Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 lipca 2013

Mus jaglany z jagodami

No, Kochani, to jest PYSZNE!! A banalne, jak 2 + 2 :) Mus z kaszy jaglanej - deserowy, sycący, piękny. Piękny? Tak!! Ten kolor jest nieprawdopodobny! (na zdjęciach tak tego nie widać)

Wersja ta jest z miodem, ale myślę, że spokojnie można go zastąpić syropem klonowym (akurat nie miałam) i z mlekiem migdałowym (można pominąć, jeśli nie macie albo zastąpić dowolnym mlekiem roślinnym).

A zatem... mus jaglany, voilà!



Mus jaglany z jagodami

3/4 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
pół szklanki jagód
1/4 szklanki mleka roślinnego
łyżka miodu


Wszystko wymieszać i zmiksować na gładki krem (albo mniej gładki - ja lubię czuć drobinki kaszy).


Smacznego!

Przepis dodaję do akcji:

czwartek, 27 czerwca 2013

Pasta daktylowa

Kochani moi Czytelnicy i Odwiedzacze przypadkowi!

Dawno mnie tu nie było, oj dawno. Pamiętam, jak Dorota z bloga Moje Wypieki pisała, że im dłużej się nie pisze, tym trudniej wrócić. To prawda. Bo zawsze jest coś ważniejszego, bardziej "na już", depczącego nam po piętach, tuż tuż... I nie chodzi o to, że pisanie bloga jest wyzwaniem ponad siły czy obowiązkiem. Nie, jest przyjemnością. Jednak ciężko oddać się przyjemności, kiedy właśnie obowiązki patrzą na nas wyczekująco z każdego kąta... No nic. Najważniejsze, że znalazłam chwilę na przyjemność gotowania i spotkania z Wami :) (choć nie wiem, czy kogoś tu jeszcze spotkam...?)

Dziś bardzo prosta recepta na słodkości, które nie powinny wzbudzać wielkich wyrzutów sumienia :) Doskonały zamiennik cukru/miodu/słodzików. Pasta daktylowa. Próbowaliście? Doskonale smakuje z... espresso! Jak tylko kupię taabeh - formę do ciasteczek mamoul (maamoul, maamul) - pokażę Wam jeszcze jedno zastosowanie pasty daktylowej :) Generalnie można ją stosować do naleśników, kanapek, słodzenia herbaty czy po prostu - kiedy mamy ochotę na łyżeczkę czegoś słodkiego.

Pastę można przechowywać w lodówce nawet przez 2 tygodnie (w słoiczku).





Pasta daktylowa

daktyle
woda

Daktyle wkładamy do słoiczka (jak ogórki do kiszenia) - dość ciasno. Im ciaśniej, tym mniej zmieści się wody i tym gęstsza będzie nasza pasta. Zalewamy wrzątkiem, zakręcamy. Odstawiamy na całą noc. Rano miksujemy blenderem na gładką pastę.

I tyle :) A przyjemność - bezcenna.


Smacznego!

sobota, 23 lutego 2013

Brioszka

Rewelacyjna, pachnąca, delikatna. I do tego śliczna :) Zakochacie się w niej!!
Niestety z glutenem - jeszcze nie osiągnęłam takiego mistrzostwa w bezglutenowych bułeczkach. Ale wszystko przede mną! I przed Wami ;) Nawiasem mówiąc - jeśli ktoś z Was ma wypróbowany przepis na brioche bg, to chętnie się czegoś nauczę. Dzielcie się!

A tymczasem... brioszka do odrywania wg przepisu z Moich Wypieków. Troszkę zmodyfikowana. Zrobiliśmy wersję bardziej dietetyczną, czyli bez sosu waniliowego, ale nie wiem, czy nie zmienimy tego jutro ;)

Tak czy inaczej - warto! Jest przepysznie i pachnie w całym domu!







Brioszka do odrywania

Ciasto:
370 g mąki pszennej luksusowej (albo innej do wypieków drożdżowych)
50 g drobnego cukru
14 g suchych drożdży (dwa opakowania; ja używam tych DrOetkera, ale weźcie, jakie chcecie/lubicie)
1 łyżeczka soli
100 ml ciepłego mleka
3 jajka kurze lub 10-11 przepiórczych
170 g miękkiego masła (u mnie było roztopione)

Nadzienie:
konfitura pomarańczowa z kawałkami skórki (u nas była taka pomarańczowo-imbirowa)


Mąkę przesiewamy, mieszamy z drożdżami, cukrem, solą, a następnie z mokrymi składnikami. Wszystkimi poza masłem. Wyrabiamy ręką (10 min.) lub mikserem z hakiem do ciasta drożdżowego (5 min.). Dodajemy masło. Wyrabiamy (ręką - 10 min, hakiem - 5). Powinniśmy otrzymać gładkie, elastyczne ciasto, które nie klei się ani do miski, ani do rąk.
Misę przykrywamy ściereczkę i odstawiamy w ciepłe miejsce na godzinę.

Tortownicę o średnicy 24-26 cm. smarujemy masłem i wykładamy papierem do pieczenia.

Wyrośnięte ciasto delikatnie wyrabiamy ręką i dzielimy na 12 równych części. Każdą z nich rozpłaszczamy na placek i na środek nakładamy łyżeczkę konfitury. Zlepiamy w kuleczkę i układamy w tortownicy obok siebie - w coś na kształt kwiatka :)

Gotową brioszkę przykrywamy ściereczką i jeszcze na 30 min. odstawiamy w ciepłe miejsce. Po tym czasie smarujemy rozbełtanym jajkiem i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180℃ na 30 min.
Jeśli wierzch za bardzo nam się przyrumieni (czyli po ok. 15-20 min.), przykrywamy wierzch bułki folią aluminiową. Robimy to dość szybko, żeby nie "wietrzyć" naszego drożdżowca.

