Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bakalie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bakalie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 stycznia 2014

Ciasteczka owsiane z bakaliami

To takie ciacha "Kochanie, mamy coś słodkiego do kawy?" / "zaraz coś wymyślę, daj mi 20 min" :) Szybciutkie, proste i bardzo smakowite!

Inspirację znalazłam tu, ale pozmianiałam to i owo pod kątem zawartości kuchennych szafek. Tym razem ciacha nie są bezglutenowe, ale spokojnie można je takimi zrobić, zamieniając mąkę owsianą - mąką kukurydzianą.

Bakalie też dałam inne, bo… bo akurat nie miałam tego, co proponuje autorka i też wyszły pyszne! Zachęcam do eksperymentów :)



Ciasteczka owsiane z bakaliami
(na jakieś 30 sztuk)

120 g masła, w temperaturze pokojowej
80 g mąki owsianej
80 g mąki ryżowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia (użyłam bezglutenowego)
100 g drobnego cukru do wypieków
4 łyżki miodu lub syropu klonowego (użyłam syropu)
4 łyżki orzechów nerkowca, posiekanych
4 łyżki migdałów bez skórki, posiekanych (użyłam migdałów w płatkach)
4 łyżki suszonej żurawiny

Masło, mąki, proszek, cukier i miód/syrop zmiksować (krótko) w malakserze na gładkie ciasto. Oczywiście można to zrobić również tradycyjną metodą robienia kruchego ciasta (czyli przesiekać masło - zimne! z mąkami, cukrem i proszkiem, następnie dodać miód/syrop i zagnieść ciasto). Na koniec dodać bakalie. Zagnieść ciasto. Włożyć do lodówki na czas nagrzewania się piekarnika.

Piekarnik ustawiamy na 190℃. Formę wykładamy papierem do pieczenia. Z ciasta formujemy małe kulki, umieszczamy w odpowiedniej odległości od siebie (ciastka rosną!) i rozpłaszczamy dłonią. Pieczemy 10-12 min. Aż będą złote. Przed przełożeniem na talerz, studzimy - to konieczne, gorące ciasta się po prostu…rozpadną.

I gotowe!

Są pyszne :)

Smacznego!

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Muffiny bananowe z jagodami goji, orzechami i czekoladą

Jeśli jeszcze ktoś tu zagląda czasem - muffinki nowe. Dostaliśmy pod choinkę jagody goji - małe to to, czerwone i smakuje…dymem, ale podobno zdrowe niezmiernie :) Zatem - sposób na ich "oswojenie". Muffinki - nic wyszukanego, ale smakowite są. Orzechy wspaniale chrupią, banany zapewniają wilgotność, a jagody… hmm, stanowią ciekawy akcent smakowo-kolorystyczny :) 
Spróbujcie, co Wam szkodzi!


Chciałam, żeby ostatni przepis w tym roku był jakiś przebojowy, ale wyszedł taki zwyczajny…

Niemniej jednak, ogromną dawkę dobrych życzeń na cały przyszły rok Wam ślę! 
Niech cały świat Wam pachnie i smakuje wyśmienicie :) 




Muffiny bananowe z jagodami goji, orzechami i czekoladą
(przepis oryginalny pochodzi stąd)


1,5 szklanki mąki kukurydzianej
0,5 szklanki mąki ryżowej
1 tabliczka gorzkiej czekolady, pokrojona/połamana drobno (dałam mniej, bo nie miałam tyle i też się udało)
ok. pół szklanki suszonych jagód goji
1/3 szklanki brązowego cukru
1 cukier z prawdziwą wanilią albo wanilinowy od biedy
1/2 szklanki oleju (dałam kokosowy, bo akurat tylko taki miałam)
pół szklanki posiekanych orzechów włoskich (w oryginale były orzechy macadamia, ale wolę włoskie)
1 szklanka mleka (u mnie ryżowe)
1 jajko kurze lub 4 przepiórcze
2 dojrzałe banany, rozgniecione widelcem
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli 

Piekarnik nagrzewamy do 180℃. Formę do muffinów wykładamy papilotkami.

Filozofia z ciastem, jak przy muffinach, czyli brak filozofii ;) Suche (mąki, sodę, proszek, cukier, cukier z wanilią/wanilinowy, orzechy posiekane, czekoladę, jagody i szczyptę soli) składniki mieszamy w jednej misce, mokre (mleko, jajko, banany i olej) w drugiej. Mokre wlewamy do suchych i mieszamy łyżką do uzyskania stanu "w miarę równomiernie wymieszane". Przekładamy do formy wyłożonej papilotkami i pieczemy 25 min.

Ot i wszystko :)

Smacznego i duuuużo zdrowia!



czwartek, 27 czerwca 2013

Pasta daktylowa

Kochani moi Czytelnicy i Odwiedzacze przypadkowi!

