Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez jajek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez jajek. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 stycznia 2014

Sernik szwarcwaldzki

Witajcie w Nowym Roku!

Dziś przepis znaleziony na blogu Doroty Świątkowskiej - Moje Wypieki. Sernik jest doskonały i nie wymaga pieczenia. Natomiast nie wytrzymuje długo bez lodówki. Wygląda na żywo lepiej, niż na zdjęciach :) Spróbujcie - nie będziecie żałować!

Uwaga: zrobiłam z podwójnej porcji sera i kremówki, bo miałam większą formę, niż ta przewidziana w oryginalnym przepisie.




Sernik szwarcwaldzki


Składniki na spód (na formę większą niż 21 cm, przydałoby się min. o 1/3 więcej składników):
150 g ciastek czekoladowych (*np. Oreo; w oryginalnym przepisie były te z nadzieniem czekoladowym, ja użyłam tych klasycznych)
40 g masła, w temperaturze pokojowej lub roztopionego

Składniki na masę serową (dałam wszystkiego 2 razy więcej):
200 g półtłustego twarogu sernikowego, zmielonego (użyłam mojej ulubionej Piątnicy)
200 g śmietany kremówki 36%, schłodzonej (użyłam 30%)
50 g cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (użyłam ziaren z jednej laski wanilii)
15 g żelatyny w proszku
1/4 szklanki wody, wrzącej

Składniki na galaretkę:
2 galaretki wiśniowe
300 g wiśni świeżych lub mrożonych (użyłam mrożonych - o świeże teraz ciężko ;) )


SPÓD:
Ciastka i masło zmiksować w malakserze do otrzymania masy o konsystencji mokrego piasku. Cytuję tu autorkę, ale określenie to konsystencji jest moim zdaniem najbardziej trafne.

Formę (tortownicę - ja miałam taką o średnicy 23 cm; w oryginale było 21 cm) wyłożyć masą ciasteczkową, wyrównać i wstawić do lodówki na min. 30 minut.

MASA SEROWO-ŚMIETANOWA:
Wszystkie składniki, tak jak na klasyczny, pieczony sernik, powinny być w temperaturze pokojowej (poza wodą i kremówką).

Żelatynę dokładnie rozpuścić w wodzie, odstawić do lekkiego przestudzenia.

W misie miksera umieścić twaróg, cukier puder i wanilię (jeśli używacie ekstraktu dodajcie go do otrzymanej masy, a nie przed). Zmiksować do otrzymania gładkiej masy. Odłożyć dużą łyżkę masy i zmiksować z rozpuszczoną żelatyną. Dopiero tak przygotowaną żelatynę połączyć z resztą masy.

W drugim naczyniu ubić śmietanę kremówkę. Stopniowo dodawać do masy serowej z żelatyną i delikatnie wymieszać szpatułką lub łyżką. Zależy nam, żeby masa pozostała puszysta :)

Masę serową wyłożyć na schłodzony spód ciasteczkowy, wyrównać. Odłożyć do lodówki do całkowitego stężenia (najlepiej na noc).

Na następny dzień lub po całkowitym stężeniu masy serowej, rozmrozić wiśnie (jeśli używamy zamrożonych) i rozpuścić galaretki w 1/2 ilości wody, o której mowa w instrukcji, czyli 500 ml na 2 galaretki.Wystudzić je.

Część wiśni wyłożyć na wierzch schłodzonego sernika. Zalać częścią galaretki. Odłożyć do lodówki do stężenia. Następnie wyjąć z lodówki, wyłożyć kolejną warstwę wiśni, znowu wylać na nią niedużo galaretki. Po steżeniu wylać na wierzch resztę galaretki. /Dzięki temu wiśnie nie będą pływały przy wierzchu galaretki/.

Ja wyłożyłam od razu wszystkie wiśnie, ale galaretkę wlewałam porcjami i też się udało :)


Pozostawić na kilka godzin w lodówce. 
Ja bym jeszcze dopisała - raczej trzymać w lodówce, bo nie lubi upałów ;)


Smacznego!!

czwartek, 27 czerwca 2013

Pasta daktylowa

Kochani moi Czytelnicy i Odwiedzacze przypadkowi!