Gotowe ciasto wyciągamy z piekarnika. Po ok. 15 min. zdjemujemy obręcz tortownicy. 
Jest pyszna jeszcze ciepła, ale musicie uważać na żołądki :) W ogóle jest rewelacyjna!

Smacznego!

niedziela, 2 września 2012

Najlepszy mus morelowy pod słońcem

Moja mama jest czarodziejką, jeśli chodzi o ten mus. To po prostu arcydzieło! Sztuka prostoty przez wielkie SZ!

Jest cudownie smaczny, słodko-nieuchwytnie-cierpkawy i ma tak piękny kolor, że odegna każdą depresję czy kiepski humor.
Warto zainwestować chwilę w gotowanie i przecieranie przez sito, żeby uzyskać ten boski mus-na-całe-zło :)


Na zdjęciu: z białym serem - jedna z moich ulubionych opcji podania :)


Mus morelowy mojej Mamy (najlepszy!):


1 kg moreli (dojrzałych, słodkich)
1/2 szklanki cukru

garnek z w miarę grubym dnem

Morele myjemy, przekrawamy na pół, wywalamy pestki, wrzucamy do garnka wraz z cukrem i gotujemy na małym ogniu. Od momentu, kiedy morele puszczą sok, gotujemy jeszcze ok. 30 min, żeby trochę zgęstniało. Następnie małymi porcjami przelewamy na gęste sitko i przecieramy (np. drewnianą kulą). Gorący mus przelewamy do słoiczków i pasteryzujemy.


I tyle.

Smacznego!!

czwartek, 23 sierpnia 2012

Mango lassi

NIEZASTĄPIONE na kiepski humor!! Ale nie tylko - cudownie znaleźć je rano w lodówce na pyszne, lekkie śniadanko :)

Aksamitne, rozkosznie słodkie, przywodzące na myśl dalekie, orientalne kraje, kultury, budzące wspomnienia. Cudowne! Musicie tego spróbować!

Przepis żywcem zabrany z Kwestii Smaku.





Mango lassi
(dla 2 osób albo jednej w bardzo kiepskim humorze i... na dodatek głodnej:) )

1 dojrzałe mango (może być bardzo)
1 szklanka jogurtu greckiego
1/2 szklanki chłodnej wody
1 łyżka miodu (jeśli macie mało słodkie mango można dodać więcej lub, jak zaznacza autorka - 1 łyżkę cukru)
szczypta mielonego kardamonu (doskonałe zarówno z, jak i bez)


Mango obieramy, okrawamy miąższ z pestki. Pestkę wyrzucamy, resztą wrzucamy do blendera razem z jogurtem, miodem i wodą. Miksujemy na gładką masę. Ma mieć konsystencję koktajlu.

Propozycja podania: spokojnie można zjeść z płatkami (zamiast mleka), np. gryczanymi (bezglutenowcy, ale glutenowcy też mogą) :)


Smacznego!!

środa, 15 sierpnia 2012

Śniadaniowy placek z cukinią

Taka wariacja na temat cukinii, znaleziona tutaj. Bardzo dobra, sycąca i wegańska. Szybko się robi i stanowi naprawdę ciekawą alternatywę dla kanapek czy jajecznicy. To coś pomiędzy frittatą a pancake'iem. Problematyczne (odrobinę) jest jedynie przewracanie placka na drugą stronę, ale wierzę, że i z tym sobie poradzicie!

Ja jadłam z kwaśną śmietaną (bo mi nie zależało bardzo na utrzymaniu wegańskości dania), ale jeśli ktoś nie uskutecznia takich produktów, można równie dobrze zjeść samo albo z sałatką, albo z sosem jakimś lekkim czy passatą.

Polecam!





Śniadaniowy placek z cukinii

50 g mąki z ciecierzycy (w sumie ta mąką jest istotna, więc dobrze jej niczym nie zastępować)
20 g mąki kukurydzianej lub pszennej
1 szklanka startej cukinii
125 ml mleka roślinnego (sojowego) lub zwykłego (jeśli możecie)
3/4 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu (jak ktoś nie lubi ostrego smaku, dajcie mniej, ale świeżo zmielonego)
2 łyżki oliwy z oliwek

Patelnia o średnicy 15-17 cm.

Mąki mieszamy z solą i pieprzem. Dodajemy mleko i 1 łyżkę oliwy z oliwek, mieszamy trzepaczką. Na koniec wrzucamy cukinię. Mieszamy łyżką.

Na patelni rozgrzewamy łyżkę (albo troszkę mniej) oliwy. Na gorącą wlewamy ciasto. Smażymy kilka minut, co jakiś czas odsuwając delikatnie brzegi placka od patelni. Jak nam się spód zrumieni (można podejrzeć sprytnie), a góra trochę zetnie (wiadomo, że inaczej, niż przy wykorzystaniu jajek), łagodnie zsuwamy placek na talerz lub naprawdę dużą, okrągłą szpatułkę do naleśników i przewracamy. Można też zrobić tak, jak w przypadku frittaty (patelnię przykrywamy talerzem, odwracamy, a potem delikatnie zsuwamy placek z powrotem na patelnię nieprzysmażoną stroną), ale nie wiem, czy to się uda, bo ten wierzch nie jest aż tak ścięty. Poza tym - jak Wam się rozwali, to też się nie przejmujcie - będzie smakował tak samo dobrze :)

Tam czy inaczej, jak już uda Wam się go przewrócić, smażymy jeszcze kilka minut tę drugą stronę i...pałaszujemy :)

Podane proporcje to jeden placek, ale moim zdaniem spokojnie starczy na 2 osoby (takie, które nie lubią się przejadać :) ).


