Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sernik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sernik. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 stycznia 2014

Sernik szwarcwaldzki

Witajcie w Nowym Roku!

Dziś przepis znaleziony na blogu Doroty Świątkowskiej - Moje Wypieki. Sernik jest doskonały i nie wymaga pieczenia. Natomiast nie wytrzymuje długo bez lodówki. Wygląda na żywo lepiej, niż na zdjęciach :) Spróbujcie - nie będziecie żałować!

Uwaga: zrobiłam z podwójnej porcji sera i kremówki, bo miałam większą formę, niż ta przewidziana w oryginalnym przepisie.




Sernik szwarcwaldzki


Składniki na spód (na formę większą niż 21 cm, przydałoby się min. o 1/3 więcej składników):
150 g ciastek czekoladowych (*np. Oreo; w oryginalnym przepisie były te z nadzieniem czekoladowym, ja użyłam tych klasycznych)
40 g masła, w temperaturze pokojowej lub roztopionego

Składniki na masę serową (dałam wszystkiego 2 razy więcej):
200 g półtłustego twarogu sernikowego, zmielonego (użyłam mojej ulubionej Piątnicy)
200 g śmietany kremówki 36%, schłodzonej (użyłam 30%)
50 g cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (użyłam ziaren z jednej laski wanilii)
15 g żelatyny w proszku
1/4 szklanki wody, wrzącej

Składniki na galaretkę:
2 galaretki wiśniowe
300 g wiśni świeżych lub mrożonych (użyłam mrożonych - o świeże teraz ciężko ;) )


SPÓD:
Ciastka i masło zmiksować w malakserze do otrzymania masy o konsystencji mokrego piasku. Cytuję tu autorkę, ale określenie to konsystencji jest moim zdaniem najbardziej trafne.

Formę (tortownicę - ja miałam taką o średnicy 23 cm; w oryginale było 21 cm) wyłożyć masą ciasteczkową, wyrównać i wstawić do lodówki na min. 30 minut.

MASA SEROWO-ŚMIETANOWA:
Wszystkie składniki, tak jak na klasyczny, pieczony sernik, powinny być w temperaturze pokojowej (poza wodą i kremówką).

Żelatynę dokładnie rozpuścić w wodzie, odstawić do lekkiego przestudzenia.

W misie miksera umieścić twaróg, cukier puder i wanilię (jeśli używacie ekstraktu dodajcie go do otrzymanej masy, a nie przed). Zmiksować do otrzymania gładkiej masy. Odłożyć dużą łyżkę masy i zmiksować z rozpuszczoną żelatyną. Dopiero tak przygotowaną żelatynę połączyć z resztą masy.

W drugim naczyniu ubić śmietanę kremówkę. Stopniowo dodawać do masy serowej z żelatyną i delikatnie wymieszać szpatułką lub łyżką. Zależy nam, żeby masa pozostała puszysta :)

Masę serową wyłożyć na schłodzony spód ciasteczkowy, wyrównać. Odłożyć do lodówki do całkowitego stężenia (najlepiej na noc).

Na następny dzień lub po całkowitym stężeniu masy serowej, rozmrozić wiśnie (jeśli używamy zamrożonych) i rozpuścić galaretki w 1/2 ilości wody, o której mowa w instrukcji, czyli 500 ml na 2 galaretki.Wystudzić je.

Część wiśni wyłożyć na wierzch schłodzonego sernika. Zalać częścią galaretki. Odłożyć do lodówki do stężenia. Następnie wyjąć z lodówki, wyłożyć kolejną warstwę wiśni, znowu wylać na nią niedużo galaretki. Po steżeniu wylać na wierzch resztę galaretki. /Dzięki temu wiśnie nie będą pływały przy wierzchu galaretki/.

Ja wyłożyłam od razu wszystkie wiśnie, ale galaretkę wlewałam porcjami i też się udało :)


Pozostawić na kilka godzin w lodówce. 
Ja bym jeszcze dopisała - raczej trzymać w lodówce, bo nie lubi upałów ;)


Smacznego!!