Dawno mnie tu nie było, oj dawno. Pamiętam, jak Dorota z bloga Moje Wypieki pisała, że im dłużej się nie pisze, tym trudniej wrócić. To prawda. Bo zawsze jest coś ważniejszego, bardziej "na już", depczącego nam po piętach, tuż tuż... I nie chodzi o to, że pisanie bloga jest wyzwaniem ponad siły czy obowiązkiem. Nie, jest przyjemnością. Jednak ciężko oddać się przyjemności, kiedy właśnie obowiązki patrzą na nas wyczekująco z każdego kąta... No nic. Najważniejsze, że znalazłam chwilę na przyjemność gotowania i spotkania z Wami :) (choć nie wiem, czy kogoś tu jeszcze spotkam...?)

Dziś bardzo prosta recepta na słodkości, które nie powinny wzbudzać wielkich wyrzutów sumienia :) Doskonały zamiennik cukru/miodu/słodzików. Pasta daktylowa. Próbowaliście? Doskonale smakuje z... espresso! Jak tylko kupię taabeh - formę do ciasteczek mamoul (maamoul, maamul) - pokażę Wam jeszcze jedno zastosowanie pasty daktylowej :) Generalnie można ją stosować do naleśników, kanapek, słodzenia herbaty czy po prostu - kiedy mamy ochotę na łyżeczkę czegoś słodkiego.

Pastę można przechowywać w lodówce nawet przez 2 tygodnie (w słoiczku).





Pasta daktylowa

daktyle
woda

Daktyle wkładamy do słoiczka (jak ogórki do kiszenia) - dość ciasno. Im ciaśniej, tym mniej zmieści się wody i tym gęstsza będzie nasza pasta. Zalewamy wrzątkiem, zakręcamy. Odstawiamy na całą noc. Rano miksujemy blenderem na gładką pastę.

I tyle :) A przyjemność - bezcenna.


Smacznego!

czwartek, 21 marca 2013

Pralinki z nerkowcami, daktylami i suszoną morelą

Festiwal pralinowy trwa!
Te dzisiejsze wpisuję na listę ulubionych zaraz obok tych z suszoną śliwką :)
Nie są bardzo słodkie, a orzechy nerkowca nadają im swoistej aksamitności. Można je obtaczać lub zostawić w wersji plain - ja wolę takie "gołe" :)



Pralinki z nerkowcami, daktylami i suszoną morelą

pół szklanki orzechów nerkowca
pół szklanki orzechów laskowych
pół szklanki łuskanego słonecznika
pół szklanki daktyli
pół szklanki suszonej moreli
3 łyżki wody z kwiatu pomarańczy/wody mineralnej

do obtoczenia: mielone orzechy laskowe (np.)


Wszystko oprócz wody wrzucamy do malaksera/miksera/blendera/food processora. Mielimy na drobiazg. Dodajemy wody i mielimy jeszcze chwilę. Zlepiamy zgrabne kuleczki i, jeśli obtaczamy je, od razu wrzucamy je do mielonych orzechów laskowych. Chowamy do słoiczka albo rozdajemy głodnej społeczności domowej :)


Smacznego :)

środa, 20 marca 2013

Pralinki kokosowo-figowe

Kolejna dawka zdrowych słodyczy - te sugeruję wszystkim, którzy potrzebują naprawdę słodkich słodyczy na przednówku :) Mocno kokosowe, ale i figa daje o sobie znać. Dobrze sprawdza się też woda różana zamiast zwykłej, ale jeśli nie macie, to się nie przejmujcie i dajcie zwykłą.
Do obtoczenia można użyć np. mielonych wiórków kokosowych, mielonych migdałów, mielonych orzechów różnych albo... niech Was wyobraźnia poniesie :)

Dobrego dnia!!



Pralinki kokosowo-figowe

1 szklanka migdałów (w płatkach lub całych)
1 szklanka wiórków kokosowych
1/2-3/4 szklanki suszonych fig
3-4 łyżki wody różanej/wody mineralnej, niegazowanej

Migdały i wiórki mielimy w malakserze/blenderze na mąkę. Dodajemy figi i wodę. Rozdrabniamy/mielimy. Z powstałej masy lepimy niewielkie kuleczki. "Panierujemy" albo nie. Wcinamy od razu lub wkładamy do słoiczka i odstawiamy w chłodniejsze miejsce.


Smacznego :)

czwartek, 14 marca 2013

Pralinki z orzechami, daktylami, morelą i skórką pomarańczową

Tak! Kolejna wersja pralinek :) Te powstały, ponieważ nie wszyscy w domu lubią suszone śliwki. Wersja pomarańczowo-orzechowa. Bardzo dobre! Zresztą... mogę być trochę nieobiektywna, bo ja po prostu ubóstwiam bakalie (w dowolnych zestawieniach). Spróbujcie i sami oceńcie :) Polecam!



Pralinki z orzechami, daktylami, morelą i skórką pomarańczową
(powinny się nazywać pralinki "pół szklanki" ;) )

pół szklanki migdałów
pół szklanki orzechów laskowych
pół szklanki łuskanego słonecznika
pół szklanki suszonych moreli
pół szklanki suszonych daktyli
1 łyżeczka skórki z pomarańczy (startej lub kandyzowanej - obojętnie)
2 łyżki wody z kwiatu pomarańczy (może być też zwykła)


Migdały, orzechy laskowe i słonecznik zmielić na mąkę (w blenderze lub malakserze). Dodać resztę składników - rozdrobnić. Z masy lepić kuleczki zgrabne i "panierować" w zmielonych migdałach lub innych orzechach :)

Przechowywać w szczelnym słoiku w raczej chłodnym miejscu (jeśli zdołacie ochronić je przed natychmiastowym pożarciem ;) ).


