnia 2011

Babka w ciapki :)

Powinnam chyba zaprezentować dziś jakieś szalone drinki albo sylwestrowe przekąski, ale nie. Zaprezentuję... babkę! Sylwestrowo kolorową.
Babka w ciapki - udała się znakomicie. Jest całkowicie bezglutenowa, śliczna i taka nawet trochę...artystyczna :)
Chyba powinnam ją nazwać poważniej, np. marmurkowa, ale ciapki albo esy-floresy są milsze. Zresztą sami zobaczycie.

Za przepis (i inspirację) dziękuję Asi z Kwestii Smaku.


A wszystkim odwiedzającym Lisiecką Przystań życzę, żeby nadchodzący rok 2012 był pełen nowych, fascynujących smaków, siły do codzienności, odwagi do zabaw kuchennych i kulinarnych eksperymentów, miłości, dobrych ludzi i... małych przyjemności!





Babka w ciapki (marmurkowa)


120 g miękkiego masła (ważne, żeby je wcześniej wyciągnąć)
100 g gorzkiej czekolady (bezglutenowa jest Goplana)
150 g cukru pudru
130 g mąki ryżowej
100 g mąki kukurydzianej*
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia (u mnie bg)
skórka z 1/2 cytryny
1/2 szklanki mleka
1/3 szklanki kwaśnej śmietany (18%)
2 jajka kurze lub 10 przepiórczych

*lub 230 g mąki tortowej


Piekarnik nagrzewamy do 170℃. Keksówkę o długości 25 cm wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia. Czekoladę połamać i rozpuścić w kąpieli wodnej. Cytrynę sparzyć i zetrzeć skórkę. Jajka rozbełtać. Mąki wymieszać z proszkiem, mleko ze śmietaną (w oddzielnych miseczkach).

Masło z cukrem zmiksować na gładką, aksamitną masę - na najwyższych obrotach miksera ubijać 10 min (nie skracajcie tego czasu, choćby Wam się wydawało, że już gotowe).
Do masy dodawać po łyżce jajka - miksować po każdym.

Następnie zmniejszyć obroty do minimum (można zmienić końcówkę miksera na mieszadło) lub łyżką wymieszać masę z 1/3 mąki (mąk) z proszkiem i 1/3 mleka ze śmietaną. Wymieszać. Dodać kolejna partię (1/3 +1/3), wymieszać. Powtórzyć do wykończenia składników.

Ciasto podzielić na 2 części. Do jednej dodać rozpuszczoną i ostudzoną czekoladę i bardzo delikatnie wymieszać łyżką. Do drugiej - skórkę z cytryny.

Nakładać po łyżce do foremki. Na koniec patyczkiem zrobić kilka ósemek. Piec ok. 50 min (do suchego patyczka) w środkowej części piekarnika.

Po wyjęciu - 20 min studzić w formie, potem na kratce.


Jest pyszna :)


Smacznego!!

czwartek, 8 grudnia 2011

Keks

Prawie świątecznie :)
Bogaty, fajny keks, ale nie najlepszy, jaki w życiu jadłam. Zrobiłam bez polewy, ale Wam proponuję zrobić z. Nie miałam po prostu białej czekolady, a za ciemną jakoś nie tęsknię ostatnio.

Przepis z Kwestii Smaku.






Keks
(u mnie wyszło dużo - na dwie foremki 20 x 10 cm)


Bakalie:
1 szklanka rodzynek
1 szklanka suszonej żurawiny
10 suszonych śliwek pokrojonych w kosteczkę
1/2 szklanki posiekanych migdałów
3 łyżki posiekanej skórki pomarańczowej
50 g gorzkiej czekolady

Do namoczenia bakalii: 2/3 szklanki likieru pomarańczowego (Cointreau) i soku pomarańczowego (w sumie). Może być też brandy, czy grappa albo sam sok.

Dodatkowo dodałam:
1 cukier wanilinowy
3 łyżki dżemu pomarańczowego

Poza tym, co powyżej:
1 szklanka mąki orkiszowej (typ 700)
1,5 szklanki mąki kukurydzianej
1 szklanka płatków orkiszowych
1/2 szklanki brązowego cukru
2 płaskie łyżeczki sody
3 jajka kurze lub 12 przepiórczych
100 g masła (roztopionego)


Krok 1:
Przygotowanie bakalii.
Do garnka wlewamy alkohol lub/i sok. Doprowadzamy do wrzenia, zdejmujemy z ognia, zalewamy bakalie (oprócz czekolady!). Odstawiamy na 30 min.