środa, 16 stycznia 2013

Sernik kajmakowo-kawowy

Krótko mówiąc: (prze)pyszny! Kremowy i delikatny z wyraźną nutką kawy. Idealny w zestawieniu z gorzką czekoladą (i kleksem bitej śmietany, jeśli lubicie).

Przepis oryginalny pochodzi z Kwestii Smaku. Zrobiłam, jak zwykle, bez spodu, bo my taki wolimy, ale jeśli chcecie - można trzymać się oryginału bardziej :)
Zmieniłam też proporcje sera i kajmaku (bo akurat taką ilość miałam - 1 kg sera, 400 g kajmakowej masy). Myślę, że nie wpłynęło to znacząco na smak, ale jeśli macie składniki w oryginalnej ilości, nie zaszkodzi spróbować.

Tak czy inaczej - sernik ląduje w naszym prywatnym TOP 10 :)

UWAGA!
1. Wszystkie składniki muszą mieć temperaturę pokojową, więc trzeba je wyjąć odpowiednio wcześniej.
2. Sernik przed podaniem musi spędzić w lodówce min. 12 godzin, więc trzeba się za niego zabrać dzień wcześniej.




Sernik kajmakowo-kawowy

Masa serowa:
1 kg sera zmielonego trzykrotnie (u mnie Piątnica - standardowo)
400 g masy kajmakowej
1/4 szklanki cukru (użyłam brązowego)
3 płaskie łyżki mąki ryżowej (można oczywiście użyć pszennej)
2 łyżki cukru wanilinowego
5 jajek kurzych lub 20 przepiórczych
80 g śmietany 30% lub 36% (kremówki)

Wierzch:
200 g gęstej, kwaśnej śmietany 12% lub 18% (ja użyłam 18%)
120 g śmietany 30% lub 36% (kremówki)
3 łyżki cukru (użyłam brązowego)
1 czubata łyżeczka mocnej kawy espresso w proszku (ja dodałam łyżkę stołową delikatnej, rozpuszczalnej kawy z cykorią, bo nie miałam espresso)
2 łyżki wrzącej wody


Piekarnik nagrzewamy do 175℃. Dno tortownicy (o średnicy min. 24 cm) wykładamy papierem do pieczenia - nadmiar papieru "wypuszczamy" na zewnątrz - to uszczelni formę. Boki smarujemy masłem.

Ser ucieramy z masą kajmakową, mąką i cukrami (na najwolniejszych obrotach!) - na gładką masę - raczej krótko, żeby nie napowietrzać masy. Następnie dodajemy po jednym jajku kurzym (lub po 4 przepiórcze). Po każdym mieszamy (również na najniższych obrotach) ok. 30 sekund. na koniec dodajemy śmietanę i mieszamy tylko do połączenia się składników (można wymieszać łyżką).

Masę przelewamy do formy. Delikatnie potrząsamy foremką, żeby wygładzić wierzch i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 175℃ na 15 min. Następnie, nie otwierając piekarnika, zmniejszamy temperaturę do 120 i pieczemy jeszcze 1 h 30 min.

W międzyczasie przygotowujemy kawowy wierzch, mieszając wszystkie składniki na aksamitną, gładką masę.

Po upływie 1 h 45 min. wyciągamy sernik (lub wysuwamy go na kratce) i polewamy przygotowaną masą kawową. Wstawiamy do piekarnika jeszcze na 15 min.

Sernik studzimy stopniowo - najpierw tylko uchylamy drzwiczki piekarnika, jak trochę przestygnie, wyciągamy go z piekarnika. Z wystudzonego sernika, zdejmujemy obręcz tortownicy (trzeba ciasto najpierw obkroić oczywiście) i wstawiamy do lodówki (np. na noc).

Podajemy z sosem czekoladowym i/lub z bitą śmietaną (taką domową, z kremówki, a nie w aerozolu).

Smacznego!! 

piątek, 28 września 2012

Sernik z dodatkiem dyni i glazurą pomarańczowo-imbirową

Mówiąc krótko: pyszny!