Dawno mnie tu nie było, oj dawno. Pamiętam, jak Dorota z bloga Moje Wypieki pisała, że im dłużej się nie pisze, tym trudniej wrócić. To prawda. Bo zawsze jest coś ważniejszego, bardziej "na już", depczącego nam po piętach, tuż tuż... I nie chodzi o to, że pisanie bloga jest wyzwaniem ponad siły czy obowiązkiem. Nie, jest przyjemnością. Jednak ciężko oddać się przyjemności, kiedy właśnie obowiązki patrzą na nas wyczekująco z każdego kąta... No nic. Najważniejsze, że znalazłam chwilę na przyjemność gotowania i spotkania z Wami :) (choć nie wiem, czy kogoś tu jeszcze spotkam...?)

Dziś bardzo prosta recepta na słodkości, które nie powinny wzbudzać wielkich wyrzutów sumienia :) Doskonały zamiennik cukru/miodu/słodzików. Pasta daktylowa. Próbowaliście? Doskonale smakuje z... espresso! Jak tylko kupię taabeh - formę do ciasteczek mamoul (maamoul, maamul) - pokażę Wam jeszcze jedno zastosowanie pasty daktylowej :) Generalnie można ją stosować do naleśników, kanapek, słodzenia herbaty czy po prostu - kiedy mamy ochotę na łyżeczkę czegoś słodkiego.

Pastę można przechowywać w lodówce nawet przez 2 tygodnie (w słoiczku).





Pasta daktylowa

daktyle
woda

Daktyle wkładamy do słoiczka (jak ogórki do kiszenia) - dość ciasno. Im ciaśniej, tym mniej zmieści się wody i tym gęstsza będzie nasza pasta. Zalewamy wrzątkiem, zakręcamy. Odstawiamy na całą noc. Rano miksujemy blenderem na gładką pastę.

I tyle :) A przyjemność - bezcenna.


Smacznego!

czwartek, 21 marca 2013

Pralinki z nerkowcami, daktylami i suszoną morelą

Festiwal pralinowy trwa!
Te dzisiejsze wpisuję na listę ulubionych zaraz obok tych z suszoną śliwką :)
Nie są bardzo słodkie, a orzechy nerkowca nadają im swoistej aksamitności. Można je obtaczać lub zostawić w wersji plain - ja wolę takie "gołe" :)



Pralinki z nerkowcami, daktylami i suszoną morelą

pół szklanki orzechów nerkowca
pół szklanki orzechów laskowych
pół szklanki łuskanego słonecznika
pół szklanki daktyli
pół szklanki suszonej moreli
3 łyżki wody z kwiatu pomarańczy/wody mineralnej

do obtoczenia: mielone orzechy laskowe (np.)


Wszystko oprócz wody wrzucamy do malaksera/miksera/blendera/food processora. Mielimy na drobiazg. Dodajemy wody i mielimy jeszcze chwilę. Zlepiamy zgrabne kuleczki i, jeśli obtaczamy je, od razu wrzucamy je do mielonych orzechów laskowych. Chowamy do słoiczka albo rozdajemy głodnej społeczności domowej :)


Smacznego :)

środa, 20 marca 2013

Pralinki kokosowo-figowe

Kolejna dawka zdrowych słodyczy - te sugeruję wszystkim, którzy potrzebują naprawdę słodkich słodyczy na przednówku :) Mocno kokosowe, ale i figa daje o sobie znać. Dobrze sprawdza się też woda różana zamiast zwykłej, ale jeśli nie macie, to się nie przejmujcie i dajcie zwykłą.
Do obtoczenia można użyć np. mielonych wiórków kokosowych, mielonych migdałów, mielonych orzechów różnych albo... niech Was wyobraźnia poniesie :)

Dobrego dnia!!