Krok 2:
Dodatki mieszamy ze sobą, dodajemy czekoladę (posiekaną). Odstawiamy.

Krok 3:
Piekarnik nagrzewamy do 175 st. C. Formę (dużą) albo dwie małe smarujemy masłem i (jeśli chcemy) wykładamy papierem do pieczenia. Nie trzeba.

Krok 4:
W misce łączymy mąki, sodę, cukier i płatki.
Jajka roztrzepujemy z masłem, wlewamy do bakalii. Mieszamy. Przelewamy wszystko do suchych składników. Mieszamy do połączenia się wszystkiego.

Przekładamy do formy. Pieczemy w środkowej części piekarnika przez 40-45 min lub do suchego patyczka.
Studzimy dokładnie. Przechowujemy w folii aluminiowej.

Gdyby ktoś chciał robić polewę -> zerknijcie do oryginału.



Smacznego!






niedziela, 13 listopada 2011

Babka bananowo-czekoladowa

Dziś krótko - fajna babka z tej babki :)
Mocno czekoladowa, z wyraźną nutą Cointreau, dobra nawet kilka dni później. Dość zbita i konkretna - to nie lekka, jak chmurka babka piaskowa, ale porządne czekoladowe śniadanie :)

Spróbujcie i sprawdźcie, czy taki smak Wam pasuje. Mi pasował. Bananów prawie się nie czuje, dodają jedynie wilgotności.




Przepis znalazłam u Bei. Przerobiłam na bezglutenowy.


Babka bananowo-czekoladowa (bg)
(forma do babki z kominem o średnicy 22 cm)


2 banany (w sumie 230 g owoców bez skórki - u mnie to były 2 banany i kawałek)
150 g gorzkiej czekolady (może być taka z pomarańczą)
220 g mąki kukurydzianej
niecała łyżeczka proszku do pieczenia (bezglutenowego)
1/2 łyżeczki sody
2 jajka kurze lub 8 przepiórczych
120 g brązowego cukru*
szczypta soli
120 g jogurtu naturalnego (użyłam greckiego)
50 ml mocnej, wystudzonej kawy
50 ml oliwy z oliwek lub roztopionego masła
3-4 łyżki Cointreau (początkowo alkohol jest dość wyczuwalny - można spokojnie pozostać przy 2 łyżkach. Jeśli robicie dla dzieci - dajcie sok pomarańczowy)
skórka z 1 pomarańczy (ja nie dałam, bo nie miałam, ale uważam ten dodatek za ważny, więc dajcie :) )


Piekarnik nagrzewamy do 180℃.
Banany rozcieramy widelcem. Czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej, studzimy. Jeśli dodajemy masło, a nie oliwę - dorzucamy je do czekolady i rozpuszczamy. Mąkę mieszamy z proszkiem i sodą.

Jajka ucieramy z cukrem i szczyptą soli na gładką, białą, aksamitną masę. Dodajemy banany, skórkę pomarańczową, roztopioną czekoladę i - nie przerywając mieszania - oliwę (jeśli wcześniej dodaliśmy masło, oczywiście nie dodajemy oliwy), Cointreau/sok pomarańczowy i kawę. Na końcu, partiami, mąkę i jogurt.

Przekładamy do wysmarowanej masłem formy. Pieczemy ok. 50 min - do suchego patyczka.

Studzimy chwilę w formie (kilka - kilkanaście minut), potem wyciągamy na kratkę i dostudzamy.


Smacznego!


* w oryginalnym przepisie było 155 g, ale mąka kukurydziana jest słodkawa i ja daję zawsze mniej. Jednak, jeśli lubicie słodkie ciasta - wsypcie więcej. Z taką ilością (120 g) wyszło w sam raz dla mnie, ale np. nie zaszkodziłaby mu polewa czekoladowa. Jeśli planujecie zrobić polewę, dajcie mniej cukru.

niedziela, 6 listopada 2011

Ciasto dyniowe z białą czekoladą

Dyni ciąg dalszy. I goście. Tym razem - coś na słodko dla odmiany.
Szybkie, awaryjne (jeśli mamy np. wcześniej zrobione puree z dyni - napiszę i o nim, obiecuję) ciasto. Polecam.
Wilgotne, zbite, trochę przypominające zakalec, ale jednak nim nie będące, z chrupiącymi orzechami i przepyszną polewą z białej czekolady. Pycha!