A trochę mniej lapidarnie: Jest aksamitny i kremowy, nie bardzo słodki, cynamonowa nutka zaskakuje, dyni zupełnie nie czuć, nadaje jedynie kolor (jeśli weźmiemy taką naprawdę pomarańczową dynię - moja była raczej żółta i to dość blado, więc kolor nie jest powalający) i delikatność. Poza tym zupełnie niesamowitym dla mnie odkryciem była pomarańcza z imbirem! Świetne zestawienie w tym kontekście, a jak jeszcze dołożycie trochę sosu toffee zaczyna być rollercoasterowo :)

Poza tym to chyba najprostszy sernik świata, w którym nie trzeba nawet przestrzegać kolejności dodawania składników - po prostu trzeba wszystko wymieszać ;) Jego wyjściowa konsystencja była dla mnie sporym zaskoczeniem - sernik jest... płynny. Zupełnie! Jak koktajl! A jednak się udaje.

Zrobiłam bez spodu, bo wolę, ale myślę, że akurat w tym przypadku lepiej byłoby ten spód dodać, bo sernik jest bardzo wilgotny i jak stoi dłużej poza lodówką nie ma w co... wsiąkać ;)
W każdym razie - moja modyfikacja spodu nie przewiduje, a i tak smakowało wszystkim.

Reasumując: polecam jako naprawdę udaną pozycję w menu :)
(oryginalny przepis z Kwestii Smaku)




Sernik z dodatkiem dyni i glazurą pomarańczowo-imbirową 
(proporcje na raczej dużą tortownicę - min. 26 cm)


Masa serowa:
1 i 1/2 szklanki musu z dyni*
1 kg sera na serniki zmielonego trzykrotnie (u mnie tradycyjnie Piątnica, ale możecie użyć dowolnego - Waszego ulubionego)
5 jajek kurzych lub 20 przepiórczych
1 i 1/2 szklanki słodzonego mleka skondensowanego
1/2 szklanki śmietanki kremówki (30%)
3 pełne łyżki mąki ziemniaczanej (ja dałam ryżową, bo akurat mi się skończyła ziemniaczana i też wyszło)
1/3 łyżeczki mielonego cynamonu
1 cukier wanilinowy (lub 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii)

*jeśli nie mamy akurat pure z dyni, oto i sposób przygotowania: dynię obieramy, kroimy w drobną dość kostkę (będzie szybciej) i pieczemy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w temperaturze 200℃ przez około 30 min. (w przypadku niewielkiej kostki) lub godzinę (w przypadku większej). Studzimy. Miksujemy w blenderze albo malakserze.


Wierzch:
200 g kwaśnej śmietany 18%
3 łyżki drobnego cukru

Glazura:
150 g konfitury pomarańczowej z imbirem (ja miałam taką, ale możecie też dodać trochę świeżego, startego imbiru do konfitury ze skórki pomarańczowej albo w ogóle go pominąć, jeśli nie lubicie - wg mnie warto, bo nadaje sernikowi takiej intrygującej nutki, ale presji nie ma!)
3 łyżki wody

Sos toffee (opcjonalnie):
szklanka śmietany kremówki (30%)
1/4 szklanki brązowego cukru
1/4 szklanki miodu
1/4 szklanki masła


UWAGA: Wszystkie składniki na sernik muszą mieć temperaturę pokojową, więc wyciągnijcie je rano, żeby zrobić to cudo np. po pracy :)

Piekarnik nagrzewamy do 175℃. Dół tortownicy wykładamy papierem do pieczenia i wypuszczamy papier na zewnątrz (uszczelni nam to formę). Boki smarujemy masłem (delikatnie). Jeśli nie jesteśmy pewni szczelności naszej tortownicy, możemy ją jeszcze dodatkowo owinąć z zewnątrz folią aluminiową (jak do kąpieli wodnej).

Wszystkie składniki na masę mieszamy łyżką lub miksujemy. Kolejność dodawania składników nie ma znaczenia. Jeśli używamy miksera - ustawmy na wolne obroty, żeby masa się jednak nie napowietrzała nadmiernie.

Przelewamy do formy i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 175℃ na 15 min. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 120℃ i pieczemy półtorej godziny. Pod koniec pieczenia przygotowujemy polewę z kwaśnej śmietany, mieszając ją z cukrem na gładką, aksamitną masę. Po upływie wyznaczonego czasu, wyciągamy sernik, polewamy przygotowaną masą i wstawiamy z powrotem do piekarnika na 15 min.

