Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezglutenowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezglutenowe. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 stycznia 2014

Kruche ciasteczka korzenne z miodem

Powstały z nagłej chęci słodkiej, prostej przekąski (ale takiej ewidentnie słodkie, nie banana np. :) ). Znalezione na blogu Moje Wypieki, urzekły mnie prostotą. Przerobiłam je na bezglutenowe. Alergikom proponuję jeszcze zamienić miód na syrop klonowy. Ja tego nie zrobiłam i muszę przyznać, że (poza przecudnym smako-zapachem miodu gryczanego) trochę mnie uczulają.

I jeszcze jedna ważna uwaga na start: naprawdę dobrze je schłodźcie przed wałkowaniem, bo sobie nie poradzicie z pieczątkami. Minimum godzinę!

No, to do dzieła :)



Kruche ciasteczka korzenne z miodem
(na jakieś 20 sztuk dość dużych ciastek)


125 g mąki ryżowej
125 g mąki kukurydzianej
90 g cukru pudru (dałam mniej - 75 g - i ciastka są bardzo słodkie)
2 łyżki płynnego miodu (użyłam gryczanego - super!)
125 g masła, zimnego
1 jajko kurze lub 4 przepiórcze
1 łyżka przyprawy do piernika (bezglutenowcy: czytajcie uważnie składy tych mieszanek - duża część z nich zawiera mąkę pszenną. Najbezpieczniej jest zrobić swoją przyprawę)

Wszystkie składniki siekamy na stolnicy, po czym zagniatamy szybko ciasto. Formujemy kulę, zawijamy w folię i do lodówki na min. 60 min. Można to oczywiście zrobić w malakserze. Ważne, żeby ciasto odpowiednio schłodzić.

Po upływie wspomnianej godziny, piekarnik nagrzewamy do 200℃, wyciągamy ciasto, wałkujemy na grubość 4 mm, wycinamy ciastka, przystawiamy pieczątki (albo i nie, jeśli nie mamy albo nie chcemy), układamy gotowe ciacha na papierze do pieczenia i pieczemy na złoto - ok 10-12 min.

Odstawiamy do ostygnięcia - gorące ciastka są bardzo miękkie i się rozpadają.


Tyle - proste, prawda?

Smacznego :)





środa, 1 stycznia 2014

Sernik szwarcwaldzki

Witajcie w Nowym Roku!

Dziś przepis znaleziony na blogu Doroty Świątkowskiej - Moje Wypieki. Sernik jest doskonały i nie wymaga pieczenia. Natomiast nie wytrzymuje długo bez lodówki. Wygląda na żywo lepiej, niż na zdjęciach :) Spróbujcie - nie będziecie żałować!

Uwaga: zrobiłam z podwójnej porcji sera i kremówki, bo miałam większą formę, niż ta przewidziana w oryginalnym przepisie.




Sernik szwarcwaldzki


Składniki na spód (na formę większą niż 21 cm, przydałoby się min. o 1/3 więcej składników):
150 g ciastek czekoladowych (*np. Oreo; w oryginalnym przepisie były te z nadzieniem czekoladowym, ja użyłam tych klasycznych)
40 g masła, w temperaturze pokojowej lub roztopionego

Składniki na masę serową (dałam wszystkiego 2 razy więcej):
200 g półtłustego twarogu sernikowego, zmielonego (użyłam mojej ulubionej Piątnicy)
200 g śmietany kremówki 36%, schłodzonej (użyłam 30%)
50 g cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (użyłam ziaren z jednej laski wanilii)
15 g żelatyny w proszku
1/4 szklanki wody, wrzącej

Składniki na galaretkę:
2 galaretki wiśniowe
300 g wiśni świeżych lub mrożonych (użyłam mrożonych - o świeże teraz ciężko ;) )


SPÓD:
Ciastka i masło zmiksować w malakserze do otrzymania masy o konsystencji mokrego piasku. Cytuję tu autorkę, ale określenie to konsystencji jest moim zdaniem najbardziej trafne.

Formę (tortownicę - ja miałam taką o średnicy 23 cm; w oryginale było 21 cm) wyłożyć masą ciasteczkową, wyrównać i wstawić do lodówki na min. 30 minut.

MASA SEROWO-ŚMIETANOWA:
Wszystkie składniki, tak jak na klasyczny, pieczony sernik, powinny być w temperaturze pokojowej (poza wodą i kremówką).

Żelatynę dokładnie rozpuścić w wodzie, odstawić do lekkiego przestudzenia.

W misie miksera umieścić twaróg, cukier puder i wanilię (jeśli używacie ekstraktu dodajcie go do otrzymanej masy, a nie przed). Zmiksować do otrzymania gładkiej masy. Odłożyć dużą łyżkę masy i zmiksować z rozpuszczoną żelatyną. Dopiero tak przygotowaną żelatynę połączyć z resztą masy.

W drugim naczyniu ubić śmietanę kremówkę. Stopniowo dodawać do masy serowej z żelatyną i delikatnie wymieszać szpatułką lub łyżką. Zależy nam, żeby masa pozostała puszysta :)

Masę serową wyłożyć na schłodzony spód ciasteczkowy, wyrównać. Odłożyć do lodówki do całkowitego stężenia (najlepiej na noc).

Na następny dzień lub po całkowitym stężeniu masy serowej, rozmrozić wiśnie (jeśli używamy zamrożonych) i rozpuścić galaretki w 1/2 ilości wody, o której mowa w instrukcji, czyli 500 ml na 2 galaretki.Wystudzić je.