Smacznego!

niedziela, 12 sierpnia 2012

Chleb bezglutenowy

Tak! Udało mi się w końcu upiec chleb, który smakuje całkiem nieźle! I ma chrupiącą skórkę! Naprawdę - bezglutenowcy-mieszkający-daleko-od-beglutenowych-piekarni: jest nadzieja ;)
Owszem, przyznaję, nie wiem jeszcze co zrobić, żeby ten chlebek dłużej był świeży czyli nie sechł tak szybko (nawet zawinięty w folię). Obiecuję jednak, że jak tylko to odkryję - doniosę. A może Wy macie jakąś metodę?

Chleb smakuje trochę, jak drożdżowa bułka pszenna. Jest naprawdę smaczny, a w dniu upieczenia - rewelacyjnie chrupie! Wytrzymuje jakieś 3 dni - potem (albo nawet i w trzecim dniu) najlepiej sprawdzi się jako grzanka :)

Szczerze powiedziawszy zasługa moja jest żadna, bo kluczową rzeczą tutaj jest mąka. Wykorzystałam chlebową mieszankę niemieckiej Dr Schär (mix B mieszanka do wypieku pieczywa bezglutenowa).
Jest super! Najlepsza z tych, które do tej pory wypróbowałam. Polecam!

Chleb upieczony zgodnie z instrukcją na opakowaniu.





Chleb bezglutenowy

500 g mieszanki do wypieku pieczywa bezglutenowego Dr Schär (mix B)
10 g suchych drożdży (1,5 opakowania)
500 g ciepłej wody
2 łyżeczki oliwy z oliwek
1 łyżeczka soli

Foremka do chleba (keksówka po prostu) 25 x 11 cm


Mąkę mieszamy z solą i drożdżami. Powoli dolewamy ciepłą wodę. Mieszamy. Można użyć haka do
ciasta drożdżowego. Jak się połączy z wodą, dodać oliwę z oliwek i wyrabiać 4-5 min, jeśli używamy haka lub 8-10, jeśli wyrabiamy ręcznie.

Po tym czasie przykrywamy naczynie, w którym wyrabialiśmy ciasto folią spożywczą i odstawiamy na 30 min w ciepłe miejsce, żeby sobie wyrosło. Naprawdę wyrasta i to cudowne jest, bo bezglutki tak nie rosną, jak normalne mąki (z reguły) :)

W międzyczasie nagrzewamy piekarnik do 200℃, a foremkę smarujemy oliwą z oliwek.

Wyrośnięte ciasto przekładamy do formy, wierzch smarujemy białkiem lub oliwą z oliwek i pieczemy 50 min. W trakcie pieczenia nie otwieramy piekarnika.

Studzimy na kratce.

Naprawdę ma chrupiącą skórkę, a możliwość zjedzenia kanapek na śniadanie jest...bezcenna :)


Smacznego!






niedziela, 5 sierpnia 2012

Letnie smaki - jogurt grecki z musem morelowym i borówkami amerykańskimi

Deser jest tak prosty, że w zasadzie nie wymaga specjalnego komentarza. Oczywiście - każdy mógł to wymyślić, ale może nie każdy by to zrobił, a więc wszystkim szukającym prostej inspiracji wychodzę naprzeciw :)

W przepisie pojawia się mus morelowy. To ten mus :)



Jogurt grecki z musem morelowym i borówkami amerykańskimi

3 czubate łyżki jogurtu greckiego
5 łyżek musu morelowego
duża garść borówek amerykańskich

Jogurt mieszamy z musem aż nam się zrobią piękne esy-floresy. Posypujemy borówkami. Wcinamy :)

Doskonałe, lekkie śniadanie!

Smacznego!

czwartek, 14 czerwca 2012

Pasta kanapkowa z tofu

Dziś tak szybciutko, żebyście nie pomyśleli, że zniknęłam :) Nie zniknęłam, tylko mam tyle zajęć, że nie mam czasu gotować (sic!). Cóż... I tak się czasem dzieje. Zatem dziś - pasta do posmarowania kanapki, chrupka ryżowego czy czego tam chcecie. Błyskawiczna, a pyszna.



Pasta kanapkowa z tofu-fety


1 opakowanie tofu sałatkowego
1 średni ogórek kiszony
2 łyżki kukurydzy z puszki
4 cm szczypiorku z dymki
olej lniany - ile lubicie, ale raczej sporo :)

Tofu rozgniatamy widelcem, wlewamy olej i ucieramy na aksamitną, gładziutką masę. Dodajemy pokrojonego w drobną kosteczkę ogórka, kukurydzę i pocięty szczypiorek. Mieszamy. Jeśli jest za mało słone lub ostre doprawiamy (solą, pieprzem, chilli - jak chcecie - pełna dowolność). Mnie smakuje taka.

I tyle - rozsmarowujemy. Podobno pyszne na razowcu - ja nie mogę, więc jem z chrupkami ryżowymi i też doskonale się sprawdza :)


Smacznego!

poniedziałek, 26 marca 2012

Sałatka ziemniaczana

Kolejna propozycja od pani Peltre. Zdjęcia nie są tak piękne, jak w książce, ale sałatka jest niezła. Jak dla mnie jest w niej trochę za dużo cebuli, ale to pewnie przez to, że ja cebuli w zasadzie nie lubię - następnym razem zrobię bez. No i nie dodałam orzeszków pinii, bo się za późno zorientowałam. Jeśli je macie na podorędziu - nie wahajcie się ich użyć :)

Super w tej sałatce wyglądają jajka przepiórcze. Tak elegancko :)

Zresztą...spróbujcie sami, a co!