Pralinki kokosowo-figowe

1 szklanka migdałów (w płatkach lub całych)
1 szklanka wiórków kokosowych
1/2-3/4 szklanki suszonych fig
3-4 łyżki wody różanej/wody mineralnej, niegazowanej

Migdały i wiórki mielimy w malakserze/blenderze na mąkę. Dodajemy figi i wodę. Rozdrabniamy/mielimy. Z powstałej masy lepimy niewielkie kuleczki. "Panierujemy" albo nie. Wcinamy od razu lub wkładamy do słoiczka i odstawiamy w chłodniejsze miejsce.


Smacznego :)

czwartek, 14 marca 2013

Pralinki z orzechami, daktylami, morelą i skórką pomarańczową

Tak! Kolejna wersja pralinek :) Te powstały, ponieważ nie wszyscy w domu lubią suszone śliwki. Wersja pomarańczowo-orzechowa. Bardzo dobre! Zresztą... mogę być trochę nieobiektywna, bo ja po prostu ubóstwiam bakalie (w dowolnych zestawieniach). Spróbujcie i sami oceńcie :) Polecam!



Pralinki z orzechami, daktylami, morelą i skórką pomarańczową
(powinny się nazywać pralinki "pół szklanki" ;) )

pół szklanki migdałów
pół szklanki orzechów laskowych
pół szklanki łuskanego słonecznika
pół szklanki suszonych moreli
pół szklanki suszonych daktyli
1 łyżeczka skórki z pomarańczy (startej lub kandyzowanej - obojętnie)
2 łyżki wody z kwiatu pomarańczy (może być też zwykła)


Migdały, orzechy laskowe i słonecznik zmielić na mąkę (w blenderze lub malakserze). Dodać resztę składników - rozdrobnić. Z masy lepić kuleczki zgrabne i "panierować" w zmielonych migdałach lub innych orzechach :)

Przechowywać w szczelnym słoiku w raczej chłodnym miejscu (jeśli zdołacie ochronić je przed natychmiastowym pożarciem ;) ).


Smacznego!!

środa, 13 marca 2013

Pralinki z migdałami, słonecznikiem, daktylami i suszoną śliwką

Najlepsze, jakie zrobiłam do tej pory!! Choć oczywiście o gustach się nie dyskutuje. Mojemu Mężczyźnie kochanemu smakują średnio, bo mają suszoną śliwkę. A ja właśnie dlatego je uwielbiam :)
W skrócie: jeśli ktoś przepada za suszonymi śliwkami - polecam gorąco!

Tym razem przepis jest owocem moich własnych eksperymentów. Autorski, he he.
A eksperymentuję z upodobaniem :)
(spodziewajcie się kolejnych pralinkowych odkryć)

A! Tych pralinek nie "panierowałam", ale jak chcecie - obtoczcie je w migdałach zmielonych na mąkę.



Pralinki z migdałami, słonecznikiem, daktylami i suszoną śliwką

1 szklanka migdałów (w płatkach lub całych)
pół szklanki łuskanego słonecznika
pół szklanki suszonych daktyli
pół szklanki suszonych śliwek
3 łyżki wody różanej (jeśli macie; jeśli nie - spokojnie można dać zwykłą wodę)

Migdały i słonecznik mielimy w blenderze lub malakserze na mąkę. Dodajemy daktyle, śliwkę i wodę różaną/wodę zwykłą :) Miksujemy/rozdrabniamy. Masa będzie dość klejąca - taka ma być. Lepimy zgrabne kuleczki. Odkładamy na chwilę na jakiś talerzyk - szybko przestaną być klejące. Jeśli chcemy je w czymś (np. w mielonych migdałach) obtoczyć, robimy to od razu po zrobieniu kulki, bo potem nam się "panierka" nie przyklei.
Następnie chowamy do słoika albo do...brzuszka :)

Smacznego!!

wtorek, 12 marca 2013

Pralinki z orzechami laskowymi, daktylami i karobem

No, kochani, jeśli jeszcze nie przekonaliście się do tych zdrowych słodyczy, te Was urzekną! Są po prostu wspaniałe! I ślicznie wyglądają (szczególnie w zestawieniu czarno-białym z poprzednią propozycją :) ). Oczywiście można do ich wykonania użyć naturalnego kakao. Ja użyłam karobu, bo... lubię - to po pierwsze, a po drugie, on jest mniej uczulający, a wygląda tak samo :)

