Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na słono. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na słono. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 września 2013

Zupa z dyni

Nie było mnie miesiąc. W międzyczasie nastała jesień... Lubię jesień, ale nie tę słotną, dżdżystą, płaczliwą, a złotą, szeleszczącą liśćmi, zachęcającą do kasztanowej twórczości i ciepło-słoneczną. I dziś, żeby przynieść trochę słońca, trochę ciepła i uśmiechu, proponuję zupę z dyni. Zupa jest banalnie prosta, szybka w przygotowaniu, a ma tam śliczny kolor, że... no warto. Naprawdę warto :)

(mam niejasne wrażenie, że kiedyś gdzieś ten przepis znalazłam, ale nie jestem pewna, czy w takiej akurat wersji, więc nie podaję źródła)




Słoneczna zupa z dyni

1 kg obranej i wydrążonej dyni (najlepiej hokkaido, którą można jeść ze skórką)
1 cebula
duża łyżka masła (albo nawet półtorej)
łyżka oliwy z oliwek
2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego 
2 łyżeczki mielonej kolendry
1,5 szklanki bulionu warzywnego
3 szklanki wody
sól i pieprz do smaku

opcjonalnie: kwaśna śmietana

do podania: prażone pestki dyni / grzanki / zielenina do posypania (natka pietruszki / szczypiorek)


Cebulę posiekać. W garnku rozgrzać oliwę z oliwek i masło. Na gorące wrzucić przyprawy (kmin i kolendrę) i chwilę przesmażyć (jakieś 10 sek.). Następnie dodać cebulę i smażyć na niewielkim ogniu przez jakieś 10 min. - do miękkości. Następnie dodać dynię pokrojoną w kostkę. Zalać wszystko bulionem i wodą. Gotować ok. 20-25 min. (aż dynia będzie miękka). Ostudzić troszkę i zmiksować wszystko na krem. 

Jeśli używamy śmietany - rozbełtać (nie wiem, czy jest takie oficjalne słowo :) ) ją z odrobiną zmiksowanej zupy i wymieszać. 

No i tyle :) Proste, prawda? A jakie smaczne! I ładne :)


Smacznego i... dobrej jesieni!

środa, 10 lipca 2013

Kotleciki ziemniaczano-kalafiorowe

Kolejna prosta propozycja (choć nie tak prosta, jak makaron z bobem). Uwielbiamy kalafior, młode ziemniaki i fasolkę szapagową, ale ileż można jeść po prostu warzywa z wody? (no, tak na marginesie - ja mogę jeść je w kółko w tej klasycznej postaci). Kotleciki powstały jako urozmaicenie obiadowe. Mogą być też na kolację. I na zimno :)




Kotleciki ziemniaczano-kalafiorowe

4 średnie ziemniaki (lepsze są stare, niż młode, bo mają mniej wody)
pół kalafiora (same różyczki)
2 cebule
po pół łyżeczki kurkumy, mielonej kolendry i kminu rzymskiego
łyżka posiekanego koperku (albo więcej, jak ktoś lub lubi)
jedno małe jajko kurze albo 3 przepiórcze
sól i pieprz do doprawienia
oliwa z oliwek

mąka do obtoczenia (u nas była gryczana)
olej do smażenia (dowolny)


Ziemniaki gotujemy z kalafiorem do miękkości. Ugotowane przeciskamy przez praskę/rozdrabniamy w malakserze lub takim ręcznym "gnieciuchem" do ziemniaków :)

Cebulę siekamy drobno, na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek (tak z 3 łyżki). Na gorącą wsypujemy przyprawy. Smażymy chwilę, po czym dodajemy cebulę. Solimy i na małym ogniu dusimy do miękkości. Gotową dodajemy do ziemniaczano-kalafiorowej masy.

Masę doprawiamy wg uznania i smaku własnego. Dodajemy jajka i koperek. Mieszamy. Jeśli wyda nam się zbyt wodnista, możemy dodać trochę mąki.

Ręką formujemy zgrabne, niezbyt wielkie kotleciki. Obtaczamy je w mące.

Na dużej patelni rozgrzewamy olej i na gorący (To ważne! Inaczej kotleciki nasiąkną tłuszczem) wykładamy nasze dzieła. Smażymy na złoto-brązowo. Odkładamy na papierowy ręcznik, żeby jednak trochę tłuszczu im zabrać. Podajemy z sałatką jakąś (na zimno lub ciepło).

Smacznego!


wtorek, 9 lipca 2013

Makaron z bobem i czosnkiem

Długo się zastanawiałam, czy wrzucać ten przepis na bloga, bo... no bo nie ma w nim absolutnie nic odkrywczego. Pomyślałam sobie jednak, że czasem każdy z nas ma taki moment, kiedy brakuje inspiracji. Kiedy wrzuceni w schemat, nie umiemy się z niego wydostać. I wtedy potrzeba takiej najprostszej iskierki, żeby rozpalić w nas wielki ogień kreatywności kulinarnej :) A zatem - pochwała prostoty przed Wami. Po prostu bób. Po prostu czosnek. I tyle. A efekt znakomity!



Makaron z bobem i czosnkiem

2 garście ugotowanego makaronu (np. 2 gniazdka tagliatelle - z glutenem lub bez)
pół szklanki bobu (ugotowanego w osolonej wodzie i obranego z łupinek)
1 ząbek czosnku
oliwa z oliwek
sól, świeżo mielony pieprz

Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek. Na gorącą wrzucamy bób i czosnek. Zmniejszamy ogień. Smażymy chwilę (uwaga, żeby nie przypalić czosnku, bo będzie gorzkie). W tym momencie możemy rozgnieść część bobu widelcem (ale nie musimy). Dorzucamy makaron. Przesmażamy. Doprawiamy i podajemy.

Można posypać posiekaną natką pietruszki, jeśli się lubi.


Smacznego!

Przepis dodaję do akcji:

wtorek, 26 marca 2013

Kluski śląskie nadziewane czerwoną soczewicą i suszonymi pomidorami

Ponieważ ta przebrzydła już nieco zima nie ma najmniejszego zamiaru nas opuszczać, dzisiejsza propozycja jest konkretna, rozgrzewająca, sycąca i może trochę rozleniwiająca :)
Robi się dość prosto i w miarę szybko, ale chwilkę trzeba jej poświęcić. A poświęcić warto, bo kluchy są naprawdę dobre!