Smacznego!!

środa, 13 marca 2013

Pralinki z migdałami, słonecznikiem, daktylami i suszoną śliwką

Najlepsze, jakie zrobiłam do tej pory!! Choć oczywiście o gustach się nie dyskutuje. Mojemu Mężczyźnie kochanemu smakują średnio, bo mają suszoną śliwkę. A ja właśnie dlatego je uwielbiam :)
W skrócie: jeśli ktoś przepada za suszonymi śliwkami - polecam gorąco!

Tym razem przepis jest owocem moich własnych eksperymentów. Autorski, he he.
A eksperymentuję z upodobaniem :)
(spodziewajcie się kolejnych pralinkowych odkryć)

A! Tych pralinek nie "panierowałam", ale jak chcecie - obtoczcie je w migdałach zmielonych na mąkę.



Pralinki z migdałami, słonecznikiem, daktylami i suszoną śliwką

1 szklanka migdałów (w płatkach lub całych)
pół szklanki łuskanego słonecznika
pół szklanki suszonych daktyli
pół szklanki suszonych śliwek
3 łyżki wody różanej (jeśli macie; jeśli nie - spokojnie można dać zwykłą wodę)

Migdały i słonecznik mielimy w blenderze lub malakserze na mąkę. Dodajemy daktyle, śliwkę i wodę różaną/wodę zwykłą :) Miksujemy/rozdrabniamy. Masa będzie dość klejąca - taka ma być. Lepimy zgrabne kuleczki. Odkładamy na chwilę na jakiś talerzyk - szybko przestaną być klejące. Jeśli chcemy je w czymś (np. w mielonych migdałach) obtoczyć, robimy to od razu po zrobieniu kulki, bo potem nam się "panierka" nie przyklei.
Następnie chowamy do słoika albo do...brzuszka :)

Smacznego!!

wtorek, 12 marca 2013

Pralinki z orzechami laskowymi, daktylami i karobem

No, kochani, jeśli jeszcze nie przekonaliście się do tych zdrowych słodyczy, te Was urzekną! Są po prostu wspaniałe! I ślicznie wyglądają (szczególnie w zestawieniu czarno-białym z poprzednią propozycją :) ). Oczywiście można do ich wykonania użyć naturalnego kakao. Ja użyłam karobu, bo... lubię - to po pierwsze, a po drugie, on jest mniej uczulający, a wygląda tak samo :)

Przepis oryginalny pochodzi z Jadłomonii (again), ale nie miałam suszonych śliwek, więc użyłam moreli. Jestem pewna, że ze śliwkami też jest wyśmienite - na pewno spróbuję :)
Na razie jestem zakochana w tych pralinach, więc i eksperymenty pewnie wkrótce nastąpią kolejne :)



Pralinki z orzechami laskowymi, daktylami i karobem

1/2 szklanki orzechów laskowych
1/2 szklanki migdałów (użyłam płatków)
1/2 szklanki daktyli
1/2 szklanki suszonych moreli (w oryginalnym przepisie są śliwki, więc jeśli macie je pod ręką - nie krępujcie się :) )
łyżeczka karobu (lub naturalnego kakao) + łyżka karobu/kakao do posypania
łyżka wody

Orzechy i migdały mielimy na mąkę (niemal). Dodajemy resztę składników. Miksujemy (w blenderze lub malakserze). Konsystencja masy ma być... klejąca :) Lepimy kuleczki zgrabne, posypujemy karobem/kakao i pałaszujemy (lub, jeśli zdołamy, wkładamy do słoiczka i dawkujemy sobie przyjemność:) ).


Smacznego!!

poniedziałek, 11 marca 2013

Pralinki z migdałami, kokosem i suszonymi morelami

CUDOWNA alternatywa dla sklepowych słodyczy. Ba! Nawet dla domowych ciast i ciasteczek :) Mięciutkie, śliczne i przepyszne! I na dodatek - właściwie wszystko robi za nas blender/malakser. Polecam, polecam, polecam!!
Można przechowywać je w słoiku nawet przez 2 tygodnie (u nas nie wytrzymują kilku dni, bo lądują w brzuszkach głodomorów:) ).

A pomysł zabrałam sobie od Marty z Jadłonomii. Po raz kolejny dziękuję za inspirację :)



Pralinki z migdałami, kokosem i suszonymi morelami

1 szklanka wiórków kokosowych
3/4 szklanki płatków migdałów
1/2 szklanki suszonych moreli
szczypta kardamonu (proponuję go zmielić przed dodaniem, żeby nie wrzucać ziarenek)
2 łyżki wody
1 łyżeczka startej skórki pomarańczowej (nie miałam - dodałam łyżkę wody z kwiatu pomarańczy)

Migdały i kokos wrzucamy do blendera/malaksera i rozdrabniamy prawie na mąkę. Następnie dodajemy resztę składników i miksujemy do uzyskania gładkiej, dość klejącej się masy. Z masy formujemy małe kuleczki. Obtaczamy je w czym chcemy (ja użyłam rozdrobnionych migdałów i kokosa) lub nie :)

Proste, prawda?