Studzimy w chłodnym miejscu, następnie odpinamy obręcz i bez przykrycia wstawiamy do lodówki na całą noc (lub 24 godziny - im dłużej, tym lepiej - sernik będzie bardziej zwięzły).

Ja glazurę zrobiłam następnego dnia. 

Konfiturę mieszamy z wodą, zagotowujemy - rozsmarowujemy na serniku, wstawiamy do lodówki.

Sos toffee: wszystkie składniki łączymy i mieszając, zagotowujemy. Zmniejszamy gaz i gotujemy 15 min. aż sos zredukuje się o połowę. Jak wystygnie, zgęstnieje jeszcze bardziej. 

No i tyle :)

Wiem, że wygląda dość skomplikowanie, ale nie jest. I się udaje!



Smacznego :) 

wtorek, 29 maja 2012

Sernik czekoladowo-kawowy

Kilka dni temu miałam urodziny, trzydzieste. Jakoś tak dziwnie z tą "3" z przodu, ale można się przyzwyczaić (podobno) :)
Postanowiłam zatem uczcić własne święto jakoś wyjątkowo. Strzał padł na sernik czekoladowy z nutą kawową z Whiteplate. PYSZNOŚCI!! Naprawdę. Nie wiem, jakim cudem, ale ten sernik smakuje, jak lekki, czekoladowy krem. Po prostu chmurka. Jest niezwykły i aksamitny.


To był dobry wybór i, w sumie, dobry start z kolejne dziesięciolecie :)

Ważne - wszystkie składniki trzeba wyjąć wcześniej, żeby miały temperaturę pokojową.

Polecam!



Sernik czekoladowo-kawowy*


365 ml śmietany - 200 ml + 165 ml (kremówki - 30%)
3 łyżki mocnego espresso
3 łyżki kakao (prawdziwego, gorzkiego)
1/4 łyżeczki soli
470 g ciemnej czekolady, drobno pokrojonej (bezglutenowa - Goplana)
80 ml amaretto
870 g sera na serniki (u mnie Piątnica oczywiście)
150 g cukru 
4 jaja kurze lub 16 przepiórczych

Na wierzch: konfitura z czarnych porzeczek



Tortownicę 22-24 cm smarujemy masłem i wykładamy papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzewamy do 175℃.


W garnuszku mieszamy śmietanę (200 ml), kakao, espresso i sól. Podgrzewamy do połączenia się składników. Do ciepłej masy dodajemy połamaną na kawałki czekoladę, resztę śmietany (165 ml) i amaretto. Mieszamy, ale już nie podgrzewamy.  


Ser ucieramy z cukrem (na wolnych obrotach), dodajemy po jednym jajku (lub po 4, jeśli używamy przepiórczych). Mieszamy.
Do masy serowej dodajemy stopniowo masę czekoladową. Mieszamy na wolnych obrotach do uzyskania aksamitnej masy (raczej krótko).


Przelewamy do formy. Pieczemy 15 min w 175℃. Następnie zmniejszamy temperaturę do 120 i pieczemy sernik półtorej godziny. Studzimy w półotwartym piekarniku. Wystudzony sernik wstawiamy na całą noc lub naprawdę kilka godzin do lodówki.
Podajemy z wierzchem posmarowanym warstwą konfitury. U mnie to była naprawdę gruuuba warstwa :)


Smacznego!!






*W oryginale ten sernik ma spód - ja go nie robię, bo nie lubię, ale jeśli chcecie - skorzystajcie z przepisu Liski.

sobota, 28 stycznia 2012

Sernik dekadencki

Doskonały, DOSKONAŁY!!
Dawno nie piekłam serników i za ten zabrałam się z prawdziwą ochotą (w środku nocy). Niezwykłe słodko-słone połączenie w tym serniku rzeczywiście nadaje mu pewnej...dekadencji :) Słonawy serek vs biała czekolada, karmel kontra słone orzeszki... Ech, niebo w gębie!
Co prawda przerobiłam go troszeczkę, bo nie lubię serników na spodzie, ale możecie zrobić sobie ze spodem - a co!
Bardzo dziękuję Asi z Kwestii Smaku za to kolejne urozmaicenie.