Przepis znalazłam na "smakoterapeutycznym" blogu i wrzucam go i do siebie, bo naprawdę warto :)



Kluski śląskie nadziewane czerwoną soczewicą i suszonymi pomidorami

Ciasto na kluski:
ok. 1,5 kg ziemniaków
skrobia/mąka ziemniaczana
1 jajko kurze lub 4 przepiórcze
sól

Farsz:
1,5 szklanki ugotowanej czerwonej soczewicy (no, tej pomarańczowej właściwie)
2 garści suszonych pomidorów (ja miałam takie w oleju)
2 cebule
czosnek (wg indywidualnych preferencji)
sól, pieprz


Ziemniaki gotujemy. Ugotowane przeciskamy przez praskę. Delikatnie studzimy. "Masę" ziemniaczaną dzielimy na 4 równe części (krzyżyk robimy:) ), wyjmujemy jedną ćwiartkę i w jej miejsce wsypujemy mąkę/skrobię. Następnie mieszamy ziemniaki (wszystkie 4 części) + skrobię/mąkę. Solimy do smaku. Dodajemy jajko/jajka i mieszamy na gładką masę. Odstawiamy.

Przygotowujemy farsz. Na patelni rozgrzewamy niewielką ilość oleju/oliwy z oliwek, wrzucamy posiekaną cebulkę. Złocimy, szklimy. Dorzucamy soczewicę, pomidory i czosnek. Smażymy chwilę. Dorzucamy sól i pieprz do smaku. Odstawiamy do wystygnięcia. Ważne, żeby farsz był maksymalnie suchy.

I teraz tak: z ciasta lepimy takie kieszonki, półkule, czy jak tam chcecie. Nakładamy do środka farsz i zlepiamy w zgrabną kuleczkę. Przy piątej będziecie mistrzami :)

Wrzucamy do osolonego wrzątku. Po wypłynięciu gotujemy jeszcze kilka minut. Podajemy z masełkiem albo odsmażone, np. na oleju kokosowym :)

Smacznego!


czwartek, 7 marca 2013

Wegańskie burgery z batata i soczewicy

PYSZNE!!! Naprawdę :) Nawet zwolennikom krwistych befsztyków polecam od czasu do czasu jako urozmaicenie.

Burgery są absolutnie wegańskie i praktycznie bez tłuszczu (są pieczone w piekarniku). Doskonałe w opieczonej bułce z toną warzyw rozmaitych :)

To odpowiedź na prośbę o lekką, wiosenną inspirację kulinarną.

Przepis oryginalny znalazłam na fantastycznym, wegetariańskim blogu Jadłonomia. Zmieniłam fasolę na zieloną soczewicę i nie dodałam pestek dyni, bo nie miałam (ale gdybym miała, na pewno by się tam znalazły). Polecam gorąco :)



Wegańskie burgery z batata i soczewicy
(z podanych proporcji wyszło mi 10 kotlecików średniej wielkości - takich w sam raz do bułki:) )

dość duży batat
szklanka ugotowanej zielonej soczewicy
100 g pestek słonecznika (ja dałam chyba 70 g i też było pyszne)
50 g pestek dyni (to pominęłam ze względu na brak składnika;) )
łyżka tahiny
łyżeczka sosu sojowego (w wersji bezglutenowej użyjcie tamari - bezglutenowego sosu sojowego)
trzy łyżki natki pietruszki
ząbek czosnku
szczypta chili (pominęłam)
spora szczypta kuminu
sól i pieprz
oliwa z oliwek


Piekarnik nagrzewamy do 220℃.
Batata obieramy i kroimy w łódeczki. Każdą dokładnie smarujemy oliwą z oliwek. Blachę lub naczynie żaroodporne wykładamy papierem do pieczenia. Batata pieczemy ok. 30 min. Do miękkości.
Studzimy.

Soczewicę gotujemy z liściem laurowym w osolonej wodzie.

Wszystko wrzucamy do malaksera/blendera i miksujemy na gładką masę. Nie musi być idealnie zmiksowana - fajnie, jak widać kawałeczki słonecznika albo natki :)

Blachę wykładamy ponownie papierem do pieczenia, piekarnik ustawiamy na 200℃.
Z masy formujemy płaski placuszki/burgery. Pieczemy 20-25 min., po czym delikatnie odwracamy kotleciki na drugą stronę i dopiekamy jeszcze 8-10 min.

Jemy z opieczonej bułce albo z chrupkim pieczywem czy waflem kukurydzianym - jak chcecie :) Albo w ogóle same. Świetnie smakują z awokado, pomidorem i kiełkami. Albo z sałatą lodową, cebulą, pomidorem i majonezem (jeśli jecie).

Smacznego!!



wtorek, 15 stycznia 2013

Faszerowana papryka

Jedna z naszych ulubionyh opcji obiadowo-kolacyjnych. Chwilę się robi, ale za to naszpikować ją można wszystkim, co znajdziecie w lodówce :) Pyszna (również) odgrzana, z żółtym serem lub bez, z sosem pomidorowym lub bez - jak kto lubi!
W naszej lodówce znalazł się szpinak, cukinia, pieczarki, trochę fety i wystarczyło. A oto efekt:




Papryka faszerowana

2 papryki
ok. 20 pieczarek
1 średnia cukinia
1 opakowanie świeżego szpinaku (150 g)
1/2 opakowania fety (100 g, pokrojonej w kosteczkę)
1 woreczek brązowego ryżu (może być mniej; ugotowany zgodnie z instrukcja na opakowaniu)
3 ząbki czosnku
1 średnia cebula
sól, pieprz
kurkuma (1/2 łyżeczki)
oliwa z oliwek
masło (2 łyżki)


Pieczarki pokroić na plasterki. Na niewielkiej patelni rozgrzać 1 łyżkę oliwy z oliwek i 1 łyżkę masła. Na gorące wrzucić pieczarki. Smażyć (mieszając) aż puszczą sok. Zmniejszyć gaz na średni, dodać sól i pieprz i dusić pod przykryciem aż będą raczej miękkie i zredukowane o połowę.

Cebulę kroimy w kosteczkę, czosnek przeciskamy przez praskę, cukinię ścieramy na tarce o dużych oczkach, szpinak "drzemy" na kawałki. Na dużej patelni (może być taka z grubym dnem), roztapiamy 1-2 łyżki oliwy z oliwek i 1 łyżkę masła. Wrzucamy 1/2 łyżeczki kurkumy. Smażymy kilka sekund, dorzucamy cebulę z czosnkiem. Solimy, szklimy. Następnie dodajemy szpinak. Zmniejszamy gaz na średni/mały i dusimy szpinak przez chwilę (aż zmięknie). Następnie dorzucamy cukinię. Dodajemy pieprz, przykrywamy i dusimy do miękkości (to raczej krótko :) ). Pod koniec dodajemy pokrojoną w kosteczkę fetę, ryż (wcześniej ugotowany) i pieczarki z małej patelni ;) Mieszamy.