Część wiśni wyłożyć na wierzch schłodzonego sernika. Zalać częścią galaretki. Odłożyć do lodówki do stężenia. Następnie wyjąć z lodówki, wyłożyć kolejną warstwę wiśni, znowu wylać na nią niedużo galaretki. Po steżeniu wylać na wierzch resztę galaretki. /Dzięki temu wiśnie nie będą pływały przy wierzchu galaretki/.

Ja wyłożyłam od razu wszystkie wiśnie, ale galaretkę wlewałam porcjami i też się udało :)


Pozostawić na kilka godzin w lodówce. 
Ja bym jeszcze dopisała - raczej trzymać w lodówce, bo nie lubi upałów ;)


Smacznego!!

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Muffiny bananowe z jagodami goji, orzechami i czekoladą

Jeśli jeszcze ktoś tu zagląda czasem - muffinki nowe. Dostaliśmy pod choinkę jagody goji - małe to to, czerwone i smakuje…dymem, ale podobno zdrowe niezmiernie :) Zatem - sposób na ich "oswojenie". Muffinki - nic wyszukanego, ale smakowite są. Orzechy wspaniale chrupią, banany zapewniają wilgotność, a jagody… hmm, stanowią ciekawy akcent smakowo-kolorystyczny :) 
Spróbujcie, co Wam szkodzi!


Chciałam, żeby ostatni przepis w tym roku był jakiś przebojowy, ale wyszedł taki zwyczajny…

Niemniej jednak, ogromną dawkę dobrych życzeń na cały przyszły rok Wam ślę! 
Niech cały świat Wam pachnie i smakuje wyśmienicie :) 




Muffiny bananowe z jagodami goji, orzechami i czekoladą
(przepis oryginalny pochodzi stąd)


1,5 szklanki mąki kukurydzianej
0,5 szklanki mąki ryżowej
1 tabliczka gorzkiej czekolady, pokrojona/połamana drobno (dałam mniej, bo nie miałam tyle i też się udało)
ok. pół szklanki suszonych jagód goji
1/3 szklanki brązowego cukru
1 cukier z prawdziwą wanilią albo wanilinowy od biedy
1/2 szklanki oleju (dałam kokosowy, bo akurat tylko taki miałam)
pół szklanki posiekanych orzechów włoskich (w oryginale były orzechy macadamia, ale wolę włoskie)
1 szklanka mleka (u mnie ryżowe)
1 jajko kurze lub 4 przepiórcze
2 dojrzałe banany, rozgniecione widelcem
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli 

Piekarnik nagrzewamy do 180℃. Formę do muffinów wykładamy papilotkami.

Filozofia z ciastem, jak przy muffinach, czyli brak filozofii ;) Suche (mąki, sodę, proszek, cukier, cukier z wanilią/wanilinowy, orzechy posiekane, czekoladę, jagody i szczyptę soli) składniki mieszamy w jednej misce, mokre (mleko, jajko, banany i olej) w drugiej. Mokre wlewamy do suchych i mieszamy łyżką do uzyskania stanu "w miarę równomiernie wymieszane". Przekładamy do formy wyłożonej papilotkami i pieczemy 25 min.

Ot i wszystko :)

Smacznego i duuuużo zdrowia!



czwartek, 3 października 2013

Tarta z orzechami włoskimi w karmelu

No dobrze, kochani, to jest po prostu czysta R O Z P U S T A!! Ostrzegam (żeby nie było).
Słodka niemiłosiernie, ale wciągająca, kusząca złocistością, chrupkością, a jednocześnie mięsistością orzechów... po prostu piękna!
Jednak, żeby być fair trzeba podkreślić, że nie jest to tarta dla osób na diecie (jak przeczytacie składniki, niechybnie sami zorientujecie się dlaczego), ani dla alergików (OGROMNA ilość orzechów może nie być najlepszym pomysłem dla "inaczej reagującego" ludka - mówię z doświadczenia). Natomiast gwarantuję, że jeśli nie zaliczacie się do żadnej z tych dwóch kategorii i lubicie słodkości - będziecie usatysfakcjonowani. Ba! Może nawet zachwyceni? :) Przekonajcie się.

Przepis znalazłam tu i przerobiłam na bezglutenowy.




Tarta z orzechami włoskimi w karmelu

Ciasto:
100 g zimnego masła
50 g cukru (tym razem użyłam zwykłego, białego)
szczypta soli
1 jajko kurze lub 3 przepiórcze
100 g mąki ryżowej
50 g mąki kukurydzianej*

*można też użyć 150 g zwykłej mąki pszennej (najlepiej krupczatki)

Syrop cukrowy:
250ml wody
400g cukru
1 łyżeczka soku z cytryny

Nadzienie:
100g gęstej, kwaśnej śmietany
400g obranych orzechów włoskich (tym razem im większe kawałki tym lepiej)
200g masła (użyłam jakichś 100 i wystarczyło)


Najpierw ciasto:
Mąkę połączyć z cukrem i solą, zimne masło pokroić w kostkę i przesiekać z suchymi składnikami. Następnie dodać jajko/jajka i szybko zagnieść ciasto. Zrobić kulę, zawinąć w folię i do lodówki na min. 2 godziny.

Jak już ciasto się schłodzi, robimy nadzienie.