Smacznego!!


wtorek, 26 lutego 2013

Wegańskie ciasto bananowe

Fajne, zbite, mokre ciasto bananowe. Nie rośnie jakoś spektakularnie, ale też nie sprawia wrażenia zakalca. Po prostu jest wilgotne. Super smaczne z gorzką herbatą albo czarną kawą! I nieźle się trzyma przez 3 dni (na pewno - więcej nie daliśmy rady wytrzymać bez jedzenia go :) ). A! I świetnie mu (ciastu temu) robi sok z pomarańczy - jest lekko cytrusowe i przez to... intrygujące :)

Przepis przerobiony na bezglutenowy. No, coś tam jeszcze przerobiłam... :)
Oryginalny przepis z ciekawego, wegańskiego bloga lunchboxbunch. Polecam :)



Wegańskie ciasto bananowe

suche:
1 1/2 szklanki mąki kukurydzianej
1 szklanka brązowego cukru (ja dałam trochę mniej - 3/4)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 szklanki płatków owsianych (można pominąć - ja dałam bezglutenowe płatki owsiane, błyskawiczne)
1 łyżeczka soli

mokre:
2 małe banany, rozgniecione
1/4 szklanki oleju kokosowego, roztopionego
1/4 szklanki soki z pomarańczy lub mandarynki (świeżo wyciśniętego)
1/4 łyżeczki skórki startej z pomarańczy (pominęłam ten element)
1 łyżeczki ekstraktu z wanilii (dałam aromat waniliowy)
3/4 szklanki wrzątku + łyżka dobrej czarnej herbaty (użyłam mojej ulubionej Lady Grey)

Dodatkowo (opcjonalnie):
1/3 szklanki płatków migdałów (użyłam migdałów z odrobiną jabłek)
1/4 szklanki siekanych orzechów laskowych lub włoskich
1/2 szklanki pokrojonych na drobne kawałki suszonych jabłek


Piekarnik nagrzewamy do 180℃. 

Suche składniki mieszamy. 
We wrzątku zaparzamy herbatę. Mieszamy razem wszystkie mokre składniki, a potem wszystko razem - można krótko zmiksować - do połączenia się składników.

Ciasto przelewamy do keksówki (jeśli mamy małe keksówki - można podzielić na 2) lub dowolnej formy. Nie rośnie bardzo, więc spokojnie może być do wysokości 3/4 formy.

Pieczemy ok. 35 min. Do suchego patyczka.

Studzimy chwilę w formie, a potem na kratce.

Smacznego!

poniedziałek, 15 października 2012

Florentynki



Jeśli miałabym prowadzić ranking przepisów na blogu, ten byłby na podium!!
Cudowne, delikatne, kruche ciasto i płatki migdałów z odrobiną skórki pomarańczowej zatopione w gęstym, lśniącym, miodowo-karmelowym złocie. A do tego jeszcze mus/dżem morelowy - równie złocisty i przywodzący na myśl letnie popołudnie. Te ciasteczka są po prostu WSPANIAŁE!!
I do tego wcale nie takie skomplikowane. Spróbujcie - zakochacie się!
Mieszkańcy Przystani florentynki pokochali :)

Szukałam informacji o ich pochodzeniu, ale niewiele znalazłam. Zdaje się jednak, że wbrew nazwie wcale nie są florenckim przysmakiem. Gdyby ktoś z Was wiedział więcej - podzielcie się.Bardzo chętnie dowiem się więcej.

Przepis znalazłam na Whiteplate. Zmodyfikowałam na bezglutenowy i uważam tę modyfikację za ulepszenie :) Naprawdę. Polecam poeksperymentować trochę z inną mąką.
 


Florentynki
(na blachę 40x35 cm)

Ciasto:
120 g mąki kukurydzianej
120 g mąki ryżowej*
160 g masła (zimnego)
75 g cukru pudru
2 żółtka kurze lub 6 jaj przepiórczych (całych)
1 łyżka śmietanki 30%
2 łyżki dżemu morelowego, podgrzanego i przetartego przez sitko lub musu morelowego (takiego, jak tu)
+ 2 dodatkowe łyżki do posmarowania ciasta (po upieczeniu)
*można zastąpić 240 g mąki pszennej (krupczatki najlepiej)

Mąki mieszkamy z cukrem, siekamy z masłem, dodajemy żółtka/jajka i śmietanę oraz dżem/mus i szybko zagniatamy ciasto. Lepimy kulę, zawijamy w folię aluminiową lub spożywczą i chowamy do lodówki na min. 30 min.
Po tym czasie piekarnik nagrzewamy do 170℃. Formę wykładamy papierem do pieczenia i wyklejamy ciastem (można je rozwałkować i przenieść na wałku lub rozwałkować między dwoma arkuszami papieru do pieczenia, zdjąć górny, a na dolnym przenieść do formy i już tam zostawić - ja tak robię :) ). Ciasto nakłuwamy widelcem w kilku miejscach (albo nawet kilkunastu) i pieczemy ok. 12 min. z termoobiegiem. Na złoto.
Wyciągamy, smarujemy dżemem morelowym. Odstawiamy. W międzyczasie lub po upieczeniu ciasta, przygotowujemy masę. Piekarnika nie wyłączamy!