Piekarnik nagrzewamy do 180℃. Naczynie żaroodporne albo blaszkę wykładamy papierem do pieczenia (niekoniecznie).

Paprykę kroimy na połówki (z góry na dół, nie w poprzek). Wycinamy delikatnie gniazdo nasienne. Myjemy (ziarenka są niesmaczne). Faszerujemy warzywkami z fetą i grzybami dość ściśle. Układamy na blaszce/w naczyniu (oczywiście farszem do góry ;) ). Przykrywamy folią aluminiową i pieczemy 40-50 min. Następnie odkrywamy i pieczemy jeszcze 5-10 min*.

Można na sam koniec położyć jeszcze na wierzch plasterek żółtego sera albo posypać serowymi wiórkami.


Smacznego!


*czas jest dość indywidualny - zależy od wielkości/grubości papryki i mocy piekarnika. Ja piekę raczej dłużej, niż krócej.

wtorek, 8 stycznia 2013

Tarta z ciasta francuskiego z warzywami i fetą

Szukacie pomysłu na bezproblemową i dość szybką kolację? A może obiad? A może przekąskę do pracy? Tak...?

No to znaleźliście :)

Ciasto w tej tarcie jest delikatne, chrupiące, rozpływające się w ustach, a nadzienie - aksamitne, kremowo-serowe. Całość tworzy coś nie tylko wyjątkowo smacznego, ale również pociągającego strukturalnie i atrakcyjnego estetycznie :) Musicie spróbować!

...a poza tym, dzięki użyciu gotowego ciasta (lub naszego, zamrożonego), jest szybko, czysto, bezproblemowo. Choć tym razem z glutenem.




Tarta z ciasta francuskiego z warzywami i fetą

250 g ciasta francuskiego (najlepiej na maśle, może być mrożone)
1 cebula
1 cukinia (średnia)
1 papryka (najlepiej żółta)
ok. 20-30 małych pieczarek (nie wiem, ile ważą, zapomniałam sprawdzić...)
3 łyżki oliwy extra vergine
2 łyżki masła
2 jajka kurze + 1 - 2 żółtka lub 10 jajek przepiórczych
1/2 kubeczka (100 g) kwaśnej śmietany 18%
2 łyżeczki mąki (dałam orkiszową)
100 g sera feta
sól, pieprz, 3/4 łyżeczki kurkumy


Pieczarki obieramy, kroimy w plasterki. Na patelni roztapiamy masło. Wrzucamy pieczarki, dodajemy sól i pieprz, mieszamy. Jak grzyby puszczą sok, przykrywamy i dusimy na małym ogniu do miękkości. Odstawiamy.

Cukinię ścieramy na tarce o grubych oczkach, paprykę kroimy w dość drobną kostkę, cebulę również.
Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek. Na gorącą, na kilka sekund, wrzucamy kurkumę, następnie cebulę. Solimy, szklimy. Do półmiękkiej cebuli dorzucamy paprykę. Smażymy z 3 min., po czym dodajemy cukinię. Zmniejszamy gaz na całkiem niewielki, przykrywamy i dusimy aż warzywa będę miękkie. Doprawiamy do smaku - jak lubimy (ja tylko solą i świeżo mielonym pieprzem).

Piekarnik nagrzewamy do 200℃.
Formę do tarty (o średnicy 24 cm) wyklejamy ciastem francuskim (jeśli było zamrożone, trzeba je najpierw rozmrozić).
Ciasto przykrywamy folią aluminiową i obciążamy czymś środek - może być groch czy fasola, a nawet jabłka! Pieczemy 20 min, po czym zdejmujemy obciążenie i dopiekamy przez 5-7 min do uzyskania lekko złotego koloru. 

W czasie, gdy ciasto siedzi sobie w piekarniku, my przygotujemy "sosik". A zatem - jajka roztrzepujemy w średniej wielkości miseczce. Śmietanę łączymy z mąką i dodajemy do rozbełtanych jajek. Na koniec dorzucamy pokrojoną w drobną kosteczkę fetę. Mieszamy. Możemy część fety rozgnieść, sos się zagęści.

Na upieczony spód wykładamy warzywa i zalewamy je śmietanowo-serowo-jajecznym sosem. Wstawiamy do piekarnika, tym razem rozgrzanego do 180℃, na 20 min. Jeśli ciasto za bardzo się przypieka, można brzegi przykryć folią aluminiową.

Upieczoną tartę wyciągamy i chwilę studzimy (minimum przez 10 min).

Jest pyszna na zimno i na ciepło!

Smacznego!

środa, 12 grudnia 2012

Zupełnie nieskomplikowana, słonecznie żółta zupa z soczewicy

Jak w tytule - zupka prosta, jak drut, a rozgrzewająca wspaniale w te zimowe dni. I kolor ma wyśmienicie słoneczny! Pyszna z prażonymi pestkami dyni, z grzankami, z natką pietruszki albo sama. Nie trzeba jej miksować - na zdjęciu w wersji krem, ale równie dobra jest w wersji "widzę, co jem" :)
Poza tym to taka zupa na wyczyszczenie lodówki ;)

Polecam - załatwia obiady i kolacje/jedzonko do pracy dla dwóch osób na dwa dni. Wygodne.



Nieskomplikowana zupa z soczewicy

1 duża cebula
1 spora marchewka
2 pietruszki (średnie takie)
4 średnie ziemniaki
3 ząbki czosnku
1 szklanka pomarańczowej soczewicy (tak, to to samo, co czerwona)
1 łyżeczka kurkumy
bulion warzywny (domowy albo ewentualnie z kostki eko - bez glutaminianu sodu)
opcjonalnie: czubrica do smaku
4 liście laurowe
sól, pieprz
oliwa z oliwek (jakieś 3-4 łyżki - jak ktoś woli mniej, można mniej, tylko warzywka trzeba na czymś przesmażyć)
łyżka masła


Marchewkę i pietruszki ścieramy na tarce o grubych oczkach lub na słupki, jeśli mamy taką sprytną tarkę :)
Ziemniaki kroimy w drobną kosteczkę i gotujemy do miękkości w osolonej wodzie w oddzielnym garnku.
Cebulę siekamy drobno, czosnek przeciskamy przez praskę.