Uwaga! Szybko znika :)





Ciasto dyniowe z białą czekoladą
(oryginalny przepis z Kwestii Smaku)


Ciasto:
2 słoiczki puree z dyni (półtorej szklanki) lub 1 szklanka drobno startej dyni
1 szklanka mąki kukurydzianej (w oryginalnym przepisie była pszenna)
3/4 szklanki orzechów włoskich, posiekanych (w oryginalnym przepisie były zrumienione na patelni dodatkowo - myślę, że to super opcja, ja po prostu o zapomniałam :) )
1 łyżeczka proszku do pieczenia (u mnie bg)
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka z czubkiem przyprawy do piernika
1 łyżka świeżo startego imbiru
1/2 szklanki brązowego cukru (jeśli robicie z mąki kukurydzianej tyle wystarczy - mąka sama w sobie jest słodkawa)
1/3 szklanki roztopionego masła
1 jajko kurze lub 4 przepiórcze
ziarenka z 1 strąka wanilii (lub 1 i 1/4 łyżeczki ekstraktu z wanilii)
łyżka siekanych migdałów (do posypania)

Polewa:
100 g (tabliczka) białej czekolady
3 łyżki śmietanki kremówki (30 % lub 36 %)

Piekarnik nagrzać do 175 st. C. Formę kwadratową (22 x 22 cm) wysmarować masłem (chyba, że macie silikonową).

Suche składniki (mąkę, proszek, przyprawę do piernika, sól) wymieszać w jednej misce. W drugiej zmiksować jajka, masło, cukier, wanilię, imbir i dynię. Połączyć z suchymi składnikami i 1/2 szklanki orzechów.

Przełożyć do formy. Piec ok. 40 min - do suchego patyczka.

W międzyczasie zrobić polewę: w garnku zagotować śmietankę. Zdjąć z ognia i dodać połamaną w kosteczki czekoladę. Mieszać, aż czekolada całkiem się rozpuści. Odstawić na kilkanaście minut, żeby polewa stężała. Posmarować wystudzone ciasto. Posypać orzechami włoskimi i siekanymi migdałami.

Pokroić na kwadraty i pałaszować :)

Smacznego!

środa, 21 września 2011

Babeczki orzechowe z czekoladą

Pyyyycha!!
Bez wstępów. Jeśli macie ochotę na coś słodkiego, ale nie zasładzającego, delikatnie orzechowego z rozkosznie roztapiającą się czekoladą w środku, ta propozycja jest dla Was :)

Przepis znaleziony u Doroty na Moje Wypieki. Dzięki po stokroć!
(troszkę zmodyfikowałam, żeby było bezglutenowe)



Babeczki orzechowe z czekoladą (bg)


125 g miękkiego masła
1/3 szklanki brązowego cukru
2 jajka kurze lub 7 przepiórczych
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (albo aromat waniliowy, jak  nie macie ekstraktu)
1 szklanka mąki kukurydzianej (lub pszennej, jeśli możecie)
1/2 szklanki mielonych orzechów (ja skorzystałam z mąki orzechowej - mielone orzeszki ziemne, Dorota sugeruje włoskie lub laskowe)
1 łyżeczka naturalnego kakao
1 i 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia (u mnie bezglutenowy)
3 łyżki mleka (ja dałam sojowe waniliowe)
100 g posiekanej czekolady (u mnie - gorzka ze skórką pomarańczową)

I teraz tak:
Rozgrzewamy piekarnik do 170 st. C.
Masło ucieramy/miksujemy z cukrem na gładką, puszystą, jasną masę. Dodajemy jajka (po jednym lub 2, jeśli używamy przepiórczych). Uwaga! Jeśli dodamy jajka za wcześnie, masa się zwarzy. Więc...nie dodawajmy za wcześnie ;)
Dodajemy ekstrakt (cały czas miksując).
Mąkę łączymy z orzechami, proszkiem i kakao. Dodajemy do masy. Miksujemy. Dodajemy mleko. Na koniec wrzucamy czekoladę i mieszamy łyżką.
Formę muffinkową wykładamy papilotkami, wypełniamy ciastem i do piekarnika na jakieś 25 min.