Sałatka ziemniaczana
(na 2 porcje)


1/2 małej czerwonej cebuli
sól morska
6 jajek przepiórczych (albo 2 kurze, jeśli nie macie dostępu do przepiórczych, choć w tym wypadku polecam jednak przepiórcze - wyglądają uroczo!)
1/2 szklanki (65 g) zielonego groszku (świeżego lub mrożonego)
340 g ziemniaków (u nie to oznaczało 3)
2-3 rzodkiewki (pokrojone na cieniutkie plasterki)
1/2 łyżki szczypiorku (pokrojonego drobniutko)
1 łyżka natki pietruszki (posiekanej)
1 łyżka liści bazylii (posiekanej)
pieprz

Sos:
sól morska, pieprz
1/2 łyżeczki francuskiej musztardy Dijon
1 1/2 łyżki soku z cytryny
40 ml oliwy z oliwek


Cebulę zalewamy zimną wodą i odstawiamy na 20 min. Wszystko po to, żeby potem nie szczypała w oczy przy krojeniu. Po 20 min. osuszamy ją i drobno kroimy - albo w kosteczkę albo w piórka.

Jajka wkładamy ostrożnie do gotującej się wody na 3 min. Po tym czasie płuczemy zimną wodą, żeby ich nie "przegotować". Obieramy ze skorupki i przekrawamy na pół. Jajka przepiórcze są naprawdę delikatne, więc trzeba się z nimi obchodzić, jak z...jajkiem ;) Jeśli używamy kurzych, możemy pozwolić sobie na nieco większe użycie siły :) Kurze jajka gotujemy 6 min, a kroimy na ćwiartki. Obojętnie, których jajek użyjemy, po "oporządzeniu" - odstawiamy.

Groszek wrzucamy do osolonej, wrzącej wody. Gotujemy 3 min. Przelewamy zimną wodą. Odstawiamy.

Ziemniaki gotujemy na parze ok. 15 min. Pozwalamy im ostygnąć. Kroimy na grube raczej plasterki lub na ćwiartki, jak kto lubi.

Mieszamy wszystko w misce (delikatnie). Posypujemy zieleniną i, jeśli mamy, uprażonymi orzeszkami pinii (myślę, że możemy np. spróbować też z prażoną dynią).

Sos: wszystkie składniki mieszamy aż do uzyskania kremowej, aksamitnej konsystencji.

Polewamy sałatkę. Doprawiamy solą i pieprzem. Pałaszujemy :)

Smacznego!


niedziela, 26 lutego 2012

Pochwała prostoty

A teraz chwila dla zdrowia. Wiem, że to nic odkrywczego, ale dobre, szybkie i...przenośne :)

Jako alternatywa dla słodkości, bo nie zawsze człowiek tęskni za cukrem, prawda? Kolorowa alternatywa, podnosząca na duchu i...ciele :)




Sałatka z ryżem i olejem lnianym


1 opakowanie brązowego ryżu
1 awokado
1 papryka (czerwona albo zielona)
1 świeży ogórek
duża garść orzechów włoskich
3 łyżki oleju lnianego
pieprz, sól (do smaku)

Ryż ugotować i wystudzić. Resztę pokroić w kosteczkę. Wymieszać. Okrasić solą, pieprzem i olejem lnianym. Odstawić na chwilę, żeby się przegryzło. Zajadać :)

Smacznego!

poniedziałek, 6 lutego 2012

Cytrynowa drożdżówka

To 100. przepis na blogu (ha!), zatem musi być naprawdę smakowity :)

Bez specjalnych wstępów - ta drożdżówka jest przepyszna!! Na śniadanie, na podwieczorek, na... pokolację :)
A jak pachnie podczas pieczenia... ach! Miód malina :)



Zainspirowały mnie dwie moje koleżanki, które przepis znalazły i ciacho zrobiły, podkreślając bardzo wyraźnie jego niewątpliwe walory :) Przepis pochodzi z Moich Wypieków. Zmieniłam tylko to, że dałam mąkę orkiszową. Zatem wypiek niestety nie jest bezglutenowy (co dla mnie też nie jest najkorzystniejsze), ale naprawdę nie mogłam się powstrzymać.

Spróbujcie - jest fantastyczne, lekkie, puchate i mocno cytrynowe z chrupiącą skórką :)




Cytrynowe ciasto drożdżowe


Ciasto:
350 g mąki orkiszowej (typ 700)
18 g świeżych drożdży lub 9 g suchych (tym razem dałam świeże)
50 g brązowego cukru
szczypta soli
1/3 szklanki mleka
1/4 szklanki wody
55 g masła
1 i 1/2 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią lub ekstraktu z wanilii
2 duże jajka kurze lub 10 przepiórczych

Nadzienie:
skórka starta z 3 cytryn
1/3-1/2 szklanki brązowego cukru

masło do wysmarowania formy


W oryginalnym przepisie jest foremka o wymiarach 22x12 cm. U mnie okazała się za mała, więc proponuję wziąć większą.


Do czaszy miksera wrzucamy mąkę (zostawiamy sobie pół szklanki na później), drożdże, cukier (brązowy i z wanilią), sól.
Mleko z masłem podgrzewamy mocno aż się masło rozpuści. Dolewamy wodę, studzimy do stanu "mocno ciepłe, ale nie gorące", dodajemy do suchych składników. Mieszamy łopatką, następnie wyrabiamy mikserem, dodając jajka, jedno po drugim (w przypadku przepiórczych, dodajemy po 3).  Dodajemy pozostałą mąkę. Jeszcze chwilę wyrabiamy. Ciasto będzie gładkie, acz klejące.
Wyciągamy z misy i wyrabiamy chwilę podsypując mąką. Na początku klei się okrutnie, potem staje się, jak plastelina - gładkie, aksamitne i elastyczne. W takim stanie przekładamy je do czystej miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na godzinę - założenie jest takie, że ma urosnąć dwukrotnie.