... w porannym słońcu :)

Sernik dekadencki
(na tortownicę o średnicy 24 cm)


Na sernik:
500 g sera na serniki mielonego trzykrotnie
250 g serka mascarpone
250 g kremowego, słonego serka Philadelphia
3 łyżki mąki ziemniacznaj lub ryżowej
5 jajek kurzych lub 18 przepiórczych (całe opakowanie)
1/2 puszki słodzonego mleka skondensowanego (266 g)
300 g białej czekolady (z reguły jest to równoznaczne z 3 tabliczkami)
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii lub 2 łyżki cukru z prawdziwą wanilią

Na wierzch:
200 g gęstej, kwaśnej śmietany (12 lub 18%)
3 łyżki cukru pudru

Sos karmelowy*:
1 szklanka śmietanki kremówki (30 lub 36%)
1/4 szklanki brązowego cukru
1/4 szklanki płynnego miodu
1/4 szklanki masła

*lub, jeśli się nie ma powyższych składników: kilka łyżek masy krówkowej, podgrzanej i rozcieńczonej waniliowym mlekiem sojowym - sprawdza się równie dobrze :)

Wszystkie składniki muszą mieć temperaturę pokojową, więc warto je wyjąć kilka godzin wcześniej.

Piekarnik nagrzewamy do 175℃. Dno tortownicy wykładamy papierem do pieczenia, którego brzegi wypuszczamy na zewnątrz. Boki smarujemy masłem.

Do misy miksera wkładamy sery i mąkę. Na najniższych obrotach ucieramy na gładką masę - ok 2 min.
W tym czasie rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej lub na malutkim gazie.
Do gładkiej masy serowej dodajemy kolejno: mleko skondendowane, jajka (po każdym mieszamy ok. 15-30 seksund), rozpuszczoną czekoladę i wanilię. Po każdym dodanym składniku - mieszamy na wolnych obrotach, żeby nie napowietrzać masy. Mieszamy krótko - do połączenia się składników.

Gotową masę przelewamy do formy i pieczemy 15 min w 175℃. Następnie, nie otwierając piekarnika, zmniejszamy temperaturę do 120℃ i pieczemy 90 min. Po tym czasie wyjmujemy sernik, polewamy wierzch śmietaną wymieszaną z cukrem pudrem na gładką, aksamitną masę i wstawiamy z powrotem do piekarnika na 15 min.

Sernik studzimy stopniowo. Ostudzony sernik wstawiamy do lodówki - najlepiej na całą noc.

Sos karmelowy:
Wszystkie składniki sosu wymieszać i podgrzewać. Jak cukier się rozpuści gotować na małym gazie ok 15-20 min aż sos będzie gęsty. Mieszać, żeby się nie przypalił. Ostudzić.
Lub wersja alternatywna - jak pisałam wcześniej - kilka łyżek masy krówkowej podgrzać z mlekiem sojowym (waniliowym) i rozetrzeć na gładziutką masę.


Podajemy z sosem karmelowym i posiekanymi dość drobno - słonymi orzeszkami ziemnymi (część z nich można pomieszać z sosem - mmm, pycha!).

Naprawdę - zafundujcie sobie trochę dekadencji :)

Smacznego!!

piątek, 9 grudnia 2011

Sernik bananowy z polewą karmelową

Ostatnio jestem mocno zabiegana - weekend pod znakiem operowym ("Orfeusz i Eurydyka" Glucka) - trzy spektakle, trzy dni :) Ciekawa przygoda!

No i w tym całym rozgardiaszu zachciało mi się sernika. ZNÓW!
Inspirację znalazłam u myślącej mamy :)
Zmodyfikowałam po swojemu i wyszedł naprawdę pyszny. Coś dla tych, którzy przepadają za bananami i karmelem :)





Sernik bananowy z polewą karmelową


1 kg sera na serniki (u mnie tradycyjnie Piątnica)
1 niepełna szklanka cukru (tak, powiedzmy, 1-2 łyżek)
3 banany - dokładnie rozgniecione
1 cukier z prawdziwą wanilią albo ziarenka z 1 strączka
2/3 szklanki kremówki (36%)
3 duże jajka kurze albo 15 przepiórczych
2 łyżki mąki ryżowej

2/3 małej puszki masy krówkowej (do posmarowania wierzchu)

UWAGA!
Wszystkie składniki wyciągnąć wcześniej, żeby miały temperaturę pokojową. To ważne.