I tyle. Proste, prawda?
(jak każde muffiny)

Smacznego!!

sobota, 9 kwietnia 2011

Ciasto czekoladowe ( bezglutenowe ) na poprawę humoru


Czasem zdarza się taki dzień, jakby wszystko sprzysięgło się przeciw nam. Wiatr wieje prosto w oczy i zdecydowanie zbyt mocno. Ulewa spotyka nas właśnie wtedy, kiedy akurat nie zabraliśmy ze sobą parasola. Wszyscy chcą czegoś na wczoraj. Nasza praca nie jest tym, o czym marzyliśmy, kiedy jeszcze...marzyliśmy o pracy. Książka, w której szukamy ratunku okazuje się beznadziejnie przetłumaczona. Ostatni tramwaj ucieka nam sprzed nosa. Benzyna kosztuje tyle, że lepiej chodzić pieszo, itd. itp. Czyli - po prostu koszmarny dzień.

Zdarza się.

A najlepsze na kiepski humor, niefart, nieszczęście ducha jest... ciasto czekoladowe!!

Dzisiejszy przepis pochodzi od pewnego dobrego ducha, który(/a) najwyraźniej dobrze wie, jak sobie z czarnym dniem poradzić :)


Ciasto czekoladowe z konfiturą z czarnej porzeczki (bezglutenowe)

150 g mąki kukurydzianej
120 g masła
tabliczka (100g) gorzkiej czekolady
300 g konfitury dowolnej (ja miałam z czarnej porzeczki)
1 łyżeczka proszku do pieczenia (bezglutenowego)
100 g cukru pudru (jeśli ktoś woli słodsze - można dodać 150g)
2 jajka kurze lub 7 przepiórczych


Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C.
W kąpieli wodnej lub na malutkim gazie (mieszając!) roztapiamy masło z czekoladą.
Jak trochę przestygnie, mieszamy z ubitymi jajkami (całymi), konfiturą i cukrem pudrem. Mieszać można łyżką.
Do masy dodajemy powoli mąkę z proszkiem (małymi porcjami, bo się inaczej zrobi klucha, a tego chcemy uniknąć). Kiedy uzyskamy gładkie ciasto, przekładamy do wysmarowanej masłem (albo innym tłuszczem, jak kto woli) formy - tortownicy lub takiej do tarty.
Pieczemy 50-60 min.


Podajemy z dodatkową porcją konfitury, bitą śmietaną, miodem, cukrem pudrem, świeżymi truskawkami lub malinami (w sezonie) - jednym słowem - uruchamiamy wyobraźnię smakową i dogadzamy sobie, ile wlezie! W końcu to ciasto na poprawę humoru :)

Naprawdę spełnia swoją funkcję :)




Smacznego!


środa, 23 marca 2011

Ciasto czekoladowo-bananowe



Jakiś mam bananowy czas teraz :) kolejne ciasto z wykorzystaniem tych słonecznych, "uśmiechniętych" owoców. Poza tym - kupiłam sobie w końcu wagę kuchenną! Więc teraz będę bardzo dokładne dane podawać :)
Ten przepis, to taki z gatunku prostych i szybkich. Ciasto jest świetne nawet kilka dni po upieczeniu - nadal wilgotne i czekoladowe!
Polecam, jak ktoś nie ma czasu na codzienne pieczenie (bo kto z nas ma?) albo miejsca w żołądku na zjedzenie całego ciasta w jeden dzień (chociaż może to raczej rozsądek niż miejsce? ;) ).


Ciasto czekoladowo-bananowe (bezglutenowe)
(oryginalny przepis znaleziony tutaj)

100 g gorzkiej czekolady (tabliczka)
150 g masła
170 g brązowego cukru
100 g mąki bezglutenowej biszkoptowej
75 g mąki gryczanej
3 jajka kurze lub 9 przepiórczych
2 łyżeczki proszku do pieczenia (bezglutenowego albo zwykłego troszkę mniej)
25 g naturalnego kakao
3 banany średnie (albo 2 duże)