Cukier łączymy z wodą i sokiem z cytryny w garnku o grubym dnie. Powoli podgrzewamy aż cukier się rozpuści. Mieszamy (będzie szybciej, a i cukier się nie przypali). Jak się zagotuje, zmniejszamy gaz i gotujemy bardzo wolno aż płyn się zredukuje znacznie i nabierze złotej barwy. Wtedy wrzucamy orzechy, śmietanę i masło. Mieszamy aż orzechy obklei masa, a masło się rozpuści.

I teraz tak:
Piekarnik nagrzewamy do 170℃. Ciasto (tę schłodzoną kulkę :) ) wyciągamy i rozwałkowujemy na placek o średnicy mniej więcej 30 cm. Wyklejamy nim formę do tarty (26 cm). Na ciasto wylewamy/wykładamy nadzienie**. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy 35 min.

Studzimy i wstawiamy do lodówki na całą noc. Tak, tak, łasuchy - test na silną wolę :))

Rano wyciągamy i jemy... na śniadanie :D


Smacznego!!


**ja wyłożyłam nadzienie na surowe ciasto i generalnie masa to ciasto... wchłonęła ;) Chyba lepiej byłoby podpiec trochę spód przed "zalaniem" go masą.

czwartek, 19 września 2013

Zupa z dyni

Nie było mnie miesiąc. W międzyczasie nastała jesień... Lubię jesień, ale nie tę słotną, dżdżystą, płaczliwą, a złotą, szeleszczącą liśćmi, zachęcającą do kasztanowej twórczości i ciepło-słoneczną. I dziś, żeby przynieść trochę słońca, trochę ciepła i uśmiechu, proponuję zupę z dyni. Zupa jest banalnie prosta, szybka w przygotowaniu, a ma tam śliczny kolor, że... no warto. Naprawdę warto :)

(mam niejasne wrażenie, że kiedyś gdzieś ten przepis znalazłam, ale nie jestem pewna, czy w takiej akurat wersji, więc nie podaję źródła)




Słoneczna zupa z dyni

1 kg obranej i wydrążonej dyni (najlepiej hokkaido, którą można jeść ze skórką)
1 cebula
duża łyżka masła (albo nawet półtorej)
łyżka oliwy z oliwek
2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego 
2 łyżeczki mielonej kolendry
1,5 szklanki bulionu warzywnego
3 szklanki wody
sól i pieprz do smaku

opcjonalnie: kwaśna śmietana

do podania: prażone pestki dyni / grzanki / zielenina do posypania (natka pietruszki / szczypiorek)


Cebulę posiekać. W garnku rozgrzać oliwę z oliwek i masło. Na gorące wrzucić przyprawy (kmin i kolendrę) i chwilę przesmażyć (jakieś 10 sek.). Następnie dodać cebulę i smażyć na niewielkim ogniu przez jakieś 10 min. - do miękkości. Następnie dodać dynię pokrojoną w kostkę. Zalać wszystko bulionem i wodą. Gotować ok. 20-25 min. (aż dynia będzie miękka). Ostudzić troszkę i zmiksować wszystko na krem. 

Jeśli używamy śmietany - rozbełtać (nie wiem, czy jest takie oficjalne słowo :) ) ją z odrobiną zmiksowanej zupy i wymieszać. 

No i tyle :) Proste, prawda? A jakie smaczne! I ładne :)


Smacznego i... dobrej jesieni!

piątek, 16 sierpnia 2013

Bezglutenowa szarlotka prowansalska

Dziś klasyka. No, prawie. Szarlotka prowansalska z... tymiankiem :) Smakowita wielce!

Przepis oryginalny pochodzi z Kwestii Smaku, ja tylko przerobiłam na bg.
(przyznaję, że wiele zmieniać nie musiałam)

Jedna ważna rzecz: naprawdę trzeba wziąć blachę min. 20x30 cm, ale raczej większą (np. 26x33 cm, jak sugeruje autorka oryginalnego przepisu). Ja użyłam tortownicy 26 cm i okazała się znacznie za mała.



Szarlotka prowansalska

Spód:
150 g mąki kukurydzianej (oczywiście możecie użyć pszennej, jeśli... możecie :) )
100 g mąki ziemniaczanej lub ryżowej
50 g cukru 
150 g zimnego masła
1 jajko kurze lub 4 przepiórcze

Kruszonka:
100 g mąki kukurydzianej (lub pszennej)
50 g mąki ziemniaczanej lub ryżowej
100 g wiórków kokosowych (lub pokruszonych czy zmielonych płatków migdałów)
50 g cukru
125 g zimnego masła

Jabłka:
1 - 1,5 kg kwaśnych jabłek (najlepiej szara reneta, antonówka)
1 łyżka masła
1/2 szklanki cukru (albo mniej - jak lubicie)
2 łyżki cukru wanilinowego lub z prawdziwą wanilią lub 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
1 łyżeczka cynamonu
szczypta suszonego (lub świeżego) estragonu
szczypta suszonego (lub świeżego) tymianku (w obu przypadkach użyłam suszonego)

oraz:
150 g dżemu pomarańczowego (użyłam morelowego, domowego)


SPÓD:
Mąki mieszamy z cukrem, na środku robimy dołek i wbijamy w niego jajko/jajka. Zimne masło kroimy w kosteczkę i siekamy z mąkami, cukrem i jajkiem (jajkami). Następnie szybko zagniatami ciasto. Lepimy z niego kulę, zawijamy w folię (aluminiową lub spożywczą) i wkładamy do lodówki na godzinę. Po tym czasie ciasto wyciągamy, rozwałkowujemy między dwoma arkuszami papieru do pieczenia, odklejamy górny i, na dolnym, przenosimy na blachę. Ciasto dziurawimy widelcem i jeszcze na chwilę chowamy do lodówki.