Przepis oryginalny pochodzi z Jadłomonii (again), ale nie miałam suszonych śliwek, więc użyłam moreli. Jestem pewna, że ze śliwkami też jest wyśmienite - na pewno spróbuję :)
Na razie jestem zakochana w tych pralinach, więc i eksperymenty pewnie wkrótce nastąpią kolejne :)



Pralinki z orzechami laskowymi, daktylami i karobem

1/2 szklanki orzechów laskowych
1/2 szklanki migdałów (użyłam płatków)
1/2 szklanki daktyli
1/2 szklanki suszonych moreli (w oryginalnym przepisie są śliwki, więc jeśli macie je pod ręką - nie krępujcie się :) )
łyżeczka karobu (lub naturalnego kakao) + łyżka karobu/kakao do posypania
łyżka wody

Orzechy i migdały mielimy na mąkę (niemal). Dodajemy resztę składników. Miksujemy (w blenderze lub malakserze). Konsystencja masy ma być... klejąca :) Lepimy kuleczki zgrabne, posypujemy karobem/kakao i pałaszujemy (lub, jeśli zdołamy, wkładamy do słoiczka i dawkujemy sobie przyjemność:) ).


Smacznego!!

poniedziałek, 11 marca 2013

Pralinki z migdałami, kokosem i suszonymi morelami

CUDOWNA alternatywa dla sklepowych słodyczy. Ba! Nawet dla domowych ciast i ciasteczek :) Mięciutkie, śliczne i przepyszne! I na dodatek - właściwie wszystko robi za nas blender/malakser. Polecam, polecam, polecam!!
Można przechowywać je w słoiku nawet przez 2 tygodnie (u nas nie wytrzymują kilku dni, bo lądują w brzuszkach głodomorów:) ).

A pomysł zabrałam sobie od Marty z Jadłonomii. Po raz kolejny dziękuję za inspirację :)



Pralinki z migdałami, kokosem i suszonymi morelami

1 szklanka wiórków kokosowych
3/4 szklanki płatków migdałów
1/2 szklanki suszonych moreli
szczypta kardamonu (proponuję go zmielić przed dodaniem, żeby nie wrzucać ziarenek)
2 łyżki wody
1 łyżeczka startej skórki pomarańczowej (nie miałam - dodałam łyżkę wody z kwiatu pomarańczy)

Migdały i kokos wrzucamy do blendera/malaksera i rozdrabniamy prawie na mąkę. Następnie dodajemy resztę składników i miksujemy do uzyskania gładkiej, dość klejącej się masy. Z masy formujemy małe kuleczki. Obtaczamy je w czym chcemy (ja użyłam rozdrobnionych migdałów i kokosa) lub nie :)

Proste, prawda?


Smacznego!!


wtorek, 26 lutego 2013

Wegańskie ciasto bananowe

Fajne, zbite, mokre ciasto bananowe. Nie rośnie jakoś spektakularnie, ale też nie sprawia wrażenia zakalca. Po prostu jest wilgotne. Super smaczne z gorzką herbatą albo czarną kawą! I nieźle się trzyma przez 3 dni (na pewno - więcej nie daliśmy rady wytrzymać bez jedzenia go :) ). A! I świetnie mu (ciastu temu) robi sok z pomarańczy - jest lekko cytrusowe i przez to... intrygujące :)

Przepis przerobiony na bezglutenowy. No, coś tam jeszcze przerobiłam... :)
Oryginalny przepis z ciekawego, wegańskiego bloga lunchboxbunch. Polecam :)