W tym czasie zalewamy cytryny wrzątkiem na chwilę, wyparzamy ze skórki wszystkie bakterie, zarazki i inne paskudztwa, szorujemy szczoteczką i ścieramy skórkę. Zasypujemy to cukrem. Odstawiamy.

Wyrośnięte po godzinie leżakowania ciasto wyjmujemy z miski, rozwałkowujemy na prostokąt 30x50 cm. Kroimy na 5 pasków 30x10. Pierwszy pasek smarujemy cytrynową skórką, przykrywamy drugim itd. do wykończenia pasków :) Następnie tę "kanapkę" kroimy w poprzek na 6 kawałków. Układamy je w wysmarowanej masłem keksówce pionowo (tak, żeby było widać warstwy). Zostawiamy trochę miejsca z boków - ciasto jeszcze mocno urośnie - i odstawiamy na 45-60 min.

Piekarnik nagrzewamy do 180℃.
Ciasto pieczemy ok. 30 min. Skórka ma się zrobić złoto-brązowa i chrupiąca. Przez 15 min studzimy w formie, potem wyjmujemy i dostudzamy na kratce.

Ciasto jest po prostu PYSZNE :)

niedziela, 30 października 2011

Bułeczki kukurydziano-ziemniaczane

Wróciłam!

I biorę się za nadrabianie braków blogowych :)

Dziś proponuję bułeczki z Pracowni Wypieków - bułeczki kukurydziano-ziemniaczane.
Są mięciutkie, wbrew pozorom dość neutralne w smaku i w sumie proste do zrobienia. W sam raz na leniwe niedzielne śniadanie (oczywiście przygotowane w sobotni późny wieczór). Spróbujcie - polecam!






Bułeczki kukurydziano-ziemniaczane
(na 8-9 sztuk)


300 g mąki orkiszowej (typ 700)
100 g ugotowanych ziemniaków przeciśniętych przez praskę
100 g mąki kukurydzianej
1 łyżeczka suchych drożdży lub 15 g świeżych + 1 łyżeczka cukru
1 1/2 łyżeczki soli
1 łyżka masła
2 łyżeczki oliwy z oliwek
250 ml wody

Jeśli mamy świeże drożdże musimy je rozkruszyć i zasypać cukrem, a kiedy się rozpuszczą dodajemy 2 łyżki mąki i 100 ml ciepłej (nie gorącej!) wody. Odstawiamy na 10-15 min. Po tym czasie dorzucamy resztę składników i zagniatamy  ciasto. Powinno być miękkie, elastyczne i nieklejące się.
Przekładamy do miski, przykrywamy folią (miskę) i odstawiamy w ciepłe miejsce bez przeciągów na godzinę.
Wyrośnięte ciasto dzielimy na 8-9 części, ręką posmarowaną oliwą formujemy z nich zgrabne bułeczki-kuleczki,  odkładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i odstawiamy na kolejne 30-40 min do wyrośnięcia.
Piekarnik nagrzewamy do 210 st. C.
Następnie posypujemy bułki mąką kukurydzianą albo orkiszową (lub kaszką kukurydzianą).
Na dno piekarnika (albo na najniższą blachę) wsypujemy pół szklanki kostek lodu i wstawiamy bułeczki na środkowy poziom. Pieczemy 12 min, po czym zmniejszamy temp. do 180 st. C, włączamy termoobieg i przyprawiamy nasz wypiek o rumieńce złociste :) (jeśli komuś bułeczki z(a)rumieniły się już podczas tych 12 min pieczenia, to nie trzeba ich dopiekać).
Po upieczeniu spryskujemy delikatnie wodą i odstawiamy do wystudzenia.

Smacznego!

środa, 12 października 2011

Chałka

Zimno, pada i wieje. A w domu - ciepło ognia, parujące kubki z gorącą kawą z kardamonem, kakao czy herbatą z malinowym sokiem, śpiące koty, mruczący cicho jazz i zapach rosnącego ciasta drożdżowego. Małe szczęścia.
Wszystko, co związane z drożdżami, zawsze było dla mnie wyzwaniem. Wczoraj, na Kwestii Smaku, znalazłam przepis na chałkę i po prostu... postanowiłam ją zrobić :) Jest z nią trochę pracy, ale warto - choćby dla radości obserwowania procesu rośnięcia ciasta i tego fantastycznego zapachu, który wypełnia cały dom.
Miałam grubą mąkę orkiszową (graham, typ 1850), więc ta moja jest dość wytrawna, ale z dżemem smakuje wyśmienicie (myślę, że i z żółtym serem czy szynką parmeńską smakowałaby podobnie. Moja Druga Połówka twierdzi, że najlepsze jest z masłem i solą - l'art de la simplicite). Można oczywiście zrobić klasyczną chałkę z białej mąki.