W garnku rozgrzewamy oliwę z oliwek z masłem. Na gorącą wrzucamy kurkumę. Smażymy kilka/kilkanaście sekund, dorzucamy cebulę z czosnkiem. Odrobinę solimy i czekamy aż się pięknie zeszkli. Następnie dodajemy warzywa (marchewkę i pietruszkę) i przesmażamy chwilę (2 min). Dorzucamy suchą soczewicę. Smażymy aż warzywa trochę zmiękną. Następnie zalewamy bulionem - trochę powyżej linii warzyw. Dodajemy liście laurowe. Gotujemy na małym ogniu aż warzywa i soczewica będą miękkie (niedługo - pomarańczowa soczewica gotuje się naprawdę szybko).
Z gotowej zupy wyławiamy liście laurowe, doprawiamy solą i pieprzem. Dorzucamy ziemniaki. I teraz możemy zupę zmiksować lub nie - jak wolicie.

Smacznego!

Przepis dołącza do akcji: TĘCZA SMAKÓW 2
...reprezentując kolor ŻÓŁTY oczywiście!

oraz do:

sobota, 8 grudnia 2012

Curry z indykiem, kukurydzą i mlekiem kokosowym

A dziś w menu... rozgrzewające curry z odrobioną cynamonu. Szczypta Orientu w środku zimy :) Pyszne i jakieś takie podnoszące na duchu (jak ktoś nie ma zwyczaju na duchu podupadać, też może spróbować ;) ). I kolor ma ładny, i smakuje dobrze, i konsystencję (dzięki mleku kokosowemu) ma kremowo-aksamitną. Polecam gorąco!
Przepis oryginalny pochodzi z Kwestii Smaku.



p.s. właśnie zdałam sobie sprawę z faktu, że to jedna z bardzo nielicznych propozycji mięsnych w Przystani. Chcecie więcej czy dotychczasowa "warzywność" jest ok?


Curry z indykiem, kukurydzą i mlekiem kokosowym

500 g piersi indyka lub kurczaka
3/4 szklanki kukurydzy z puszki (odsączonej)
2 świeże pomidory (ja dałam 1)
250 ml passaty
400 ml mleka kokosowego w puszce (=puszka, z reguły)
1 łyżeczka brązowego cukru
szczypta mielonego cynamonu (opcjonalnie)
2 łyżki oliwy z oliwek (do podsmażenia)

200 g (2 torebki) ryżu (do podania)

Jeśli lubicie na bardziej ostro - dodajcie świeże chilli, drobno posiekane. Ja nie lubię.

Marynata do indyka:

sól i pieprz
1/2 lub 1 łyżeczka ostrej papryki (ja dałam słodką)
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżka drobno startego imbiru (dałam mielony - łyżeczkę - bo akurat świeży się skończył i też wyszło)
2 ząbki czosnku, drobno starte
1 łyżka oliwy

Piersi z indyka/kurczaka opłukać i oczyścić. Pokroić w kostkę, doprawić solą i pieprzem oraz natrzeć marynatą. Odstawić na godzinę (w temperaturze pokojowej) lub na całą noc do lodówki. Przed smażeniem ocieplić (jeśli włożyliśmy bestię do lodówki ;) ).

Pomidory sparzyć, obrać ze skórki, pokroić w kostkę.

W garnku (najlepiej o grubym dnie) rozgrzać oliwę z oliwek, wrzucić indyka/kurczaka i smażyć do zrumienienia z obu stron. Wlać passatę, posolić i gotować przez minutę. Następnie wlać mleko kokosowe, wsypać kukurydzę i cynamon. 
I teraz tak: curry gotujemy jakieś 20 min na dość dużym ogniu. Mięso ma się ugotować, a sos zredukować przynajmniej o połowę (spokojna głowa - stanie się tak - tylko nie zmniejszajcie płomienia/mocy). Można od czasu do czasu pomieszać. Do zmniejszonego o połowę, ale za to pięknie aksamitnego sosu, dodajemy teraz kosteczki pomidora i jeszcze przez 2 min., na dużym ogniu, gotujemy.

Podajemy z ryżem. Ja, przyznaję, posypałam trochę natką (bo bardzo lubimy), ale to może nieco zaburzać orientalność, więc to wersja dla chętnych lub/i wielbicieli polskiej zieleniny :)


Smacznego!

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Kremowa kalafiorowa

Uwielbiam zupy krem! Nie wiem, czy nie piszę tego za każdym razem, kiedy zamieszczam przepis na taką właśnie zupę, ale co tam.
Ta zupa jest aksamitna, kremowa, delikatna w smaku i niezastąpiona na chłodne jesienno-zimowe wieczory. Pyszna z grzankami (te z bezglutenowego chleba są chyba nawet smaczniejsze). No i do tego wszystkiego - banalnie prosta, jak większość zup-krem. Nic tylko gotować :)



Kremowa zupa z kalafiora

1 mały kalafior (500-600 g; umyty i podzielony na różyczki)
1 marchewka
1 pietruszka
1/4 selera (jeśli jest mały to 1/2)
1 por (tylko biała część; jeśli por jest mały, można dać dwa)
3 szklanki bulionu warzywnego (jeśli mamy domowy - wykorzystajmy go, jeśli nie - możemy użyć takiego z eko-kostki bez glutaminianu sodu)
3 łyżki oliwy z oliwek

sól, pieprz, gałka muszkatołowa (taka w kuleczce, do starcia)

opcjonalnie: kilka łyżek kwaśnej śmietany 18% -> zupa na zdjęciu nie ma śmietany

Warzywa (wszystkie poza marchewką) kroimy w mniejsze lub większe plasterki (por można pokroić cieniej, pietruszkę i seler w większe kawałki - i tak potem będziemy je miksować). Marchewkę wrzucamy w całości, bo jej miksować nie będziemy, żeby zupa nie straciła jasnego koloru, a łatwiej ją wyjąć całą, niż łowić kawałki. 

W garnku rozgrzewamy oliwę z oliwek, wrzucamy por. Smażymy chwilę aż zmięknie, dodajemy resztę warzyw. Przesmażamy. Zalewamy gorącym bulionem. Gotujemy do miękkości pod przykryciem i na małym ogniu. Jeśli 3 szklanki bulionu nie przykryją warzyw, możemy dolać więcej.
Pod koniec gotowania solimy i dodajemy odpowiednią, preferowaną przez nas lub rodzinę, ilość pieprzu. Następnie wyławiamy marchewę, studzimy chwilę, przelewamy do blendera (jeśli używamy stacjonarnego) i miksujemy na zupełnie gładko.
Zmiksowaną zupę doprawiamy świeżo startą gałką muszkatołową (i oczywiście solą i pieprzem, jeśli wcześniej wsypaliśmy ich za mało).