KRUSZONKA:
Suche składniki mieszamy. Masło siekamy w kosteczkę, po czym wrzucamy do pozostałych składników i rozcieramy palcami do momentu aż powstaną nam grudki kruszonkowe :) Raczej jest to szybki proces. Na czas przygotowania jabłek, wstawiamy do lodówki.

JABŁKA:
Obieramy, kroimy na ćwiartki, pozbywamy się gniazd nasiennych i ostatecznie kroimy na kawałki ok. 2 cm. Na patelni z grubym dnem roztapiamy masło. Wrzucamy jabłka, zasypujemy cukrem. Podgrzewamy na średnim ogniu, dodając cukier wanilinowy i cynamon. Prażymy ok. 15 min, aż jabłka się rozpadną. Na koniec dodajemy zioła.


Piekarnik nagrzewamy do 175℃. 
W lodówki wyjmujemy formę z ciastem. Smarujemy je dżemem pomarańczowym albo morelowym. Na nim rozkładamy jabłka, a wierzch posypujemy równo kruszonką.

Wstawiamy do piekarnika i pieczemy ok. 45-55 min, aż wierzch będzie złoty. Po 30 min. trzeba sprawdzić, jak się ma nasza szarlotka, bo piekarniki różnie pieką i czasem wystarczy pół godziny.

Wyciągamy z piekarnika, studzimy, posypujemy cukrem pudrem i kroimy. Tak, kroimy raczej wystudzone ciasto, bo ciepłe może się rozwalać najnormalniej w świecie :)

Smacznego!!

środa, 17 lipca 2013

Muffiny otrębowe z jagodami

No to dziś - bez glutenu i bez nabiału - muffiny śniadaniowe "otrębuski" z jagodami :) Są przepyszne!! Ja wiem, że "bez glutenu" i "bez nabiału" brzmi, jak "chyba żartujesz, że to może być dobre!", ale naprawdę jest. Przysięgam. I zdrowe :) Polecam bardzo.
Inspiracją był ten przepis z Moich Wypieków.






Muffiny otrębowe z jagodami

50 g otrębów (użyłam gryczanych)
150 ml mleka (użyłam ryżowego)
150 g mąki kukurydzianej
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 małe jajka kurze albo 6 przepiórczych
120 g brązowego cukru
150 ml oleju słonecznikowego
130 g jagód

Piekarnik nagrzać do 170℃. Formę do muffinków wyłożyć papilotkami.

UWAGA: wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową.

W pierwszej kolejności wymieszać mleko z otrębami i odstawić.

W jednej misce wymieszać mąkę, sodę, proszek. W drugiej - roztrzepane jajka, olej i cukier.

Teraz: połączyć zawartości wszystkich pojemniczków i jagody. Wymieszać łyżką (nie mikserem, bo jagody szlag trafi).

Ciasto rozlać/rozłożyć do papilotek. Piec około 20-25 min (do suchego patyczka). Studzić na kratce (choć ciepłe też są pyszne :) ).

I tyle :)

Smacznego!!


I jeszcze jeden przepis dodany do akcji:

czwartek, 11 lipca 2013

Mus jaglany z jagodami

No, Kochani, to jest PYSZNE!! A banalne, jak 2 + 2 :) Mus z kaszy jaglanej - deserowy, sycący, piękny. Piękny? Tak!! Ten kolor jest nieprawdopodobny! (na zdjęciach tak tego nie widać)

Wersja ta jest z miodem, ale myślę, że spokojnie można go zastąpić syropem klonowym (akurat nie miałam) i z mlekiem migdałowym (można pominąć, jeśli nie macie albo zastąpić dowolnym mlekiem roślinnym).

A zatem... mus jaglany, voilà!



Mus jaglany z jagodami

3/4 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
pół szklanki jagód
1/4 szklanki mleka roślinnego
łyżka miodu


Wszystko wymieszać i zmiksować na gładki krem (albo mniej gładki - ja lubię czuć drobinki kaszy).


Smacznego!

Przepis dodaję do akcji:

środa, 10 lipca 2013

Kotleciki ziemniaczano-kalafiorowe

Kolejna prosta propozycja (choć nie tak prosta, jak makaron z bobem). Uwielbiamy kalafior, młode ziemniaki i fasolkę szapagową, ale ileż można jeść po prostu warzywa z wody? (no, tak na marginesie - ja mogę jeść je w kółko w tej klasycznej postaci). Kotleciki powstały jako urozmaicenie obiadowe. Mogą być też na kolację. I na zimno :)




Kotleciki ziemniaczano-kalafiorowe

4 średnie ziemniaki (lepsze są stare, niż młode, bo mają mniej wody)
pół kalafiora (same różyczki)
2 cebule
po pół łyżeczki kurkumy, mielonej kolendry i kminu rzymskiego
łyżka posiekanego koperku (albo więcej, jak ktoś lub lubi)
jedno małe jajko kurze albo 3 przepiórcze
sól i pieprz do doprawienia
oliwa z oliwek

mąka do obtoczenia (u nas była gryczana)
olej do smażenia (dowolny)


Ziemniaki gotujemy z kalafiorem do miękkości. Ugotowane przeciskamy przez praskę/rozdrabniamy w malakserze lub takim ręcznym "gnieciuchem" do ziemniaków :)

Cebulę siekamy drobno, na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek (tak z 3 łyżki). Na gorącą wsypujemy przyprawy. Smażymy chwilę, po czym dodajemy cebulę. Solimy i na małym ogniu dusimy do miękkości. Gotową dodajemy do ziemniaczano-kalafiorowej masy.