Wegańskie ciasto bananowe

suche:
1 1/2 szklanki mąki kukurydzianej
1 szklanka brązowego cukru (ja dałam trochę mniej - 3/4)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 szklanki płatków owsianych (można pominąć - ja dałam bezglutenowe płatki owsiane, błyskawiczne)
1 łyżeczka soli

mokre:
2 małe banany, rozgniecione
1/4 szklanki oleju kokosowego, roztopionego
1/4 szklanki soki z pomarańczy lub mandarynki (świeżo wyciśniętego)
1/4 łyżeczki skórki startej z pomarańczy (pominęłam ten element)
1 łyżeczki ekstraktu z wanilii (dałam aromat waniliowy)
3/4 szklanki wrzątku + łyżka dobrej czarnej herbaty (użyłam mojej ulubionej Lady Grey)

Dodatkowo (opcjonalnie):
1/3 szklanki płatków migdałów (użyłam migdałów z odrobiną jabłek)
1/4 szklanki siekanych orzechów laskowych lub włoskich
1/2 szklanki pokrojonych na drobne kawałki suszonych jabłek


Piekarnik nagrzewamy do 180℃. 

Suche składniki mieszamy. 
We wrzątku zaparzamy herbatę. Mieszamy razem wszystkie mokre składniki, a potem wszystko razem - można krótko zmiksować - do połączenia się składników.

Ciasto przelewamy do keksówki (jeśli mamy małe keksówki - można podzielić na 2) lub dowolnej formy. Nie rośnie bardzo, więc spokojnie może być do wysokości 3/4 formy.

Pieczemy ok. 35 min. Do suchego patyczka.

Studzimy chwilę w formie, a potem na kratce.

Smacznego!

wtorek, 15 stycznia 2013

Faszerowana papryka

Jedna z naszych ulubionyh opcji obiadowo-kolacyjnych. Chwilę się robi, ale za to naszpikować ją można wszystkim, co znajdziecie w lodówce :) Pyszna (również) odgrzana, z żółtym serem lub bez, z sosem pomidorowym lub bez - jak kto lubi!
W naszej lodówce znalazł się szpinak, cukinia, pieczarki, trochę fety i wystarczyło. A oto efekt:




Papryka faszerowana

2 papryki
ok. 20 pieczarek
1 średnia cukinia
1 opakowanie świeżego szpinaku (150 g)
1/2 opakowania fety (100 g, pokrojonej w kosteczkę)
1 woreczek brązowego ryżu (może być mniej; ugotowany zgodnie z instrukcja na opakowaniu)
3 ząbki czosnku
1 średnia cebula
sól, pieprz
kurkuma (1/2 łyżeczki)
oliwa z oliwek
masło (2 łyżki)


Pieczarki pokroić na plasterki. Na niewielkiej patelni rozgrzać 1 łyżkę oliwy z oliwek i 1 łyżkę masła. Na gorące wrzucić pieczarki. Smażyć (mieszając) aż puszczą sok. Zmniejszyć gaz na średni, dodać sól i pieprz i dusić pod przykryciem aż będą raczej miękkie i zredukowane o połowę.

Cebulę kroimy w kosteczkę, czosnek przeciskamy przez praskę, cukinię ścieramy na tarce o dużych oczkach, szpinak "drzemy" na kawałki. Na dużej patelni (może być taka z grubym dnem), roztapiamy 1-2 łyżki oliwy z oliwek i 1 łyżkę masła. Wrzucamy 1/2 łyżeczki kurkumy. Smażymy kilka sekund, dorzucamy cebulę z czosnkiem. Solimy, szklimy. Następnie dodajemy szpinak. Zmniejszamy gaz na średni/mały i dusimy szpinak przez chwilę (aż zmięknie). Następnie dorzucamy cukinię. Dodajemy pieprz, przykrywamy i dusimy do miękkości (to raczej krótko :) ). Pod koniec dodajemy pokrojoną w kosteczkę fetę, ryż (wcześniej ugotowany) i pieczarki z małej patelni ;) Mieszamy.

Piekarnik nagrzewamy do 180℃. Naczynie żaroodporne albo blaszkę wykładamy papierem do pieczenia (niekoniecznie).