Masa:
70 g masła
60 g cukru (ja dałam brązowy)
140 migdałów w płatkach
3 spore łyżki miodu
50 ml śmietanki 30%
łyżka posiekanej bardzo drobno kandyzowanej skórki pomarańczowej

W garnku o grubym dnie (to ważne!) roztapiamy masło. Następnie dodajemy resztę składników. Smażymy do ich całkowitego połączenia. Zmniejszamy gaz i smażymy jeszcze 5 min., od czasu do czasu mieszając. Gorącą masę rozsmarowujemy na cieście. Całość wstawiamy do piekarnika i pieczemy jeszcze 10 min. z termoobiegiem. Jeśli będzie się za bardzo przypiekać, wyłączcie termoobieg.

Wyciągamy, studzimy, kroimy na kwadraty lub w inne bardziej fantazyjne kształty, kiedy jest jeszcze ciepłe, bo potem się poskleja.

Uwaga: bardzo szybko znikają i są uzależniąjąco pyszne :)

Smacznego!!






Florentynki biorą udział w akcji:

poniedziałek, 24 września 2012

Jesienne ciasto z jabłkami i migdałami


Jesień nadeszła. Piękna, słoneczna, kolorowa jesień. Czasem kapryśna i deszczowa, ale i pełna nasyconych barw, dojrzałych aromatów... Lubię jesień. Uwielbiam szeleszczące liście, suszące się w kuchni orzechy, wiszące pod sufitem łańcuchy pachnących grzybów, rozgrzewającą kawę z miodem i kardamonem, mgliste poranki, łagodne ciepło dogasającego lata...

Dzisiejsza propozycja, to rodzaj sypkiej, hmmm, szarlotki. Przepis znalazłam na Moich Wypiekach, ale przyznaję, że trochę go zmodyfikowałam. Ciasto, które powstało jest... śliczne i jesienne właśnie :) I pięknie, choć delikatnie, pachnie cynamonem i jabłkami. Idealne do czarnej herbaty!
I nawet nieźle wytrzymuje presję czasu :) - było świeże przez kilka dni. Polecam.



p.s. w oryginalnym przepisie, jabłka zapadają się w ciasto - u mnie pozostały na wierzchu, bo:
a) ciasto było dość gęste,
b) jabłek było dużo,
c) piekłam je w tortownicy, a nie w prostokątnej, szerokiej formie.

Oczywiście powyższe kombinacje i zmiany ciastu nie zaszkodziły zupełnie. Sprawiły raczej, że wygląda ono niego inaczej - powiedziałabym nawet, że ciekawiej :) Jest jakieś takie eleganckie. I jeszcze zmieniłam orzechy włoskie na migdały, bo akurat taki zestaw miałam pod ręką. Więcej grzechów nie pamiętam :) Zapraszam do lektury i prób!



Jesienne ciasto z jabłkami i migdałami

1 szklanka mąki ziemniaczanej
1 szklanka mąki kukurydzianej
1 łyżeczka proszku do pieczenia (bezglutenowego, jeśli to dla Was ważne)
5 jajek kurzych lub 18 przepiórczych (o temperaturze pokojowej!)
3/4 szklanki cukru (tym razem dałam biały)
250 g masła (roztopionego)
550 g jabłek (najlepiej takich jesiennych, kruchych, żeby nie miały zbyt dużo soku)
duża garść migdałów
1 łyżeczka cynamonu

opcjonalnie: cukier puder do posypania

Piekarnik nagrzewamy do 200℃. Tortownicę (o średnicy ok. 24 cm) smarujemy masłem i możemy wysypać mąką (ale nie musimy).

Mąki wymieszać z proszkiem i cynamonem.

Jabłka obrać, pokroić w kostkę (nie musi być mała!). Można skropić je sokiem z cytryny, żeby nie ciemniały. Migdały posiekać (ale również nie bardzo drobno) i uprażyć na suchej patelni.

Do misy miksera wbić jajka (w całości) i ubić je na najwyższych obrotach na lekką, puszystą pianę. Stopniowo, nie zmniejszając obrotów miksera, dodawać cukier - uzyskamy gęstą, błyszczącą masę/pianę. Następnie stopniowo dodajemy mąki. Mieszamy do połączenia się składników. Na końcu wmiksowujemy roztopione masło (ostrożnie, bo trochę chlapie).

Ciasto przelewamy do formy, na wierzch wysypujemy jabłka i migdały. Pieczemy 45 min. Nie przejmujcie się, jak Wam się jabłka troszkę za bardzo przyrumienią, ale jeśli nie lubicie - przyjkryjcie wierzch folią aluminiową. Pieczemy do suchego patyczka.