Masę doprawiamy wg uznania i smaku własnego. Dodajemy jajka i koperek. Mieszamy. Jeśli wyda nam się zbyt wodnista, możemy dodać trochę mąki.

Ręką formujemy zgrabne, niezbyt wielkie kotleciki. Obtaczamy je w mące.

Na dużej patelni rozgrzewamy olej i na gorący (To ważne! Inaczej kotleciki nasiąkną tłuszczem) wykładamy nasze dzieła. Smażymy na złoto-brązowo. Odkładamy na papierowy ręcznik, żeby jednak trochę tłuszczu im zabrać. Podajemy z sałatką jakąś (na zimno lub ciepło).

Smacznego!


wtorek, 9 lipca 2013

Makaron z bobem i czosnkiem

Długo się zastanawiałam, czy wrzucać ten przepis na bloga, bo... no bo nie ma w nim absolutnie nic odkrywczego. Pomyślałam sobie jednak, że czasem każdy z nas ma taki moment, kiedy brakuje inspiracji. Kiedy wrzuceni w schemat, nie umiemy się z niego wydostać. I wtedy potrzeba takiej najprostszej iskierki, żeby rozpalić w nas wielki ogień kreatywności kulinarnej :) A zatem - pochwała prostoty przed Wami. Po prostu bób. Po prostu czosnek. I tyle. A efekt znakomity!



Makaron z bobem i czosnkiem

2 garście ugotowanego makaronu (np. 2 gniazdka tagliatelle - z glutenem lub bez)
pół szklanki bobu (ugotowanego w osolonej wodzie i obranego z łupinek)
1 ząbek czosnku
oliwa z oliwek
sól, świeżo mielony pieprz

Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek. Na gorącą wrzucamy bób i czosnek. Zmniejszamy ogień. Smażymy chwilę (uwaga, żeby nie przypalić czosnku, bo będzie gorzkie). W tym momencie możemy rozgnieść część bobu widelcem (ale nie musimy). Dorzucamy makaron. Przesmażamy. Doprawiamy i podajemy.

Można posypać posiekaną natką pietruszki, jeśli się lubi.


Smacznego!

Przepis dodaję do akcji:

niedziela, 7 lipca 2013

Ucierane ciasto z jagodami i truskawkami - NAJLEPSZE!

Po pierwsze - serdeczne pozdrowienia z Olsztyna :)


A po drugie - przedstawiam Wam  n a j l e p s z e  (jakie do tej pory zrobiłam) ucierane ciasto z owocami. I kruszonką :) Bezglutenowe! Oczywiście, jak ktoś woli z normalną mąką - proszę bardzo.
Ciasto jest delikatne, leciutkie, puszyste, ale się nie kruszy, co zasadniczo odróżnia je od ciasta z jagodami z tego przepisu. No i ta kruszonka... Ech :) Pieszczota dla podniebienia! Polecam z całej mocy, naprawdę.

Przepis znalazłam na niezawodnych Moich Wypiekach. Przerobiłam na bg.



Ucierane ciasto z owocami i kruszonką

Ciasto:
200 g masła
szczypta soli
160 g cukru
4 duże jajka kurze lub 16 przepiórczych
200 g mąki kukurydzianej (można oczywiście użyć pszennej)
40 g mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
600 g dowolnych owoców (np. truskawek, odszypułkowanych i przekrojonych lub jagód)*

Kruszonka:
150 g mąki
100 g masła, schłodzonego
50 g cukru pudru


*ja użyłam tyle, żeby przykryły cały wierzch ciasta - przyznaję, że ich nie ważyłam. I dałam zdecydowanie więcej jagód, niż truskawek (bo akurat to miałam w lodówce).

UWAGA! 
Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową, więc warto je wcześniej wyciągnąć z lodówki.


Piekarnik nagrzewamy do 175℃. Formę (20x30 cm) smarujemy masłem.

Masło ucieramy w misie miksera na gładką, jasną, puszystą masę. Dodajemy cukier i szczyptę soli. Dalej ucieramy. Dodajemy po jednym jajku. Po każdym dokładnie miksujemy masę (ucieramy). Na koniec dosypujemy mąki z proszkiem. Mieszamy (może być szpatułką) tylko do połączenia się składników. Przekładamy do formy. Na wierzchu układamy owoce (rozcięciem do góry). 

Kruszonka. Mąkę i cukier mieszamy. Dodajemy pokrojone w kawałeczki masło (chyba, że jest ciepłe - wtedy wrzucamy bez krojenia). Zagniatamy szybko tak, żeby nam powstały kruszonkowe grudki :)

Gotową kruszonką posypujemy ciasto i wstawiamy do piekarnika.
Pieczemy ok. 45 min. (do suchego patyczka).

No i tyle :) Pyyyyszne jest!!

Smacznego!


Przepis dodaję do akcji:

niedziela, 30 czerwca 2013

Babka pomarańczowa z białą czekoladą

Jest fantastyczna na Wielkanoc, ale nie tylko oczywiście. Leciutka, jak chmurka, puszysta, piękna. I na dodatek z białą czekoladą!! Musicie tego spróbować :) Jednak ostrzegam uczciwie, że uzależnia!

Przepis znalazłam na Kwestii Smaku. Z podanych przez autorkę dodatków wybrałam białą czekoladę, cukier z prawdziwą wanilią, skórkę i sok z pomarańczy, ale jest ich tam więcej, więc możecie wybrać inny zestaw.