Jeśli mamy ochotę na wersję ze śmietaną, to teraz jest dobry czas na dodanie jej. Do kubeczka odlewamy trochę gorącej zupy. Łączymy ją z kilkoma łyżkami (zgodnie z uznaniem - ja lubię dużo:)) śmietany. Mieszamy tak długo, aż osiągnie konsystencję idealnie aksamitną (to się szybko dzieje) i łączymy z resztą zupy.

Podajemy z grzankami, groszkiem ptysiowym, posiekanym drobno szczypiorkiem lub prażoną dynią.


Smacznego!


Przepis dołączam do akcji:

niedziela, 2 grudnia 2012

Risotto z pieczonym kalafiorem i serem pleśniowym

Dawno, STRASZNIE dawno mnie tu nie było. Kajam się i o wybaczenie proszę :) No dobrze, tyle w ramach wyjaśnienia.

A dziś (i przez kilka następnych postów) będzie słów parę o konkretnym jedzeniu. Ponieważ wielkimi krokami zbliża się zima i lekkie, słodkie przekąski, desery, bite śmietany i owoce przechodzą do... hmm, rezerwy (co nie znaczy, że całkiem o nich zapomnimy:)), postanowiłam napisać kilka odcinków o tym, jak i czym się rozgrzać. Zatem, proszę Państwa, obiadowo i kolacyjnie, przedstawiam wytworne danie - idealne z kieliszkiem białego, wytrawnego wina (może być na romantyczną kolację przy świecach, a co! Zaszalejcie!) - risotto z pieczonym kalafiorem, serem Camembert i prażonymi płatkami migdałów! Rozpusta!

Inspirację, którą wykorzystałam dość... ściśle, znalazłam tu.



Risotto z pieczonym kalafiorem i serem pleśniowym

3 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka masła
1/2 kalafiora, same różyczki
3 szklanki wrzącego bulionu warzywnego
3 łyżki listków świeżego tymianku (ewentualnie 1 łyżeczka suszonego)
1/4 szklanki płatków migdałów, zrumienionych na patelni
3/4 szklanki suchego ryżu do risotto (arborio)
1/4 szklanki białego wina (u mnie wytrawne)
80 g sera Camembert

Piekarnik nagrzewamy do 200℃.
Na blaszce rozkładamy folię aluminiową, na niej układamy różyczki kalafiora, oprószone solą i pieprzem, skropione 1 łyżką oliwy z oliwek i posypane kawałeczkami zimnego masła. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy 15 min.

Bulion zagotowujemy z tymiankiem (naprawdę polecam świeży!). Na suchej patelni prażymy płatki migdałów.

Na dużej patelni z grubym dnem (to ważne!) rozgrzewamy 2 łyżki oliwy z oliwek. Na rozgrzaną wrzucamy ryż i smażymy 30 sekund. Następnie wlewamy wino i znów smażymy 30 sekund - w tym czasie ryż wchłonie wino na pewno. Teraz zmniejszamy ogień (na mały) i wlewamy pół szklanki gorącego (niemal wrzącego!) bulionu i gotujemy do momentu, kiedy ryż nie zaabsorbuje go całkowicie (od czasu do czasu mieszamy). Czynność powtarzamy przez ok 18-20 min. aż ryż będzie ugotowany, ale nie rozgotowany! Może się zdarzyć, że nie wykorzystamy całego bulionu, więc niech to nie będzie naszym priorytetem ;)

Kiedy ryż już będzie gotowy, nie wyłączając ognia, dodajemy kalafior i pokrojony w niewielką kosteczkę ser. Mieszamy. Ser ma się pięknie rozpuścić (dużo mu nie trzeba). Podajemy gorące, posypane prażonymi płatkami migdałów.

Smacznego!!

wtorek, 18 września 2012

Pulao czyli pochwała prostoty po indyjsku

Ja wiem, że nie wygląda tak bardzo widowiskowo na zdjęciu, ale w rzeczywistości jest kolorowy, ślicznie wygląda jako dodatek albo nawet i główne danie (ja lubię). Można go posypać pestkami uprażonymi albo pinią, albo nerkowcami dodatkowymi, albo zieleniną (jaką kto lubi).

Przepis jest prościuteńki, zaczerpnięty z kuchni krysznaickiej. Danie doskonałe na posprzątanie lodówki ;) Jedyne, co naprawdę powinno tam być to kurkuma, nerkowce, papryka i ryż. Reszta jest improwizowana. Moja dzisiejsza wersja jest taka troszkę bardziej jesienna i sycąca, bo z pomarańczową soczewicą, ale jeśli wolicie lżej, spokojnie soczewicę można pominąć.

A zatem... zapraszam do krainy prostych przyjemności obiadowych :)



Pulao
(porcja na 4 osoby - tak sądzę)

1 papryka
1/2 szklanki orzechów nerkowca (pokrojonych)
1 szklanka ryżu (najlepiej basmati, ale ze zwykłym białym też wychodzi, tylko nie jest takie sypkie)
1/2 szklanki mrożonego groszku
1/3 szklanki suchej pomarańczowej soczewicy (nie trzeba jej dodawać)
2 łyżki masła
1 łyżeczka kurkumy
2 szklanki wody
1 łyżeczka soli

opcjonalnie dowolne dodatki: kiełki bambusa, kukurydzę w puszce, itp.

Paprykę kroimy w kostkę. Na patelni o grubym dnie (!) roztapiamy masło. Na rozgrzany tłuszcz wrzucamy kurkumę. Smażymy kilka sekund na średnim ogniu, po czym dodajemy orzechy. Smażymy (mieszając) ok. minuty. Dodajemy paprykę. Smażymy jakieś 3 minuty. Na koniec wrzucamy suchy ryż i soczewicę (jeśli zdecydowaliśmy się ją dodać) i również smażymy. Mieszamy przy tym bezustannie, żeby nam się nie przypaliło. Jak ryż zrobi się taki trochę przezroczysty (kilka min.), zalewamy do dwiema szklankami. Uwaga! Patelnia jest gorąca, więc woda może trochę syczeć, chlapać i bulgotać - nie wystraszcie się, szybko jej przechodzi ;)
Jak się woda trochę uspokoi, dorzucamy mrożony groszek i sól.
Doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy gaz (na mały), przykrywamy i gotujemy ok. 10 min. Ważne, żeby ryż wchłonął wodę.
Jeśli mamy jakiś dodatek z puszki, dorzucamy go już do gotowego ryżu.