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. W misce mieszamy mąki, kakao i proszek. Masło ucieramy z cukrem na gładką, jasną masę. Powoli dodajemy po jednym jajku (w przypadku przepiórczych można po 2-3 dodawać). Ucieramy. Najwygodniej robić to mikserem, ale kulą też się da, jakby ktoś się uparł (albo nie miał miksera).
Następnie do masy powoli przesiewamy suche (mąki, kakao, proszek). Mieszamy łyżką. Dodajemy rozgniecione banany (ja je zmiksowałam na kompletną papkę) i czekoladę. Znów mieszamy. Dokładnie mieszamy :)
Masę przekładamy do wysypanej mąką (np. gryczaną czy ryżową, czy inną jeszcze) foremki (keksówki) i pieczemy 60 min. w 180 st. C.
Po tym czasie sprawdzamy patyczkiem, czy upieczone. Wyciągamy, studzimy na kratce. Ostudzone ciasto zawijamy w folię albo przykrywamy czymś szklanym, tudzież wkładamy do szklanego pojemnika jakiegoś.

Smacznego!

niedziela, 20 marca 2011

Muffiny bananowe z białą czekoladą (całkowicie bezglutenowe!)





Choć powinnam raczej skupić się teraz na niskokalorycznych sałatkach, nie mogłam się oprzeć pokusie wykorzystania pozostałych w koszyczku 4 bananów :)
Jednocześnie skończyła mi się mąka orkiszowa, więc dzisiejszy eksperyment jest absolutnie i totalnie bezglutenowy.
W wersji jeszcze ciepłej muffiny smakują genialnie! (wersji wystudzonej nie zdążyłam jeszcze spróbować)
Dzięki mące kukurydzianej są sycące, dzięki bananom - wilgotne, a czekolada zapewnia pożądaną słodycz (to przekąska dla tych-co-wolą-bardziej-słodkie-słodkości :)).


Muffiny z bananami i białą czekoladą


125 g mąki kukurydzianej
130 g mąki ryżowej*
1/3 szklanki roztopionego masła
4 łyżki jogurtu naturalnego
3/4 tabliczki białej czekolady
4 banany (mogą być takie zbyt dojrzałe)
1 łyżeczka proszku do pieczenia (bezglutenowego, jeśli ktoś nie może normalnego)
1 mała łyżeczka sody
szczypta soli
1/3 szkl. brązowego cukru (może być nawet mniej, bo biała czekolada jest naprawdę słodka)
1 jajko kurze lub 3 przepiórcze
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub aromat waniliowy, jeśli ktoś nie ma ekstraktu (ja nie miałam)

Suche składniki mieszamy w jednej misce. Masło roztapiamy, jajko/jajka roztrzepujemy, banany rozgniatamy, czekoladę siekamy na małe kawałeczki. Mokre mieszamy (to, co powyżej + jogurt) i dodajemy do suchych. Łyżką jakąkolwiek łączymy wszystko (nie musi być super dokładnie).

Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C. Formę na 12 dołków wykładamy papilotkami, napełniamy ciastem i pieczemy ok 25 min. Sprawdzamy patyczkiem. Jeśli suchy - wyjmujemy. Studzimy na kratce.

Smacznego!

*obie mąki można zamienić mąką pszenną, jeśli ktoś woli i/lub może

niedziela, 6 marca 2011

Niedzielna babka czekoladowo-pomarańczowa

...czyli jak szybko uprzyjemnić sobie niedzielny dzień :)




Bardzo lubię, kiedy w niedzielny poranek w całym domu pachnie ciastem. To taka miła pobudka dla domowników (o ile nie obudzi ich mikser ;) ).

To ciasto znalazłam na Kwestii Smaku. Przerobiłam na bezglutenowe, ale jak ktoś chce lub może - polecam użycie wspomnianej w przepisie mąki tortowej.

Babka jest pyszna, leciuteńka, wilgotna i niezastąpiona na drugie śniadanie/podwieczorek do kubka czarnej, aromatycznej kawy. To jedno z najlepszych ciast, jakie w wersji bezglutenowej udało mi się upiec!
I jeszcze na dodatek - banalnie prosta do zrobienia.
Moja jest w dużej mierze czekoladowa, bo taką wolę, ale jak ktoś preferuje tę "białą" część babki - można proporcje podzielić dowolnie.