Babka pomarańczowa z białą czekoladą (bg)

Składniki:
200 g mąki kukurydzianej (oczywiście można użyć pszennej)
100 g mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki proszku do pieczenia (bg lub zwykłego)
200 g miękkiego masła
3/4 szklanka cukru
4 jajka kurze lub 16 przepiórczych (oddzielnie żółtka i białka!)

Dodatki (jak pisze autorka - można użyć wszystkich lub tylko wybranych):
1 torebka cukru z prawdziwą wanilią lub wanilinowego
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
1 laska wanilii, wyłuskane ziarenka
drobno starta skórka z 1 pomarańczy
4 łyżki wyciśniętego soku z pomarańczy
100 g roztopionej białej czekolady (można wtedy zmniejszyć ilość cukru)

Formę na babkę o pojemności 2,5 litra smarujemy masłem i posypujemy mąką (kukurydzianą/pszenną/migdałową) lub bułką tartą (w ostateczności). Piekarnik nagrzewamy do 180℃.

Mąki mieszamy z proszkiem. 
Miękkie masło ucieramy z cukrem i cukrem z wanilią na biały, puszysty krem. Słowo honoru, że się utrze, tylko chwilę to zajmuje. Ważne, żeby nie odpuszczać. Następnie, wciąż miksując, dodajemy po jednym żółtku. Kiedy już tego dokonamy, zmniejszamy obroty miksera i dodajemy po łyżce płynną białą czekoladę (wystudzoną trochę). Po chwili dorzucamy resztę dodatków, które wybraliśmy (czyli sok z pomarańczy, skórka pomarańczowa, ziarenka wanilii) - o ile je wybraliśmy :) Wsypujemy mąki z proszkiem i mieszamy tylko do połączenia się składników.
Białka ubijamy na sztywną pianę. Dodajemy do masy i ostrożnie mieszamy - masa ma być lekka, jak piórko i będzie taka, jeśli nie rzucimy się do mieszania z "gracją" orków, a zastosujemy bardziej elficką technikę :))

Gotową masę przekładamy do przygotowanej formy i wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Pieczemy ok. 55 min. - do suchego patyczka. Studzimy w formie. Lekko ciepłe ciasto przekładamy na kratkę i dostudzamy. Posypujemy cukrem pudrem i... jemy bez końca ;)

Smacznego!

piątek, 28 czerwca 2013

Ucierane ciasto z jagodami (najprostsze na świecie!)

Przepis na to ciasto dostałam dawno temu od mamy moich sąsiadek i był to chyba mój drugi własnoręczny wypiek (pierwszym był murzynek) - więc mam do niego wielki sentyment. Niemniej jednak nie dzielę się nim ze względu na sentyment (albo przynajmniej nie tylko), ale na fakt, że ten przepis zawsze działa (sic!). Nigdy nie zrobił mi się zakalec, nie trzeba mieć wagi (wystarczy szklanka) i... no jest pyszne, lekkie i sypkie, jak babka piaskowa. A! I równie dobrze sprawdza się w wersji glutenowej, jak i bezglutenowej, co zapewne ucieszy część alergików. A zatem... ucierane ciasto z jagodami przed Wami :)

p.s. oczywiście można użyć dowolnych owoców :)




Ucierane ciasto z jagodami

4 jajka kurze lub 18 przepiórczych (opakowanie całe)
3/4 szklanki drobnego cukru do wypieków (jak ktoś woli bardziej słodkie, można dodać całą szklankę)
1 szklanka mąki kukurydzianej (lub pszennej, tortowej)
1 szklanka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
250 g masła
aromat rumowy/arakowy (jak ktoś nie używa aromatów, można pominąć, ale... polecam :) )

jagody lub inne owoce (przynajmniej szklanka)


Piekarnik nagrzewamy do 180℃. Formę 20x30 cm smarujemy masłem.

Masło roztapiamy. Jajka miksujemy z cukrem na gładką, jasną, puszystą masę (porządne kilka minut). Do ubitej masy dodajemy mąki wymieszane z proszkiem, aromat i roztopione masło. Wszystko miksujemy do połączenia się składników.

Przelewamy do formy, na wierzchu (w miarę równomiernie) rozkładamy owoce.

Pieczemy ok. 40 min. - do "suchego patyczka".

Studzimy, posypujemy cukrem pudrem i... gotowe :)


Smacznego!


Przepis dodaję do akcji:

czwartek, 27 czerwca 2013

Pasta daktylowa

Kochani moi Czytelnicy i Odwiedzacze przypadkowi!

Dawno mnie tu nie było, oj dawno. Pamiętam, jak Dorota z bloga Moje Wypieki pisała, że im dłużej się nie pisze, tym trudniej wrócić. To prawda. Bo zawsze jest coś ważniejszego, bardziej "na już", depczącego nam po piętach, tuż tuż... I nie chodzi o to, że pisanie bloga jest wyzwaniem ponad siły czy obowiązkiem. Nie, jest przyjemnością. Jednak ciężko oddać się przyjemności, kiedy właśnie obowiązki patrzą na nas wyczekująco z każdego kąta... No nic. Najważniejsze, że znalazłam chwilę na przyjemność gotowania i spotkania z Wami :) (choć nie wiem, czy kogoś tu jeszcze spotkam...?)