Smacznego!

czwartek, 29 grudnia 2011

Świąteczny keks z białą czekoladą

Postanowiłam zrobić świąteczny keks. Długo szukałam odpowiedniego przepisu, bo sporo mnie kusiło - czasem ciężko się zdecydować, a przecież nie da się zjeść wszystkiego. Ostatecznie zwyciężyła miłość do białej czekolady :)

Kiedy to ciacho siedzi w piekarniku, dom otula i wypełnia tak piękny zapach, że nie da się robić nic innego, jak tylko się nim zachwycać, karmić i zajmować czymś przyjemnym :)

Gorąco polecam!

Przepis z Kwestii Smaku. Troszkę zmieniłam, bo się okazało, że nie mam moreli, ale i tak wyszedł fantastyczny!




Keks z białą czekoladą (bezglutenowy)


125 g rodzynek
125 g suszonej żurawiny
250 g orzechów włoskich (posiekanych, ale nie bardzo drobno)
250 g mąki kukurydzianej
250 g miękkiego masła
200 g cukru pudru
5 jajek kurzych lub 20 przepiórczych
skórka starta z 2 pomarańczy
skórka starta z 1 cytryny
2/3 łyżeczki proszku do pieczenia (u mnie bg)
200 g roztopionej białej czekolady (2 tabliczki, bezglutenową robi Goplana)
2 łyżki likieru pomarańczowego (np. Cointreau)

Piekarnik nagrzewamy do 160℃.

Tortownicę (o średnicy 23 cm) smarujemy masłem i odstawiamy.

Bakalie i orzechy mieszamy z 30 g mąki kukurydzianej.

Czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej.

Mikserem (na wysokich obrotach) ucieramy/ubijamy/miksujemy miękkie (to ważne!) masło z cukrem pudrem na puszystą, aksamitną masę - ok. 8 min. Nie skracajcie tego czasu nawet, jeśli wydaje Wam się, że to "już". Ta masa naprawdę będzie niesamowicie lekka i puszysta. Po 8 min. dodajemy skórki z cytrusów, a następnie jajka (po jednym, powolutku).

Łyżką/szpatułką mieszamy masę z resztą mąki i proszkiem do pieczenia. Dodajemy roztopioną czekoladę i likier pomarańczowy. Mieszamy na gładką masę. Na końcu dodajemy bakalie i orzechy. Przekładamy do formy.

Pieczemy 1 h 15 min w środkowej części piekarnika. Na ostatnie 15-20 min przykrywamy keks folią aluminiową. Pieczemy do suchego patyczka. Studzimy całkowicie w formie. Przed podaniem można posypać cukrem pudrem.

Przechowywać zawinięty w folii.

Smacznego!

czwartek, 8 grudnia 2011

Keks

Prawie świątecznie :)
Bogaty, fajny keks, ale nie najlepszy, jaki w życiu jadłam. Zrobiłam bez polewy, ale Wam proponuję zrobić z. Nie miałam po prostu białej czekolady, a za ciemną jakoś nie tęsknię ostatnio.

Przepis z Kwestii Smaku.






Keks
(u mnie wyszło dużo - na dwie foremki 20 x 10 cm)


Bakalie:
1 szklanka rodzynek
1 szklanka suszonej żurawiny
10 suszonych śliwek pokrojonych w kosteczkę
1/2 szklanki posiekanych migdałów
3 łyżki posiekanej skórki pomarańczowej
50 g gorzkiej czekolady

Do namoczenia bakalii: 2/3 szklanki likieru pomarańczowego (Cointreau) i soku pomarańczowego (w sumie). Może być też brandy, czy grappa albo sam sok.

Dodatkowo dodałam:
1 cukier wanilinowy
3 łyżki dżemu pomarańczowego

Poza tym, co powyżej:
1 szklanka mąki orkiszowej (typ 700)
1,5 szklanki mąki kukurydzianej
1 szklanka płatków orkiszowych
1/2 szklanki brązowego cukru
2 płaskie łyżeczki sody
3 jajka kurze lub 12 przepiórczych
100 g masła (roztopionego)


Krok 1:
Przygotowanie bakalii.
Do garnka wlewamy alkohol lub/i sok. Doprowadzamy do wrzenia, zdejmujemy z ognia, zalewamy bakalie (oprócz czekolady!). Odstawiamy na 30 min.

Krok 2:
Dodatki mieszamy ze sobą, dodajemy czekoladę (posiekaną). Odstawiamy.

Krok 3:
Piekarnik nagrzewamy do 175 st. C. Formę (dużą) albo dwie małe smarujemy masłem i (jeśli chcemy) wykładamy papierem do pieczenia. Nie trzeba.

Krok 4:
W misce łączymy mąki, sodę, cukier i płatki.
Jajka roztrzepujemy z masłem, wlewamy do bakalii. Mieszamy. Przelewamy wszystko do suchych składników. Mieszamy do połączenia się wszystkiego.