Paprykę kroimy na połówki (z góry na dół, nie w poprzek). Wycinamy delikatnie gniazdo nasienne. Myjemy (ziarenka są niesmaczne). Faszerujemy warzywkami z fetą i grzybami dość ściśle. Układamy na blaszce/w naczyniu (oczywiście farszem do góry ;) ). Przykrywamy folią aluminiową i pieczemy 40-50 min. Następnie odkrywamy i pieczemy jeszcze 5-10 min*.

Można na sam koniec położyć jeszcze na wierzch plasterek żółtego sera albo posypać serowymi wiórkami.


Smacznego!


*czas jest dość indywidualny - zależy od wielkości/grubości papryki i mocy piekarnika. Ja piekę raczej dłużej, niż krócej.

wtorek, 18 września 2012

Pulao czyli pochwała prostoty po indyjsku

Ja wiem, że nie wygląda tak bardzo widowiskowo na zdjęciu, ale w rzeczywistości jest kolorowy, ślicznie wygląda jako dodatek albo nawet i główne danie (ja lubię). Można go posypać pestkami uprażonymi albo pinią, albo nerkowcami dodatkowymi, albo zieleniną (jaką kto lubi).

Przepis jest prościuteńki, zaczerpnięty z kuchni krysznaickiej. Danie doskonałe na posprzątanie lodówki ;) Jedyne, co naprawdę powinno tam być to kurkuma, nerkowce, papryka i ryż. Reszta jest improwizowana. Moja dzisiejsza wersja jest taka troszkę bardziej jesienna i sycąca, bo z pomarańczową soczewicą, ale jeśli wolicie lżej, spokojnie soczewicę można pominąć.

A zatem... zapraszam do krainy prostych przyjemności obiadowych :)



Pulao
(porcja na 4 osoby - tak sądzę)

1 papryka
1/2 szklanki orzechów nerkowca (pokrojonych)
1 szklanka ryżu (najlepiej basmati, ale ze zwykłym białym też wychodzi, tylko nie jest takie sypkie)
1/2 szklanki mrożonego groszku
1/3 szklanki suchej pomarańczowej soczewicy (nie trzeba jej dodawać)
2 łyżki masła
1 łyżeczka kurkumy
2 szklanki wody
1 łyżeczka soli

opcjonalnie dowolne dodatki: kiełki bambusa, kukurydzę w puszce, itp.

Paprykę kroimy w kostkę. Na patelni o grubym dnie (!) roztapiamy masło. Na rozgrzany tłuszcz wrzucamy kurkumę. Smażymy kilka sekund na średnim ogniu, po czym dodajemy orzechy. Smażymy (mieszając) ok. minuty. Dodajemy paprykę. Smażymy jakieś 3 minuty. Na koniec wrzucamy suchy ryż i soczewicę (jeśli zdecydowaliśmy się ją dodać) i również smażymy. Mieszamy przy tym bezustannie, żeby nam się nie przypaliło. Jak ryż zrobi się taki trochę przezroczysty (kilka min.), zalewamy do dwiema szklankami. Uwaga! Patelnia jest gorąca, więc woda może trochę syczeć, chlapać i bulgotać - nie wystraszcie się, szybko jej przechodzi ;)
Jak się woda trochę uspokoi, dorzucamy mrożony groszek i sól.
Doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy gaz (na mały), przykrywamy i gotujemy ok. 10 min. Ważne, żeby ryż wchłonął wodę.
Jeśli mamy jakiś dodatek z puszki, dorzucamy go już do gotowego ryżu.

Smacznego!

niedziela, 26 sierpnia 2012

Leczo z bakłażanem

Korzystając z sezonu, kupiłam 2 bakłażany, 6 papryk, kilka pomidorów i cebul. Spojrzałam i stwierdziłam, że na pierwszy ogień pójdzie... leczo. To jedna z moich ulubionych potraw z gatunku: jednogarnkowo, szybko, zdrowo, lekko i pysznie :)

Przepis nie jest odkrywczy, ale, gdyby ktoś zapomniał, jak zrobić leczo - będzie mógł sobie szybko przypomnieć.