Dziś bardzo prosta recepta na słodkości, które nie powinny wzbudzać wielkich wyrzutów sumienia :) Doskonały zamiennik cukru/miodu/słodzików. Pasta daktylowa. Próbowaliście? Doskonale smakuje z... espresso! Jak tylko kupię taabeh - formę do ciasteczek mamoul (maamoul, maamul) - pokażę Wam jeszcze jedno zastosowanie pasty daktylowej :) Generalnie można ją stosować do naleśników, kanapek, słodzenia herbaty czy po prostu - kiedy mamy ochotę na łyżeczkę czegoś słodkiego.

Pastę można przechowywać w lodówce nawet przez 2 tygodnie (w słoiczku).





Pasta daktylowa

daktyle
woda

Daktyle wkładamy do słoiczka (jak ogórki do kiszenia) - dość ciasno. Im ciaśniej, tym mniej zmieści się wody i tym gęstsza będzie nasza pasta. Zalewamy wrzątkiem, zakręcamy. Odstawiamy na całą noc. Rano miksujemy blenderem na gładką pastę.

I tyle :) A przyjemność - bezcenna.


Smacznego!

wtorek, 26 marca 2013

Kluski śląskie nadziewane czerwoną soczewicą i suszonymi pomidorami

Ponieważ ta przebrzydła już nieco zima nie ma najmniejszego zamiaru nas opuszczać, dzisiejsza propozycja jest konkretna, rozgrzewająca, sycąca i może trochę rozleniwiająca :)
Robi się dość prosto i w miarę szybko, ale chwilkę trzeba jej poświęcić. A poświęcić warto, bo kluchy są naprawdę dobre!

Przepis znalazłam na "smakoterapeutycznym" blogu i wrzucam go i do siebie, bo naprawdę warto :)



Kluski śląskie nadziewane czerwoną soczewicą i suszonymi pomidorami

Ciasto na kluski:
ok. 1,5 kg ziemniaków
skrobia/mąka ziemniaczana
1 jajko kurze lub 4 przepiórcze
sól

Farsz:
1,5 szklanki ugotowanej czerwonej soczewicy (no, tej pomarańczowej właściwie)
2 garści suszonych pomidorów (ja miałam takie w oleju)
2 cebule
czosnek (wg indywidualnych preferencji)
sól, pieprz


Ziemniaki gotujemy. Ugotowane przeciskamy przez praskę. Delikatnie studzimy. "Masę" ziemniaczaną dzielimy na 4 równe części (krzyżyk robimy:) ), wyjmujemy jedną ćwiartkę i w jej miejsce wsypujemy mąkę/skrobię. Następnie mieszamy ziemniaki (wszystkie 4 części) + skrobię/mąkę. Solimy do smaku. Dodajemy jajko/jajka i mieszamy na gładką masę. Odstawiamy.

Przygotowujemy farsz. Na patelni rozgrzewamy niewielką ilość oleju/oliwy z oliwek, wrzucamy posiekaną cebulkę. Złocimy, szklimy. Dorzucamy soczewicę, pomidory i czosnek. Smażymy chwilę. Dorzucamy sól i pieprz do smaku. Odstawiamy do wystygnięcia. Ważne, żeby farsz był maksymalnie suchy.

I teraz tak: z ciasta lepimy takie kieszonki, półkule, czy jak tam chcecie. Nakładamy do środka farsz i zlepiamy w zgrabną kuleczkę. Przy piątej będziecie mistrzami :)

Wrzucamy do osolonego wrzątku. Po wypłynięciu gotujemy jeszcze kilka minut. Podajemy z masełkiem albo odsmażone, np. na oleju kokosowym :)

Smacznego!


czwartek, 21 marca 2013

Pralinki z nerkowcami, daktylami i suszoną morelą

Festiwal pralinowy trwa!
Te dzisiejsze wpisuję na listę ulubionych zaraz obok tych z suszoną śliwką :)
Nie są bardzo słodkie, a orzechy nerkowca nadają im swoistej aksamitności. Można je obtaczać lub zostawić w wersji plain - ja wolę takie "gołe" :)



Pralinki z nerkowcami, daktylami i suszoną morelą

pół szklanki orzechów nerkowca
pół szklanki orzechów laskowych
pół szklanki łuskanego słonecznika
pół szklanki daktyli
pół szklanki suszonej moreli
3 łyżki wody z kwiatu pomarańczy/wody mineralnej

do obtoczenia: mielone orzechy laskowe (np.)


Wszystko oprócz wody wrzucamy do malaksera/miksera/blendera/food processora. Mielimy na drobiazg. Dodajemy wody i mielimy jeszcze chwilę. Zlepiamy zgrabne kuleczki i, jeśli obtaczamy je, od razu wrzucamy je do mielonych orzechów laskowych. Chowamy do słoiczka albo rozdajemy głodnej społeczności domowej :)


Smacznego :)

środa, 20 marca 2013

Pralinki kokosowo-figowe

Kolejna dawka zdrowych słodyczy - te sugeruję wszystkim, którzy potrzebują naprawdę słodkich słodyczy na przednówku :) Mocno kokosowe, ale i figa daje o sobie znać. Dobrze sprawdza się też woda różana zamiast zwykłej, ale jeśli nie macie, to się nie przejmujcie i dajcie zwykłą.
Do obtoczenia można użyć np. mielonych wiórków kokosowych, mielonych migdałów, mielonych orzechów różnych albo... niech Was wyobraźnia poniesie :)

Dobrego dnia!!