Smacznego!

niedziela, 26 sierpnia 2012

Leczo z bakłażanem

Korzystając z sezonu, kupiłam 2 bakłażany, 6 papryk, kilka pomidorów i cebul. Spojrzałam i stwierdziłam, że na pierwszy ogień pójdzie... leczo. To jedna z moich ulubionych potraw z gatunku: jednogarnkowo, szybko, zdrowo, lekko i pysznie :)

Przepis nie jest odkrywczy, ale, gdyby ktoś zapomniał, jak zrobić leczo - będzie mógł sobie szybko przypomnieć.


Leczo z bakłażanem

1 bakłażan (średni)
3 papryki
4 średnie pomidory malinowe
1 cebula
3-4 ząbki czosnku
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 łyżeczka suszonej czubricy
sól, pieprz (do smaku)
oliwa z oliwek

Bakłażanowi obciąć należy obie końcówki i pokroić w średniej wielkości kostkę. Wrzucić na jakieś sitko, posolić, przykryć (wystarczy ściereczką) i zostawić w zlewie na jakieś 30 min. Puści sok i tym sposobem pozbędziemy się, dominującej w tym warzywie, goryczki. Można te kosteczki jeszcze odcisnąć dodatkowo.

Paprykę kroimy w kostkę, cebulę siekamy dość drobno (ale nie jakoś szalenie misternie!), czosnek przeciskamy przez praskę, a pomidory parzymy i zdejmujemy skórkę (po czym kroimy również w kostkę).

Na patelni rozgrzewamy 2-3 łyżki oliwy z oliwek. Na gorącą wsypujemy kolendrę. Smażymy chwilę, a następnie wrzucamy cebulę i czosnek. Solimy, żeby nam się zeszkliły, a nie spaliły. Potem dorzucamy resztę warzyw + czubricę. Mieszamy. Troszkę jeszcze solimy (ale niekoniecznie, można to też zrobić na końcu). Przykrywamy. Dusimy do miękkości (trzeba patrzeć, bo czas zależy od garnka) na średnim ogniu.
Na koniec dosmaczamy solą i pieprzem - ile kto lubi.

Podajemy z ryżem, kaszą gryczaną (wersja ze zdjęcia) lub pieczywem. Albo solo :)

Smacznego!

środa, 15 sierpnia 2012

Śniadaniowy placek z cukinią

Taka wariacja na temat cukinii, znaleziona tutaj. Bardzo dobra, sycąca i wegańska. Szybko się robi i stanowi naprawdę ciekawą alternatywę dla kanapek czy jajecznicy. To coś pomiędzy frittatą a pancake'iem. Problematyczne (odrobinę) jest jedynie przewracanie placka na drugą stronę, ale wierzę, że i z tym sobie poradzicie!

Ja jadłam z kwaśną śmietaną (bo mi nie zależało bardzo na utrzymaniu wegańskości dania), ale jeśli ktoś nie uskutecznia takich produktów, można równie dobrze zjeść samo albo z sałatką, albo z sosem jakimś lekkim czy passatą.

Polecam!





Śniadaniowy placek z cukinii

50 g mąki z ciecierzycy (w sumie ta mąką jest istotna, więc dobrze jej niczym nie zastępować)
20 g mąki kukurydzianej lub pszennej
1 szklanka startej cukinii
125 ml mleka roślinnego (sojowego) lub zwykłego (jeśli możecie)
3/4 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu (jak ktoś nie lubi ostrego smaku, dajcie mniej, ale świeżo zmielonego)
2 łyżki oliwy z oliwek

Patelnia o średnicy 15-17 cm.

Mąki mieszamy z solą i pieprzem. Dodajemy mleko i 1 łyżkę oliwy z oliwek, mieszamy trzepaczką. Na koniec wrzucamy cukinię. Mieszamy łyżką.

Na patelni rozgrzewamy łyżkę (albo troszkę mniej) oliwy. Na gorącą wlewamy ciasto. Smażymy kilka minut, co jakiś czas odsuwając delikatnie brzegi placka od patelni. Jak nam się spód zrumieni (można podejrzeć sprytnie), a góra trochę zetnie (wiadomo, że inaczej, niż przy wykorzystaniu jajek), łagodnie zsuwamy placek na talerz lub naprawdę dużą, okrągłą szpatułkę do naleśników i przewracamy. Można też zrobić tak, jak w przypadku frittaty (patelnię przykrywamy talerzem, odwracamy, a potem delikatnie zsuwamy placek z powrotem na patelnię nieprzysmażoną stroną), ale nie wiem, czy to się uda, bo ten wierzch nie jest aż tak ścięty. Poza tym - jak Wam się rozwali, to też się nie przejmujcie - będzie smakował tak samo dobrze :)

Tam czy inaczej, jak już uda Wam się go przewrócić, smażymy jeszcze kilka minut tę drugą stronę i...pałaszujemy :)

Podane proporcje to jeden placek, ale moim zdaniem spokojnie starczy na 2 osoby (takie, które nie lubią się przejadać :) ).


Smacznego!

piątek, 13 lipca 2012

Pieczone bataty z rozmarynem

Batat?
Patat? 
Słodki ziemniak? 
Nieważne pod jaką nazwą je znacie - jeśli nie próbowaliście - spróbujcie! Koniecznie.
Przepyszna, delikatna i... naprawdę piękna przekąska :) Intensywnie pomarańczowy kolor i kremowa wręcz konsystencja sprawiają, że człowiek od razu ma lepszy humor! A kiedy dodacie jeszcze rozmaryn... Ech, powalająca prostota :)

Polecam!



Pieczone bataty z rozmarynem

1 ziemniak (duży, one mają chyba z 0,5 kg)
1 gałązka rozmarynu
2 łyżki oliwy z oliwek
gruboziarnista sól, świeżo mielony pieprz

Piekarnik nagrzewamy do 200℃. Blachę wykładamy folią aluminiową. 

Ziemniaki kroimy na łódeczki. Polewamy oliwą z oliwek (troszkę w niej "obtaczamy"). Posypujemy solą i pieprzem i wstawiamy do piekarnika na 30-40 min. U mnie piekły się 35 min. Na ostatnie 5 min wkładamy rozmaryn - właściwie posypujemy ziemniaki tymże. Dość nonszalancko ;) Gałązkę też można wrzucić - podzieli się aromatem, gwarantuję.

Studzimy chwilę i pałaszujemy.

Smacznego!

wtorek, 10 lipca 2012

Hiszpańska tortilla z kurkami

Nie jest to może najlżejsze danie świata, ale za to przepyszne! Szczególnie...odgrzewane :) (przynajmniej moje kubki smakowe przyklaskują takiej opcji).
Zmieniłam nieco składniki ze względu na:
a) nieposiadanie niektórych,
b) niekoniecznie wielką miłość do fety.