Przekładamy do formy. Pieczemy w środkowej części piekarnika przez 40-45 min lub do suchego patyczka.
Studzimy dokładnie. Przechowujemy w folii aluminiowej.

Gdyby ktoś chciał robić polewę -> zerknijcie do oryginału.



Smacznego!






środa, 8 czerwca 2011

Keks bananowy z orzechami

 



Choć keks kojarzy mi się raczej świątecznie, w burzowo-deszczowy letni dzień jest jak znalazł na osłodę. Nie jest nadmiernie słodki. Wilgotny dzięki suszonym śliwkom, chrupiący przez orzechy. Wielofunkcyjne ciacho - w świąteczny czas równie dobre, jak na codzienne śniadanie do szklanki czarnej kawy albo zielonej herbaty. I do tego proste do zrobienia (jak zwykle - ja ostatnio robię tylko nieskomplikowane potrawy).



Keks bananowy z orzechami i suszonymi śliwkami

(oryginalny przepis z Whiteplate)


1/2 szkl brązowego cukru
50 g roztopionego masła
1/4 szkl mleka sojowego waniliowego
1 jajko kurze lub 3 przepiórcze
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1,5 szkl mąki kukurydzianej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
1/4 łyżeczki soli
2 średnie banany, ugniecione widelcem
1/2 szkl orzechów włoskich, lekko posiekanych

1/2 szkl suszonych śliwek, lekko posiekanych 


Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C.

Cukier, masło, sól, wanilię, mleko i jajko/jajka wrzucić do miski i potraktować mikserem. Ma być gładka masa.
Do tego dodać mąkę, sodę i proszek do pieczenia. Zmiksować/utrzeć.
Następnie rozdrobnione banany dorzucić, wymieszać łychą i na końcu jeszcze orzechy i śliwki.

Przełożyć ciasto do foremki - keksówki (ja robiłam w takiej silikonowej, ale jeśli robicie w zwykłej to też dobrze, tylko trzeba ją posmarować masłem wcześniej).

Piec 45-50 min. Sprawdzić patyczkiem - jeśli środek jest suchy, a wierzch rumiany, keks jest gotowy.

Najsmaczniejszy na następny dzień lub jeszcze kolejny.

Smacznego!





niedziela, 1 maja 2011

Po długiej przerwie... o ogrodzie i bananach


 



Ogród to miejsce magiczne. Obojętnie czy pada, czy świeci oślepiające słońce. To taka kopalnia niespodzianek, skarbiec kolorów, świątynia życia. Wiem, że już to mówiłam, ale...uwielbiam ten ogród! Dziś przyleciały 3 sikorki, wykąpały się w talerzu, do którego spływa deszczówka, poskakały trochę tu i tam.
I zakwitły konwalie - jeszcze wciąż nieśmiałe, pojedyncze mając kwiatki, już stanowią ozdobę nie do przecenienia.
I całe morze niezapominajek mam pod oknem. Niemal dosłownie morze! Ach! i paprocie się usadowiły w każdym zakątku. To takie niewymuszone, naturalne i uspokajające piękno. Uzależniające :)


A jeśli już o uzależniających rzeczach... W związku z tym, że moje banany uzyskały już niemal czarny kolor (skórki!), postanowiłam zrobić ciacho, o którym już kiedyś pisałam, ale tym razem wykorzystałam mąkę kukurydzianą i orzechy dodatkowo. Bardzo polecam zrobić to ciasto na mące kukurydzianej właśnie - obojętnie czy macie taką konieczność (bezglutenowcy) czy nie. Zyskuje nie tylko piękny, słoneczny kolor, ale i ciekawą, hmm, konsystencję :) Jest mięciutkie, wilgotne, delikatne i sycące. Ciasto uniwersalne - na każdą porę dnia i nocy (jeśli ktoś je nocą :) ).



Ciasto bananowe z orzechami
(bezglutenowe)

120 g cukru brązowego
4 bardzo dojrzałe banany
75 g masła (roztopionego)
180 g mąki kukurydzianej
3-4 łyżki posiekanych orzechów włoskich
1 cukier waniliowy
1 łyżeczka sody
1 jajko kurze (lub 3-4 przepiórcze)
szczypta soli

Piekarnik nagrzać do 180 st. C.

W miseczce rozgnieść banany. Połączyć z cukrami (brązowym i waniliowym), rozbełtanym jajkiem (jajkami) i roztopionym masłem. Wymieszać.
W drugiej miseczce połączyć mąkę z solą i sodą.
Wymieszać jedno i drugie, dorzucić orzechy, wymieszać ostatecznie :)

Foremkę - keksówkę (ja mam taką 24 cm) - posmarować masłem i wysypać mąką kukurydzianą. Przełożyć ciasto.
Piec ok. godziny. Po 50 min sprawdzić patyczkiem. Jeśli jest suchy - wyjąć. Studzić na kratce.
Pyszne na drugi dzień (jeśli dotrwa). I na trzeci też :)

Smacznego!

niedziela, 20 lutego 2011

Muffiny z bakaliami - czyli rozpusta w środku nocy!