Pralinki kokosowo-figowe

1 szklanka migdałów (w płatkach lub całych)
1 szklanka wiórków kokosowych
1/2-3/4 szklanki suszonych fig
3-4 łyżki wody różanej/wody mineralnej, niegazowanej

Migdały i wiórki mielimy w malakserze/blenderze na mąkę. Dodajemy figi i wodę. Rozdrabniamy/mielimy. Z powstałej masy lepimy niewielkie kuleczki. "Panierujemy" albo nie. Wcinamy od razu lub wkładamy do słoiczka i odstawiamy w chłodniejsze miejsce.


Smacznego :)

czwartek, 14 marca 2013

Pralinki z orzechami, daktylami, morelą i skórką pomarańczową

Tak! Kolejna wersja pralinek :) Te powstały, ponieważ nie wszyscy w domu lubią suszone śliwki. Wersja pomarańczowo-orzechowa. Bardzo dobre! Zresztą... mogę być trochę nieobiektywna, bo ja po prostu ubóstwiam bakalie (w dowolnych zestawieniach). Spróbujcie i sami oceńcie :) Polecam!



Pralinki z orzechami, daktylami, morelą i skórką pomarańczową
(powinny się nazywać pralinki "pół szklanki" ;) )

pół szklanki migdałów
pół szklanki orzechów laskowych
pół szklanki łuskanego słonecznika
pół szklanki suszonych moreli
pół szklanki suszonych daktyli
1 łyżeczka skórki z pomarańczy (startej lub kandyzowanej - obojętnie)
2 łyżki wody z kwiatu pomarańczy (może być też zwykła)


Migdały, orzechy laskowe i słonecznik zmielić na mąkę (w blenderze lub malakserze). Dodać resztę składników - rozdrobnić. Z masy lepić kuleczki zgrabne i "panierować" w zmielonych migdałach lub innych orzechach :)

Przechowywać w szczelnym słoiku w raczej chłodnym miejscu (jeśli zdołacie ochronić je przed natychmiastowym pożarciem ;) ).


Smacznego!!

środa, 13 marca 2013

Pralinki z migdałami, słonecznikiem, daktylami i suszoną śliwką

Najlepsze, jakie zrobiłam do tej pory!! Choć oczywiście o gustach się nie dyskutuje. Mojemu Mężczyźnie kochanemu smakują średnio, bo mają suszoną śliwkę. A ja właśnie dlatego je uwielbiam :)
W skrócie: jeśli ktoś przepada za suszonymi śliwkami - polecam gorąco!

Tym razem przepis jest owocem moich własnych eksperymentów. Autorski, he he.
A eksperymentuję z upodobaniem :)
(spodziewajcie się kolejnych pralinkowych odkryć)

A! Tych pralinek nie "panierowałam", ale jak chcecie - obtoczcie je w migdałach zmielonych na mąkę.



Pralinki z migdałami, słonecznikiem, daktylami i suszoną śliwką

1 szklanka migdałów (w płatkach lub całych)
pół szklanki łuskanego słonecznika
pół szklanki suszonych daktyli
pół szklanki suszonych śliwek
3 łyżki wody różanej (jeśli macie; jeśli nie - spokojnie można dać zwykłą wodę)

Migdały i słonecznik mielimy w blenderze lub malakserze na mąkę. Dodajemy daktyle, śliwkę i wodę różaną/wodę zwykłą :) Miksujemy/rozdrabniamy. Masa będzie dość klejąca - taka ma być. Lepimy zgrabne kuleczki. Odkładamy na chwilę na jakiś talerzyk - szybko przestaną być klejące. Jeśli chcemy je w czymś (np. w mielonych migdałach) obtoczyć, robimy to od razu po zrobieniu kulki, bo potem nam się "panierka" nie przyklei.
Następnie chowamy do słoika albo do...brzuszka :)

Smacznego!!

wtorek, 12 marca 2013

Pralinki z orzechami laskowymi, daktylami i karobem

No, kochani, jeśli jeszcze nie przekonaliście się do tych zdrowych słodyczy, te Was urzekną! Są po prostu wspaniałe! I ślicznie wyglądają (szczególnie w zestawieniu czarno-białym z poprzednią propozycją :) ). Oczywiście można do ich wykonania użyć naturalnego kakao. Ja użyłam karobu, bo... lubię - to po pierwsze, a po drugie, on jest mniej uczulający, a wygląda tak samo :)

Przepis oryginalny pochodzi z Jadłomonii (again), ale nie miałam suszonych śliwek, więc użyłam moreli. Jestem pewna, że ze śliwkami też jest wyśmienite - na pewno spróbuję :)
Na razie jestem zakochana w tych pralinach, więc i eksperymenty pewnie wkrótce nastąpią kolejne :)



Pralinki z orzechami laskowymi, daktylami i karobem

1/2 szklanki orzechów laskowych
1/2 szklanki migdałów (użyłam płatków)
1/2 szklanki daktyli
1/2 szklanki suszonych moreli (w oryginalnym przepisie są śliwki, więc jeśli macie je pod ręką - nie krępujcie się :) )
łyżeczka karobu (lub naturalnego kakao) + łyżka karobu/kakao do posypania
łyżka wody

Orzechy i migdały mielimy na mąkę (niemal). Dodajemy resztę składników. Miksujemy (w blenderze lub malakserze). Konsystencja masy ma być... klejąca :) Lepimy kuleczki zgrabne, posypujemy karobem/kakao i pałaszujemy (lub, jeśli zdołamy, wkładamy do słoiczka i dawkujemy sobie przyjemność:) ).


Smacznego!!