I teraz tak:
Piekarnik nagrzewamy do 175 st. C.
Tortownicę (23-25 cm) smarujemy masłem. Możemy też wyłożyć papierem do pieczenia, który wypuszczamy na zewnątrz tortownicy, jeśli nie jesteśmy pewni jej szczelności.

Do czaszy miksera wkładamy ser i mąkę i ucieramy je/miksujemy na średnich obrotach na gładka masę. Następnie dodajemy cukier i wanilię/cukier z wanilią. Ucieramy dalej na małych obrotach. Dodajemy banany (nie przestając miksować) i jajka (po każdym mieszamy jakieś 30 sek). Na koniec wlewamy kremówkę i miksujemy tylko do połączenia się składników.

Masę wlewamy do tortownicy, delikatnie potrząsamy do wyrównania powierzchni i wstawiamy do piekarnika (175 st. C) na 15 min. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 120 st. C i pieczemy jeszcze 90 min.

Studzimy przez chwilę w półotwartym piekarniku, żeby nie popękał ze względu na zbyt dużą różnicę temperatur. Po upływie tej chwili wyciągamy i studzimy całkowicie.
Wystudzony sernik smarujemy masą krówkową i wstawiamy na całą noc do lodówki (bez obręczy!).

Smacznego :)

wtorek, 29 listopada 2011

Sernik z białą czekoladą

Czy już wspomniałam, że uwielbiam serniki? :) chyba milion razy!
Dziś kolejny sernik - z białą czekoladą. Myślałam, że jej smak będzie zdecydowany i wybijający się, ale tak nie jest. Bynajmniej nie jest to wadą (po prostu wyobrażałam sobie coś innego).
Sernik jest bardzo delikatny! Nawet nie wiem, jak określić jego konsystencję - to coś pomiędzy lekkim a... kruchym. Naprawdę! Masa serowa jest niemal krucha.

Spróbujcie sami - zobaczycie. Generalnie jest naprawdę pyszny i, co ważne, nie-bardzo-słodki.
Ja lubię go z lemon curd'em (oczywiście!) albo konfiturą (niestety nie ma teraz świeżych owoców - dobrych!). Z jagodami, jak w oryginale (-> tu ) musi być jeszcze pyszniejszy :)

A! I jeszcze jedno: ja zrobiłam ten sernik bez spodu, bo tak lubię. Jeśli chcecie, w oryginale jest przepis na czekoladowy spód.




Sernik z białą czekoladą


1 kg sera zmielonego na serniki (u mnie, jak zwykle, Piątnica)
300 g białej czekolady (3 tabliczki)
2 łyżki cukru (ja dałam brązowy - jeśli lubicie bardziej słodkie, dajcie więcej - z taką ilością jest dość subtelnie słodki)
2 jajka kurze (duże!) lub 10 przepiórczych (a nawet 12!)*
1 czubata łyżka mąki ziemniaczanej
50 ml śmietany (30%)**

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej.

Piekarnik nagrzać do 120℃.

Ser zmiksować na średnich obrotach z mąką i cukrem.
Jak masa będzie aksamitna, dodać czekoladę, jajka (miksować 30 sek. po każdym) i na końcu śmietanę - miksować tylko do połączenia składników.

Szczelną tortownicę wysmarować masłem (nieszczelną wyłożyć papierem do pieczenia wypuszczonym na zewnątrz). Przełożyć masę. Wyrównać wierzch.
Piec 70 min. Wyciągnąć od razu. Wystudzić i zimny wstawić na całą noc do lodówki (bez obręczy!).


Proste, prawda?

Smacznego!