Mówię Wam - fantastyczność :)





Chałka
  • pół szklanki ciepłej wody
  • 5 g suchych drożdży lub 12,5 g świeżych
  • 3 żółtka z małych jaj kurzych lub 10 przepiórczych (tak, da się oddzielić żółtka od białek i w przepiórczych jajkach :) )
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 1 i 1/2 łyżki miodu (albo 1,5-2,5 łyżki cukru)
  • cukier wanilinowy lub z prawdziwą wanilią
  • 1 i 3/4 szklanki mąki orkiszowej albo pszennej
  • 3/4 łyżeczki soli
  •  roztrzepane jajko do posmarowania
  • sezam, mak do posypania
I teraz tak: 
W ciepłej wodzie rozpuszczamy drożdże. Do tego dodajemy żółtka (o temperaturze pokojowej), oliwę, cukier/miód i cukier wanilinowy. Mieszamy widelcem, roztrzepując żółtka. Mąkę przesiewamy, łączymy z solą i wsypujemy do mokrych składników. Drewnianą łychą mieszamy przez jakieś 2 min. Następnie ciasto odstawiamy na 5 min, żeby odpoczęło, a potem "ubijamy"/wyrabiamy łyżką jeszcze przez 4 min.

Etap II - ciasto wykładamy na wysypaną mąką stolnicę i ugniatamy jakieś 2 minuty (szalenie lubię ten etap!). Jak już tego dokonamy, wkładamy do wysmarowanej oliwą miski, przykrywamy folią spożywczą i wstawiamy do lodówki na minimum - noc, maksimum - 4 dni.

Rano albo w kolejnym dniu, wyjmujemy ciasto, dzielimy na 5 części i z każdej z nich robimy wałeczek. Powinny być takie same. Sklejamy je na jednym końcu i zaplatamy, jak warkocz, zgodnie z następującym schematem: 1 na 3, 2 na 3, 5 na 2 i tak w kółko :) 
Zaplecione ciasto, przekładamy na papier do pieczenia, smarujemy rozbełtanym jajkiem i odstawiamy w ciepłe miejsce (uwaga! bez przeciągów- to ważne, ciasto drożdżowe nie lubi zmian temperatury i wszelkiego przeszkadzania) na godzinę. W tym czasie ciasto mocno wyrośnie, ale my nie dajemy za wygraną, znów smarujemy jajkiem, posypujemy makiem lub/i sezamem i znów na godzinę odstawiamy (jeśli używaliście świeżych drożdży, to na pół godziny). 

W międzyczasie piekarnik nagrzewamy do 175-180 st. C.

Chałkę pieczemy 35-40 min. aż do momentu, kiedy skórka będzie rumiana i chrupiąca i z góry i z dołu.

Studzimy na kratce. Kroimy wystudzone.

Smacznego!


wtorek, 12 lipca 2011

Chleb orkiszowy



Mam ostatnio zamęt muzyczny okrutny, stąd te ordynarne przerwy w uzupełnianiu bloga. Wybaczcie.

Dziś krótko i bez opowieści. Postanowiłam upiec chleb jakiś pyszny na drożdżach (bo zakwas jest dla mnie problematyczny przy nietolerancji na pszenicę i żyto). Szukałam, szukałam i znalazłam właściwą recepturę. Nawiasem mówiąc to był pierwszy wypiek z mojego nowego piekarnika :) Jak myślicie? To chyba niezła wróżba, prawda?

No, to zapraszam do obejrzenia i wypróbowania - przepis jest bardzo prosty, a chleb naprawdę 100% godny polecenia!

Chleb orkiszowy na drożdżach
(oryginalny przepis -> tu, zrobiłam z połowy porcji)

400 g mąki orkiszowej (ja miałam grubą - graham)
300 g ciepłej wody
1 łyżeczka soli
3/4 torebeczki suchych drożdży (czyli jakieś 5 g)
1 łyżka oliwy z oliwek
1/2 łyżeczki płynnego miodu
garść ziarna sezamu i siemienia lnianego

Mąkę, sól i drożdże mieszamy w misce. Na środku robimy dołek i wlewamy tam resztę - oliwę, miód i wodę. Wyrabiamy jakieś 5-10 min. Ja wyrabiałam mikserem z takimi mieszadłami do ciasta drożdżowego.
W tzw. międzyczasie można dosypać garść ziaren.

Gładkie, odchodzące od ścianek miski, ciasto przekładamy do foremki (keksówki) wysmarowanej oliwą/masłem i wysypanej mąką (orkiszową np.)/otrębami/bułką tartą. Odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na godzinę - półtorej.

Jak urośnie - wstawiamy do nagrzanego do 200 st. C piekarnika. Pieczemy 40-50 min aż skórka zrobi się brązowa, a chleb, przy postukaniu w niego od spodu, będzie wydawał głuchy dźwięk :)

Zawinięty w ściereczkę, chleb przetrwa kilka dni.

Pychotka!

Smacznego!

poniedziałek, 4 lipca 2011

Baba ghanoush czyli przygoda z bakłażanem :)





Zepsułam kuchenkę. I to przez co? Przez...bakłażana! Żeby choć jakieś szlachetne ciasto, rogaliki, ciekawa ryba... a tu masz ci los! Przeciętny bakłażan! ;)
A jednak. Złośliwość losu.

Tak czy inaczej, z tego (Bogu ducha winnego) bakłażana powstało coś naprawdę smacznego - baba ghanoush - pasta z pieczonego bakłażana z tahini. Troszkę przypomina mi pastę, którą robiłam z kanapkowego tofu (takie, które konsystencją przypomina trochę fetę - tę polską, nie oryginalną grecką).
Pieczony bakłażan jest brzydki, a wyskrobane z niego wnętrze wygląda trochę, jak najokropniejsze owoce morza, a jednak warto ten etap przetrzymać, bo SMArowidło jest SMAkowite :)
Wygląda niepozornie, ale jest aksamitne i doskonałe z ogórkiem kiszonym. Polecam Wam ten eksperyment :)
(no i jak ktoś ma starą gazową kuchenkę, która już mu się znudziła - może spróbować ją wykończyć, nagrzewając do maksimum, żeby...upiec bakłażana ;) ).