Babka czekoladowo-pomarańczowa


120 g masła (miękkiego)
100 gr gorzkiej czekolady (tabliczka) - ja nie miałam tyle gorzkiej, więc u mnie było 25% gorzkiej i 75% mlecznej
skórka starta z 1 pomarańczy (jak ktoś chce, żeby było mniej pomarańczowe - zetrzeć 1/2 pomarańczy)
1/2 szkl. mleka sojowego lub zwykłego
1/3 szkl. kwaśnej śmietany 18%
120 g mąki ryżowej
110 g mąki bezglutenowej (biszkoptowej)
1 lyżeczka bezglutenowego proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
2 jajka kurze (albo 7 przepiórczych)
150 g cukru

Masło wyciągamy z lodówki, żeby się ogrzało, piekarnik nagrzewamy do 170 st. C. Z pomarańczy ścieramy skórkę (sparzywszy bestię wcześniej), czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej.
W kubeczku mieszamy mleko ze śmietaną, w misce nr 1 - mąki z proszkiem i sodą, w misce nr 2 - roztrzepujemy jajka.
Mikserem ucieramy masło z cukrem na gładką, puszystą masę (ok. 10 min - ja ucierałam krócej). Potem dodajemy powoli jajka - po trochu.
Jak się ładnie utrze, dodajemy (również powoli i w małych ilościach - tak powiedzmy na 3-4 części): mąkę i mleko ze śmietaną. Ucieramy na wolnych obrotach albo ręką.
Jak już uzyskamy aksamitną masę, dzielimy ją na dwie części - można równe, można nie :)
do jednej dodajemy skórkę pomarańczową, do drugiej - czekoladę.
Keksówkę smarujemy masłem i wysypujemy mąką/bułką tartą lub wykładamy papierem do pieczenia. Nakładamy ciasto po łyżce i na koniec bierzemy patyczek taki długi i robimy kilka ósemek albo innych wzorków, żeby nam się ta babka zrobiła marmurkowa taka :)

Wsadzamy do pieca i pieczemy minut 50. Sprawdzamy patykiem czy sucha, jeśli tak - wyciągamy i przez jakieś 15 min. zostawiamy w foremce. Później przekładamy na deseczkę, żeby się wystudziła do końca (chociaż ciepła też jest doskonała :) ).

Smacznej niedzieli!

sobota, 26 lutego 2011

Sobotni goście i muffiny z bananami, czekoladą i odrobiną kawy

"Gość w dom - Bóg w dom", zatem dziś mój dom był pełen Bożej obecności :)
(nie tylko ze względu na lokalizację)

Goście to miła odmiana od codziennej "bezludności" wsi. Człowiek, który przekracza próg naszego domu, przynosi ze sobą swoją historię, śmiech, dobre słowo... To cenne. Zabieram, utrwalam i zachowuję na te bardziej szare momenty.

Dzisiejszy dzień w ogóle był dniem niespodzianek. 
Lubię niespodzianki, choć niektóre bywają mocno obarczone emocjonalnymi konsekwencjami.

A jednak "dziś" był dobre i...prawdziwe.



  
Muffiny bananowe z czekoladą i espresso
(oryginalny przepis z Whiteplate)

Przepis po moich modyfikacjach:

4 dojrzałe banany (nie bójmy się takich z prawie czarną skórką)
3/4 szkl. brązowego cukru
150 g masła (topionego)
1/4 szkl pełnotłustego mleka (ja robiłam na sojowym)
1 duże jajko (albo 4 przepiórcze)
1 1/2 szkl mąki orkiszowej
2 łyżeczki mocnego espresso
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia (2 łyżeczki, jeśli używamy bezglutenowego)
1 łyżeczka soli (płaska!)
85 gram czekolady białej
85 g czekolady gorzkiej (takiej 90% kakao najlepiej)


Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C.

Czekolady kroimy na kosteczkę małą lub łamiemy na małe kawałeczki (jak ktoś ma czekoladowe groszki - można wykorzystać).

W jednej misce umieszczamy: rozgniecione widelcem banany, roztopione masło, mleko, jajko/jajka, espresso i cukier.
W drugiej: mąkę, proszek do pieczenia i sól.

Łączymy zawartości obu misek. Jak już to zrobimy, dorzucamy czekoladowe kawałeczki i mieszamy raz jeszcze (łyżką oczywiście).

Formę wykładamy papilotkami, nakładamy ciasto i pieczemy ok 25-30 min. Sprawdzamy patyczkiem - jeśli jest suchy, wyjmujemy muffiny z piekarnika i studzimy na kuchennej kratce.



Uwaga: muffiny są uzależniające :)

Прятного аппетита!