Dodałam też kurki, które lubię bardzo - szczególnie w zestawieniu z jajkami.

I tak powstała moja tortilla z kurkami - lisiecka wersja tortilli z Kwestii Smaku. Wydaje się skomplikowana, ale nie jest.

Spróbujcie, jeśli macie ochotę - polecam. Pycha!




Tortilla z kurkami


3 nieduże ziemniaki (wcześniej obrane i ugotowane)
2 łyżki + 1 łyżeczka masła/oliwy z oliwek (ja wolę masło)
1/4 małej cebuli, pokrojonej w kosteczkę
3 jaja kurze lub 12 przepiórczych
sól i pieprz
1 pełna łyżka mascarpone
2 łyżki kwaśnej śmietany 18%
80 g żółtego sera (pokrojonego w kosteczkę)
60-70 g kurek (delikatnie umytych, osuszonych i pokrojonych na niewielkie kawałki, ale jednak kawałki, a nie strzępy)
2 łyżki śmietany kremówki (30%)
100 g szpinaku (opłukanego, osuszonego i posiekanego)
2 łyżki posiekanego szczypiorku (autorka pisze, że szczypiorek jest opcjonalny - dla mnie jest konieczny!)

Będziemy potrzebować również patelni o średnicy 15-18 cm (ja robiłam na mniejszej, ale z 3/4 składników) oraz pasująca przykrywka i talerz trochę większy, niż patelnia.


Na małej patelni rozgrzewamy masło. Wrzucamy kurki, solimy i smażymy chwilę aż puszczą "sok". Dodajemy słodką śmietanę, kremówkę. Smażymy jeszcze chwilę aż sos nieco zgęstnieje. Odstawiamy.

Ugotowane ziemniaki kroimy w kosteczkę. Na patelni (tej docelowej) roztapiamy masło (łyżkę) i wrzucamy ziemniaki. Smażymy na złoto - pod koniec smażenia dorzucamy drobno pokrojoną cebulę. Ziemniaki z cebulą przekładamy na talerzyk, a na patelnię wrzucamy łyżeczkę masła/oliwy i szpinak. Smażymy chwilę - tylko do momentu aż zmięknie. 

Do miski wbijamy jajka, roztrzepijemy widelcem lub trzepaczką. Dodajemy sól i pieprz oraz mascarpone, żółty ser i kwaśną śmietanę. Mieszamy na gładką masę. Dodajemy ziemniaki z cebulą i delikatnie mieszamy. Na koniec wrzucamy szpinak i kurki. Bardzo delikatnie mieszamy.

Patelnię, na której smażyliśmy ziemniaki i szpinak rozgrzewamy raz jeszcze z łyżką masła. Gdy tłuszcz będzie gorący, wlewamy masę, zmniejszamy gaz na średni, kilkakrotnie (drewnianą łyżką) odsuwamy masę od ścianek patelni, przykrywamy i smażymy ok. 8 min. Ja smażyłam dłużej - ok. 12 min. Tortilla ma być ścięta (jak jajko na miękko). Przykrywamy patelnię talerzem i szybkim ruchem przewracamy patelnię do góry nogami. Teraz tortillę z talerza delikatnie zsuwamy z powrotem na patelnię (zrumienioną stroną do góry).

Smażymy jeszcze 2 minuty pod przykryciem (na malutkim ogniu), po czym wyłączamy kuchenkę i jeszcze na kilka minut tortillę zostawiamy. 

Na koniec posypujemy szczypiorkiem.

Najlepsza jest drugiego dnia (wbrew pozorom).


Smacznego! 


środa, 30 maja 2012

Zapiekanka kalafiorowo-ziemniaczana z kozim serem

Lubicie dania "z resztek"? Ja bardzo! Zatem proponuję dziś taką właśnie zapiekankę z okazji sprzątania lodówki:) Wiem, wiem, nie wygląda zbyt reprezentacyjnie, ale jest pyszna. Możecie mi wierzyć.

A gdybyście mieli własne pomysły na to-co-zostaje-i-z-czym-nie-wiadomo-co-zrobić -> dzielcie się, chętnie wypróbuję :)




Zapiekanka kalafiorowo-ziemniaczana z kozim serem

1 raczej mały kalafior
3 ziemniaki
1 cukinia
250 g kwaśnej śmietany (18%)
60 g* koziego sera twarogowego (ja użyłam sera Soignon - rolada z pieprzem)
2 jaja kurze lub 8 przepiórczych
po pół łyżeczki kurkumy, kolendry mielonej i kminu rzymskiego (jak ktoś nie lubi, można pominąć albo zastąpić czymś dowolnym)
sól, pieprz (do smaku)


Kalafior dzielimy na różyczki i gotujemy na parze. Na ostatnie 3-4 min, do kalafiora dorzucamy pokrojoną w kosteczkę cukinię.

Ziemniaki obieramy, kroimy w talarki (dość grube) i gotujemy.

Piekarnik nagrzewamy do 220℃.

Jajka roztrzepujemy (czymkolwiek - widelcem, trzepaczką, rózgą), łączymy ze śmietaną, solą, pieprzem, przyprawami i pokruszonym/pokrojonym drobno kozim serem. 

Do żaroodpornego naczynia wkładamy warzywa, zalewamy śmietanowo-serowym sosem. Mieszamy delikatnie, żeby wszystko się ładnie tym sosem pokryło i wstawiamy na 20 min. do piekarnika.

Doskonałe na następny dzień (również).


Smacznego!


*jeśli lubicie, można dać więcej

wtorek, 29 maja 2012

Zupa kalafiorowa z serem pleśniowym

Prosta zupa, a jednocześnie taka jakaś wytworna, francuska. I odpowiednio francusko-serowo-ciężka, więc ostrzegam. Niemniej jednak - warto zaryzykować od czasu do czasu, prawda?
Smacznego :)

Przepis znalazłam tutaj, ale coś po swojemu pokombinowałam.




Zupa kalafiorowa z serem pleśniowym


1 mały kalafior
1 cebula
1/2 trójkątnego Niebieskiego Lazura (lub więcej, jeśli ktoś bardzo lubi)
1 litr wywaru z warzyw (może być z ekologicznej kostki bez glutaminianu sodu lub ze świeżych/suszonych warzyw)
sól, pieprz, kurkuma, gałka muszkatołowa
oliwa z oliwek
pestki dyni
opcjonalnie: kwaśna śmietana (mały kubeczek - ja zrobiłam bez)

Kalafior dzielimy na różyczki, cebulę siekamy. W garnku rozgrzewamy oliwę z oliwek, na gorącą wrzucamy kurkumę, smażymy kilka sekund, dorzucamy cebulę. Smażymy na średnim ogniu do miękkości. Dodajemy kalafiorowe różyczki. Przesmażamy szybko. Zalewamy bulionem. Gotujemy do miękkości.
Miksujemy na krem (w blenderze np). Wrzucamy pokruszony na kawałki ser. Mieszamy, żeby się rozpuścił. Ścieramy trochę gałki muszkatołowej (jak ktoś nie lubi, można pominąć).