*w oryginale są same białka, ja dałam całe jajka, bo mi się nie chciało bawić się z oddzielanie białek od żółtek w przepiórczych jajkach :)
** to już mój dodatek

poniedziałek, 7 listopada 2011

Sernik z malinowymi esami-floresami i czekoladowym spodem

Zachęcona pierwszymi sukcesami sernikowi, postanowiłam zrobić kolejny :) Długo się zastanawiałam, na który się zdecydować i w końcu skusiłam się na ten. Niestety poza sezonem naprawdę skomplikowane jest kupienie świeżych malin, a ja mrożonek nie jem... Skorzystałam więc z podpowiedzi autorki i użyłam konfitury malinowej (domowej). Konfitura okazała się cięższa, niż mus i (mimo że kładłam ją naprawdę delikatnie) trochę zapadła się w masę serową. Niemniej jednak - sernik jest w porządku. Choć dla mnie osobiście - zbyt słodki - następnym razem zrezygnuję ze spodu.

A zatem...




I uwaga już na początku - poza tortownicą potrzebna jest duża forma, do której tortownica się zmieści - sernik piecze się w kąpieli wodnej.


Sernik z malinowymi esami-floresami i czekoladowym spodem
(na tortownicę o średnicy 23 cm)

Na spód:
65 g czekolady gorzkiej
65 g miękkiego masła
50 g drobnego cukru
1 jajko kurze lub 4 przepiórcze
40 g mąki (pszennej lub ryżowej w wersji bg)

Masa serowa:
500 g tłustego sera na serniki (trzykrotnie mielonego)
500 g sera mascarpone
5 jajek kurzych lub 20 przepiórczych
1 szklanka (200 g) cukru
3 łyżki mąki (pszennej lub ryżowej w wersji bg)
80 ml śmietany kremówki (30 % lub 36 %)
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii lub ziarenka z jednego strąka (ja dałam ziarenka)

Mus malinowy:
150 g malin + 2 łyżki cukru lub 15 łyżeczek konfitury malinowej (ja dałam mniej)


Piekarnik nagrzewamy do 175℃. Gotujemy wodę do kąpieli wodnej naszego sernika - musi być wrzątek.

Przygotowujemy brownie na spód: roztapiamy czekoladę - najlepiej w kąpieli wodnej, masło ucieramy z cukrem na białą, puszystą masę. Jajka ubijamy na pianę (w miarę możliwości). Następnie delikatnie łączymy składniki: czekoladę (ma być lekko ciepła, ale nie gorąca) z masłem utartym z cukrem, następnie przesiana mąka i na koniec jajka. Szczelną tortownicę, obłożoną bardzo dokładnie grubą folią aluminiową, smarujemy masłem i wykładamy czekoladowym ciastem. Pieczemy ok. 6 min, aż pojawi się lekka skorupka. Wyciągamy.

W międzyczasie robimy masę serową - oba sery ucieramy na wolnych obrotach przez ok. 2 min na gładką masę. następnie dodajemy cukier. Miksujemy (wolniutko, żeby nie napowietrzać masy). Następnym krokiem jest dodanie jajek. Powoli, po trochu, po każdym miksujemy 15-30 sekund. Na końcu "wmiksowujemy" śmietankę i wanilię.

Tortownicę wkładamy do większej formy. Masę wykładamy na podpieczony spód. Na powierzchni masy, BARDZO DELIKATNIE i POWOLI robimy poziome kleksy z musu/konfitury. Małą, cieniutką wykałaczką robimy pomiędzy kleksami (zahaczając o nie również) kilka ósemek - taki śliczny ornamencik wychodzi.

Do dużej formy wlewamy wrzątek - do połowy obłożonej szczelnie folią aluminiową tortownicy. 

Ostrożnie wstawiamy do piekarnika. Pieczemy 15 min. w temperaturze 175℃. Następnie zmniejszamy temp. do 120 ℃ i pieczemy półtorej godziny. Sernik studzimy 15 min w zamkniętym piekarniku. Następne 15 min - powoli uchylamy piekarnik. Po tym czasie - wyciągamy sernik z piekarnika całkowicie i studzimy. Zupełnie wystudzony wstawiamy na całą noc do lodówki.

Wiem, że może to brzmieć skomplikowanie, ale nie jest takie.

Smacznego!