Leczo z bakłażanem

1 bakłażan (średni)
3 papryki
4 średnie pomidory malinowe
1 cebula
3-4 ząbki czosnku
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 łyżeczka suszonej czubricy
sól, pieprz (do smaku)
oliwa z oliwek

Bakłażanowi obciąć należy obie końcówki i pokroić w średniej wielkości kostkę. Wrzucić na jakieś sitko, posolić, przykryć (wystarczy ściereczką) i zostawić w zlewie na jakieś 30 min. Puści sok i tym sposobem pozbędziemy się, dominującej w tym warzywie, goryczki. Można te kosteczki jeszcze odcisnąć dodatkowo.

Paprykę kroimy w kostkę, cebulę siekamy dość drobno (ale nie jakoś szalenie misternie!), czosnek przeciskamy przez praskę, a pomidory parzymy i zdejmujemy skórkę (po czym kroimy również w kostkę).

Na patelni rozgrzewamy 2-3 łyżki oliwy z oliwek. Na gorącą wsypujemy kolendrę. Smażymy chwilę, a następnie wrzucamy cebulę i czosnek. Solimy, żeby nam się zeszkliły, a nie spaliły. Potem dorzucamy resztę warzyw + czubricę. Mieszamy. Troszkę jeszcze solimy (ale niekoniecznie, można to też zrobić na końcu). Przykrywamy. Dusimy do miękkości (trzeba patrzeć, bo czas zależy od garnka) na średnim ogniu.
Na koniec dosmaczamy solą i pieprzem - ile kto lubi.

Podajemy z ryżem, kaszą gryczaną (wersja ze zdjęcia) lub pieczywem. Albo solo :)

Smacznego!

środa, 15 sierpnia 2012

Śniadaniowy placek z cukinią

Taka wariacja na temat cukinii, znaleziona tutaj. Bardzo dobra, sycąca i wegańska. Szybko się robi i stanowi naprawdę ciekawą alternatywę dla kanapek czy jajecznicy. To coś pomiędzy frittatą a pancake'iem. Problematyczne (odrobinę) jest jedynie przewracanie placka na drugą stronę, ale wierzę, że i z tym sobie poradzicie!

Ja jadłam z kwaśną śmietaną (bo mi nie zależało bardzo na utrzymaniu wegańskości dania), ale jeśli ktoś nie uskutecznia takich produktów, można równie dobrze zjeść samo albo z sałatką, albo z sosem jakimś lekkim czy passatą.

Polecam!





Śniadaniowy placek z cukinii

50 g mąki z ciecierzycy (w sumie ta mąką jest istotna, więc dobrze jej niczym nie zastępować)
20 g mąki kukurydzianej lub pszennej
1 szklanka startej cukinii
125 ml mleka roślinnego (sojowego) lub zwykłego (jeśli możecie)
3/4 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu (jak ktoś nie lubi ostrego smaku, dajcie mniej, ale świeżo zmielonego)
2 łyżki oliwy z oliwek

Patelnia o średnicy 15-17 cm.

Mąki mieszamy z solą i pieprzem. Dodajemy mleko i 1 łyżkę oliwy z oliwek, mieszamy trzepaczką. Na koniec wrzucamy cukinię. Mieszamy łyżką.

Na patelni rozgrzewamy łyżkę (albo troszkę mniej) oliwy. Na gorącą wlewamy ciasto. Smażymy kilka minut, co jakiś czas odsuwając delikatnie brzegi placka od patelni. Jak nam się spód zrumieni (można podejrzeć sprytnie), a góra trochę zetnie (wiadomo, że inaczej, niż przy wykorzystaniu jajek), łagodnie zsuwamy placek na talerz lub naprawdę dużą, okrągłą szpatułkę do naleśników i przewracamy. Można też zrobić tak, jak w przypadku frittaty (patelnię przykrywamy talerzem, odwracamy, a potem delikatnie zsuwamy placek z powrotem na patelnię nieprzysmażoną stroną), ale nie wiem, czy to się uda, bo ten wierzch nie jest aż tak ścięty. Poza tym - jak Wam się rozwali, to też się nie przejmujcie - będzie smakował tak samo dobrze :)

Tam czy inaczej, jak już uda Wam się go przewrócić, smażymy jeszcze kilka minut tę drugą stronę i...pałaszujemy :)

Podane proporcje to jeden placek, ale moim zdaniem spokojnie starczy na 2 osoby (takie, które nie lubią się przejadać :) ).