Podajemy z okruszkami sera lub prażonymi na suchej patelni pestkami dyni.

Smacznego!

niedziela, 13 maja 2012

Faszerowana cukinia

I jeszcze propozycja obiadowa. Prościutka koncepcja faszerowanej cukinii. Farsz raczej podstawowo-klasyczny, ale i bezpretensjonalnie pyszny :) Pasuje też doskonale do makaronu.




Faszerowana cukinia


2 niewielkie cukinie
1 pomidor
1/2 dużej cebuli lub 1 średnia
2 ząbki czosnku
feta w kosteczkach (ok. 10 sztuk)
ser żółty (czubata łyżka startego na tarce o grubych oczkach)
oliwa z oliwek
sól, pieprz (do smaku)
po jednej łyżeczce: kurkumy, kolendry (mielonej) i kminu rzymskiego


Piekarnik nagrzewamy do 180℃.

Cukinie myjemy, odkrawamy końce, przekrawamy na pół (wzdłuż). Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Pieczemy cukinie 6 minut. Wyciągamy, wydłubujemy (np. łyżeczką) środek, pozostawiamy cukiniową łódeczkę. To, co wyciągnęliśmy - kroimy drobno i dorzucamy do farszu.

Farsz:
Cebulę kroimy w drobną kosteczkę, czosnek przeciskamy przez praskę. Na patelni rozgrzewamy 4 łyżki oliwy z oliwek. Kiedy już się rozgrzeje, wrzucamy przyprawy i smażymy kilkanaście sekund. Dodajemy cebulę i czosnek. Solimy. Szklimy. Po 3 min, dorzucamy pokrojone w drobną kostkę pomidory. Smażymy chwilę na niewielkim gazie. Jak pomidory będą półmiękkie, dorzucamy fetę. Przesmażamy, żeby się trochę rozpuściła. Na samym końcu dodajemy żółty ser, pieprz i sól do smaku. Mieszamy, odstawiamy na moment, żeby żółty ser się roztopił.

Farszem wypełniamy cukinie i wstawiamy do piekarnika na 20 min.


Smacznego!

czwartek, 3 maja 2012

Tarta ze szpinakiem, porem i pieczarkami

Miałam dziką ochotę na rabarbar. Tak po prostu. Na rabarbarowe crumble albo ciasto z kruszonką, rabarbarem i gruszką. Wyruszyłam zatem na poszukiwania. Okazało się jednak, że poważnie się spóźniłam... Tak to jest, jak się zaczyna polowanie na warzywa i owoce o godzinie 16. Jedynym, co znalazłam był...szpinak. No dobrze, dość odległe od rabarbaru, ale kupiłam.
Zatem... z okazji majowego lenistwa i faktu posiadania szpinaku -> tarta nie-do-końca-dla-leniuchów, ale warto spróbować. Naprawdę dobra jest (choć moja ulubiona to nadal ta "ruska")! Nie mam zielonego pojęcia, jak smakuje ze spodem z normalnej mąki, ale myślę, że też nieźle. Tak czy inaczej, polecam spróbowanie takiej innej, bezglutenowej wersji. Z okazji święta na przykład :)




Tarta ze szpinakiem, porem i pieczarkami
(na formę o średnicy 24 cm)


Kruche ciasto:
100 g mąki ryżowej
60 g mąki gryczanej
50 g mąki z prosa
100 g zimnego masła
szczypta soli
1 jajko kurze lub 4 przepiórcze
3 łyżki wody

Sos śmietanowy:
8 łyżek kwaśnej śmietany (18%)
3 jaja kurze lub 12 przepiórczych
garść* startego żółtego sera
garść startego sera koziego
1/3 startej gałki muszkatołowej (takiej w kulce)
pieprz i sól do smaku

Farsz:
1 por
200 g pieczarek
400 g świeżego szpinaku
masło
oliwa z oliwek
kurkuma, sól, pieprz
1-2 ząbki czosnku


Ciasto przygotowujemy min. godzinę wcześniej.

Mąki mieszamy, wysypujemy na blat lub na stolnicę. Dodajemy zimne masło. Siekamy mąkę z masłem. Na środku robimy dołek, wbijamy do niego jajka i wlewamy wodę. Zagniatamy szybko gładkie ciasto. Zawijamy w folię spożywczą lub aluminiową i chowamy do lodówki.

W międzyczasie przygotowujemy farsz.
Pora kroimy na cienkie plasterki-krążki. Pieczarki myjemy i kroimy w kosteczkę. Szpinak rwiemy na drobne kawałki lub kroimy ceramicznym nożem.

Na patelni rozgrzewamy masło z oliwą z oliwek. Wrzucamy pora, solimy, posypujemy pieprzem i przesmażamy chwilę na niewielkim ogniu aż zmięknie. Następnie dorzucamy do niego szpinak i zmiażdżony czosnek.

Na drugiej patelni roztapiamy masło, wrzucamy na nie 1/2 łyżeczki kurkumy, smażymy przez kilka(naście) sekund i dodajemy pieczarki. Posypujemy solą i pieprzem. Smażymy również na niewielkim ogniu do miękkości.

W misce roztrzepujemy jajka, dodajemy śmietanę, sery, sól, pieprz i gałkę muszkatołową. Mieszamy na jednolitą masę.

Piekarnik nagrzewamy do 190℃.

Ciasto wyciągamy z lodówki i wałkujemy między dwoma arkuszami papieru do pieczenia (wygodniej i nie przykleja się do wałka). Przenosimy do formy. Wyklejamy formę i nakłuwamy ciasto w kilku miejscach widelcem. Pieczemy 15 min.

Po tym czasie wyciągamy, wypełniamy masą: najpierw pieczarki, potem pory ze szpinakiem i na koniec zalewamy wszystko sosem śmietanowo-serowym.

Wstawiamy do piekarnika na 20-25 min. Wierzch ma być ścięty i taki pomiedzy ecru a jasnym złotem :)


Dobra i na ciepło i na zimno :)

Smacznego!


*ile kto lubi :)