Baba ghanoush
(oryginalny przepis: Whiteplate)


2 średnie bakłażany (lub jeden duży)
50 g tahini (jasnego)
sok z 1/2 cytryny
2 ząbki czosnku
pieprz i sól do smaku
odrobina oliwy z oliwek
w oryginalnym przepisie jest jeszcze natka pietruszki, ale ja jej nie miałam, więc nie dodałam

I teraz tak...
Piekarnik nagrzewamy do maksimum. U mnie to było 250 st. C (ostatnie w historii tej kuchenki ;) ).
Bakłażana kroimy na połówki, wnętrze smarujemy odrobiną oliwy i solimy. Układamy na blaszce (skórką do dołu rzecz jasna) i pieczemy, dopóki bakłażan nie zrobi się bardzo spieczony (wręcz czekoladowobrązowy). Wtedy wyciągamy i studzimy.
Wystudzone bakłażany wydrążamy (wnętrze jest mięciutkie), starannie omijając "spalone" fragmenty (są gorzkie) i oczywiście skórkę.

Miąższ odkładamy na sitko albo durszlak, żeby pozbyć się nadmiaru soku. Ja takie odsączone bakłażany wrzuciłam (razem z czosnkiem, tahini, sokiem z cytryną, odrobiną oliwy z oliwek, solą i pieprzem) do blendera i...zmasakrowałam :) Można też pociąć na malutkie kawałeczki.

Bardzo smaczne z orkiszową focaccią albo waflem ryżowym :)


Smacznego!!

środa, 29 czerwca 2011

Pasztet z soczewicy, wersja 2





W weekend ogarnął mnie kuchenny szał :)
Dziś proponuję pasztet z soczewicy w innej wersji, niż poprzednio. Bardzo dobry, miękki, do smarowania, mniej słodki, niż poprzednio, bo z selerem również. Ja zrobiłam z zielonej soczewicy, choć następnym razem zaprezentuję Wam coś z pomarańczowej, bo ona ma świetne właściwości "pasztetowe" :)

Pasztet z soczewicy ze słonecznikiem

400 g zielonej soczewicy, ugotowanej
pół szklanki pestek słonecznika
2 cebule średnie lub małe
2 marchewki
1 mały seler lub 3 łodygi selera naciowego
4 ząbki czosnku
2 jajka kurze lub 6 przepiórczych
3 łyżki posiekanej natki pietruszki
oliwa z oliwek
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżeczka kminu
sól, pieprz

Soczewicę gotujemy w osolonej wodzie z listkiem laurowym (albo kilkoma).

Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C.

Słonecznik zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na 10 min.

Marchewkę i seler ścieramy na tarce o grubych oczkach, cebulę siekamy, czosnek przeciskamy przez praskę. Na patelni lub w garnku rozgrzać 2-3 łyżki oliwy z oliwek, wrzucamy przyprawy, smażymy chwilę, żeby wydobyć piękne aromaty. Po chwili dorzucamy cebulę i czosnek, solimy, szklimy. Dodajemy marchewkę i seler. Smażymy do pół-miękkości.

3/4 ugotowanej i wystudzonej soczewicy mielimy. Resztę pozostawiamy w ziarenkach. Łączymy z warzywami i pestkami. Dodajemy jajka i natkę pietruszki. Mieszamy. 

Przekładamy do wysmarowanej olejem i wysypanej bułką tartą (może być bezglutenowa) foremki keksowej.

Pieczemy ok godziny, aż wierzch będzie przypieczony, a boki będą odchodzić od foremki.

Smacznego!


piątek, 24 czerwca 2011

Orkiszowa focaccia





Bardzo rzadko, ale jednak czasem brakuje mi chleba. Wtedy najczęściej sięgam po mąkę orkiszową, która nie jest bezglutenowa rzecz jasna, ale mnie się po niej krzywda nie dzieje, więc od czasu do czasu - korzystam.
Strasznie chciałabym zrobić chleb na zakwasie, ale niestety taki zaczyn chlebowy jest mi szalenie ciężko zrobić, bo mąka żytnia nie wchodzi w grę zupełnie. Poszukiwałam więc (jak zwykle) czegoś na drożdżach. Wiem, że takie chleby krócej utrzymują świeżość i nie mają tego zapachu "prawdziwego", wiejskiego bochna, ale cóż zrobię? Lepszy taki chlebek, niż żaden.

A jednak ta focaccia wyszła absolutnie i zaskakująco pyszna! Przepis znalazłam w Pracowni Wypieków. Szybki, prosty i naprawdę - rewelacyjny! Troszkę zmodyfikowałam, bo nie miałam wszystkich składników. Polecam serdecznie :)

Focaccia orkiszowa z ziarnami

450 g ciepłej wody
600 g mąki orkiszowej (ja miałam grubą - graham)
50 g pestek słonecznika
50 g pestek dyni
50 g siemienia lnianego
30 g oliwy z oliwek
1,5 łyżeczki suchych drożdży (albo 20 g świeżych)
1 łyżka cukru
1,5 łyżeczki soli

W misce (raczej większej, niż mniejszej) mieszamy wszystkie składniki - łączymy je dokładnie - ja użyłam miksera z końcówkami do ciasta drożdżowego. Ciasto powinno być dość rzadkie. Jeśli nie jest (moje nie było) - dodajemy 50-70 g wody.
Ciasto przelewamy/przekładamy do prostokątnej foremki (ja miałam taką 23,5 x 33,5 cm) posmarowanej lekko oliwą i wysypanej mąką i odstawiamy do wyrośnięcia na godzinę w ciepłe miejsce.

Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C. Focaccię pieczemy ok 30-40 min., aż wierzch zrobi się złoto-brązowy.

Pyszna też na następny dzień (trzeba koniecznie zawinąć w ściereczkę na noc). Ekstra na kanapki czy grzanki (nawet taka starsza).

Smacznego!

Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C

niedziela, 12 czerwca 2011

Ciasto z truskawkami (bezglutenowe)





Odwiedziłam dziś targ i znalazłam tak piękne truskawki, że nie potrafiłam się im oprzeć. Zresztą - jaki sens ma taki opór? :)
Kupiłam całą kobiałkę! 2,5 kg.
Truskawki, poziomki, morele i maliny kojarzą mi się ze szczęściem, słońcem, rozkoszą soczystości lata i naturalnością bycia.
Babka ucierana vel biszkoptowe ciacho, truskawkowy crumble, koktajl, truskawki po prostu, truskawki w sałatce, krótko smażona truskawkowa konfitura, mus, lody... ech, tysiąc zastosowań!
Dziś zdecydowałam się na ciasto i koktajl.
Takie ciasto w miejscu, z którego pochodzę nazywają babką ucieraną. Jako bardzo młoda dziewczynka, zaczęłam prowadzić zeszyt z przepisami. I tam na jednym z pierwszych miejsc jest właśnie taki przepis. Chyba dlatego, że jest banalnie prosty, więc nawet dziecko sobie poradzi :)
Przepis na to ciasto powstał jednak bardziej w oparciu o przepis Liski, której dziękuję za przypomnienie mi...dzieciństwa :)

Ciasto z truskawkami (bezglutenowe)


4 jajka kurze lub 13-15 przepiórczych
1 szkl. cukru (ja dałam demerarę - brązowy cukier)
1,5 szkl. mąki kukurydzianej (lub 1 szkl. kukurydzianej i 1/2 ziemniaczanej)
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia (bezglutenowego w wersji BG)
3 łyżki oliwy z oliwek lub stopionego masła
2 łyżki wody
1 łyżka octu jabłkowego
kilka kropli aromatu rumowego
1 szklanka pokrojonych na ćwiartki truskawek

cukier puder do posypania

Piekarnik nagrzewamy do 190 st. C.

W misce ucieramy mikserem jajka z cukrem. Kilka minut. Ma być aksamitna, gładka, biała/jasna masa. Jeśli robicie ze zwykłym,białym cukrem - masa będzie biała, jeśli z brązowym - ecru.
Następnie dodajemy wszystkie mokre składniki (oliwę, wodę, ocet). Mieszamy/miksujemy.
Na koniec dodajemy mąkę z proszkiem i aromat.

Wlewamy ciasto do posmarowanej masłem i wysypanej mąką kukurydzianą tortownicy.
Na wierzch kładziemy truskawy.

Pieczemy ok. 50 min. W przepisie Liski jest 40 min. Moje ciasto piekło się godzinę.
Trzeba sprawdzać patyczkiem i podglądać trochę :)

Ciasto jest doskonałe, lekkie i... uzależniające!

A jeśli chodzi o koktajl, to po prostu: 2 banany, truskawki (ile się chce i lubi) i dwa duże kefiry naturalne. Wszystko do blendera, zmiksować. I gotowe :)

Smacznego! Korzystajcie z truskawek!

sobota, 11 czerwca 2011

Muffiny gryczane z suszonymi pomidorami, oliwkami i fetą



Słoneczne, stonowane temperaturowo lato nastało. Przyjemnie. Moje ogrodowe roślinki też to lubią zdaje się. Surfinia niestety nie wytrzymała upałów, więc małe szanse, żeby teraz zmartwychwstała ze stanu absolutnego zasuszenia.


Rano przywitało mnie słońce i...całkowity brak perspektyw na szybkie i sycące śniadanie.

Postanowiłam jednak zmierzyć się z brakiem składników typowo śniadaniowych i zrobić coś dobrego, do zabrania ze sobą w trasę. Wybór nie był odkrywczy - muffiny - ale skład był. Nigdy nie robiłam konkretnych babeczek. Na słono.
Ciekawy eksperyment, nie powiem. Choć jednak wolę je na słodko.

Inspiracji poszukałam u Moniki Na Grabinie. Dzięki!
Zmodyfikowałam po swojemu.



Muffiny gryczane z suszonymi pomidorami, oliwkami i fetą


2 szkl mąki gryczanej
2 łyżeczki proszku do pieczenia (bezglutenowego)
100 g stopionego masła
1 szkl mleka (no ja dałam sojowe naturalne)
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki cukru
1 duże jajko kurze lub 4-5 przepiórczych
mała filiżanka pokrojonych na kawałki suszonych pomidorów
mała filiżanka pokrojonych na krążki zielonych oliwek
mała filiżanka pokrojonej na kawałeczki fety (ja miałam taką już w kosteczkach)

w przepisie była jeszcze garść ziół - ja ich nie miałam, ale na pewno byłyby super!

Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C.

W jednej misce mieszamy suche (mąkę, sól, cukier, proszek), w drugiej mokre (jajka, mleko, masło). Wlewamy zawartość drugiej miski do pierwszej. Mieszamy. Dodajemy pomidory, oliwki, fetę. Mieszamy.
Przekładamy do 12-dołkowej formy wyłożonej papilotkami. Pieczemy ok. 30 min.

Wyciągamy (po sprawdzeniu patyczkiem, czy suche) i studzimy na kratce.


Smacznego!


p.s. myślę, że świetnym dodatkiem byłaby też świeża papryka.