Smacznego!

środa, 8 sierpnia 2012

Ciasto z cukinią, białą czekoladą i suszoną żurawiną

To ciacho to eksperyment, ale na tyle udany, że postanowiłam się podzielić. Bezglutenowe i bez jajek, ale nikomu o tym nie mówiłam i wszystkim bardzo smakowało :) (Do bezglutenowości już się mniej więcej przyzwyczaili, ale bez jajek? Ciasto?). Tak czy inaczej - ciasto jest naprawdę smaczne. Wilgotne, delikatne, z niespodziankami z białej czekolady i żurawiny, nie zbyt słodkie. Po prostu warte polecenia :) I nie bójcie się cukinii! (O ile się wystraszyliście choć przez chwilę). Ona jest bardzo neutralna i ciastu nadaje właściwie tylko wilgotności. Inspiracją główną było ciasto z Garnkofilii, ale zmieniłam je dość mocno, więc przytaczam dla porządku, gdyby ktoś chciał tam zerknąć i żeby nie było, że sobie coś przywłaszczam - naprawdę jestem od tego daleka, szanuję pracę innych.

No, Kochani, kto nie eksperymetuje, ten... omija okazję do zjedzenia czegoś pysznego :)





Ciasto z cukinią, białą czekoladą i suszoną żurawiną
(na blachę 20x20 cm lub keksówkę 21x10 cm)

Ciasto:
1 szklanka mąki kukurydzianej
1 szklanka mąki orzechowej
1/2 szklanki mleka sojowego naturalnego (albo normalnego mleka, jak ktoś może lub/i woli)
1/2 szklanki stopionego masła (można zastąpić oliwą z oliwek)
2 łyżki karobu*
2 łyżki posiekanych orzechów włoskich (czubate łyżki; można więcej oczywiście)
2 łyżki suszonej żurawiny
50 g białej czekolady (posiekanej)
2 łyżki miodu (u mnie to był taki "stały" miód, więc więcej się zmieściło na tej łyżce - jeśli macie bardziej płynny, dajcie trochę więcej)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżka octu jabłkowego lub soku z cytryny
1/2 łyżeczki cynamonu
1 niewielka cukinia

Polewa:
50 g białej czekolady
opcjonalnie biała czekolada w proszku (taka do picia) do zagęszczenia
mleko sojowe lub kremówka (ilości nie podaję - ma wyjść dość gęste - ja użyłam mleka sojowego i wyszło rzadsze, ale jak wystygło, stężało)


Piekarnik nagrzewamy do 180℃. Blachę, którą kolwiek wybierzemy, smarujemy masłem i, jeśli chcemy, wysypujemy mąką lub bułką tartą albo wykładamy papierem do pieczenia.

Cukinię ścieramy na tarce o grubych oczkach. Ja jej nie obierałam - fajnie wyglądają w cieście takie ciemnozielone kawałeczki. Zasypujemy odrobiną soli i odstawiamy na bok.

W międzyczasie mieszamy mąki z orzechami, żurawiną, białą czekoladą, cynamonem, proszkiem i sodą.

Z cukinii wylewamy sok, który puściła (jeśli puściła - moja nie). Mieszamy z masłem, miodem i mlekiem. Mieszamy. Łączymy z suchymi składnikami. Mieszamy wszystko (łyżką wystarczy!). Przekładamy/przelewamy do formy.

Pieczemy ok. 45 min. Jeśli cukinia była bardziej "mokra" albo używacie keksówki i ciasto jest wyższe, czas pieczenia może się wydłużyć do godziny. Trzeba sprawdzać patyczkiem. Ma być suchy :)


Smacznego!


*Użyłam karobu zamiast kakao, ale możecie użyć kakao naturalnego. Karob lepiej sprawdzi się u alergików.