Zdarza się tak, że znienacka całkiem i zupełnie nieoczekiwanie napada nas ochota na coś słodkiego. Prawda?
I często jest tak, że nie satysfakcjonuje nas zwykła czekolada, czy kupne ciastko. No, przynajmniej ja tak mam. 
Tak się właśnie stało teraz - w środku nocy niemalże (za 20 min. będzie północ) naszła mnie chęć - ba! nawiedziła kulinarna chuć! A, że chuci tej rzucać nie zamierzałam, postanowiłam oddać się jej w ucisk (dobrowolnie!), wykorzystać energię i zrobić bakaliowo-piernikowe muffiny. Po pierwsze - szybko, po drugie - miałam akurat wszystkie potrzebne składniki, po trzecie - miło wstać rano i mieć coś tak dobrego na podorędziu.


Muffiny zainspirowane przepisem z Kwestii Smaku na babeczki orkiszowe.

MUFFINY BAKALIOWO-PIERNIKOWE

Składniki:
  • 1,5 szklanki mąki orkiszowej
  • 2 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia (albo trochę mniej zwykłego - 1-1,5 łyżeczki)
  • 1 duże jajko albo 5 przepiórczych
  • 1/4 szklanki oliwy z oliwek (albo roztopionego masła, jak ktoś woli)
  • mały jogurt naturalny (ja dałam grecki, bo taki akurat miałam)
  • pół szklanki płynnego miodu (no, może być 1/3, chociaż ja chyba dałam pół - chyba, bo na oko było)
A na bakaliowe "nadzienie":
  • pół szklanki suszonej żurawiny (albo więcej, jak ktoś lubi)
  • pół szklanki (przynajmniej) posiekanych orzechów włoskich
  • 3/4 tabliczki posiekanej na kawałeczki gorzkiej czekolady
  • kandyzowane różne różności (takie, jak do keksa) albo kandyzowana skórka pomarańczowa
  • 2 łyżki przyprawy do piernika
  • 1/4 szklanki soku z pomarańczy świeżo wyciśniętego
W przepisie była jeszcze skórka starta z pomarańczy. Ja jej nie dałam, bo mi się nie chciało, mówiąc uczciwie, jej ścierać, ale myślę sobie, że to byłby doskonały dodatek. W wersji dla dorosłych można dodać Cointreau.





I teraz tak:

Piekarnik nagrzewamy do 170-180 st. C. Formę mufinkową wykładamy papilotkami. 
W jednej misce mieszamy suche: mąkę, proszek, bakalie, czekoladę i przyprawę do piernika, w drugiej - "mokre": jogurt, miód, jajka lub jajko i oliwę/masło. Potem łączymy. Mieszamy dużą łychą. Jak jest wymieszane, przekładamy w miarę sprawiedliwie i równo do wszystkich papilotek.
Pieczemy jakieś 15-20 min. Sprawdzamy patyczkiem. Ważne też, żeby nie przesuszyć muffinów.


Dla absolutnych smakoszy - wersja ulepszona - upieczone muffiny smarujemy... nutellą :) PYSZNOŚCI !!
(ale uwaga - naprawdę wysoko kaloryczna to wersja)

Bon Appétit!!




sobota, 29 stycznia 2011

Toffi z bakaliami czyli czekoladowy specjał

Czasem bywają takie dni, że mamy ochotę rozpieścić nasze podniebienia słodkościami. Dziś właśnie był taki dzień. Dzień pyszności i kawy z porcelanowych filiżanek po prababci. Szalenie cenię sobie tradycje wszelkie przekazywane z pokolenia na pokolenie. Porcelana z dawnych lat jest dla mnie wyrazem wyjątkowości chwili. Krucha, precyzyjna, elegancka. Jak w starym kinie...



W niewielkiej, acz magicznej, książeczce z przepisami na dania z czekolady lub z czekoladą, znalazłam przepis na toffi z bakaliami. Przyznaję, że mało w tym toffi, ale za to bakalii całe mnóstwo! Nie jest to nawet ciasto... a, hmm, specjał po prostu.

Załączam kilka zdjęć z procesu produkcji :)

Składniki:
  • 250 g gorzkiej czekolady
  • 2 łyżki masła
  • 4 łyżki skondensowanego mleka (ja dałam takie...czubate - ćwiczenie na wyobraźnię) - miałam akurat słodzone, ale przepis nie precyzuje
  • szklanka (200 ml) cukru pudru - w przepisie oryginalnym jest 450 g, ale nie miałam, jak zważyć, a wydawało mi się, że będzie zdecydowanie za słodkie z prawie pół kg cukru w środku
  • szklanka albo 3/4 różnych orzechów, bakalii, suszonych owoców (ja dałam migdały, orzechy włoskie, suszoną żurawinę, rodzynki i mieszankę keksową kandyzowanych specjałów - tyle, żeby wyszła szklanka niecała)
Najpierw w kąpieli wodnej (lub na bardzo małym ogniu, cały czas mieszając!) roztapiamy trzy pierwsze składniki (czekoladę, masło i mleko).
Masa powinna wyglądać mniej więcej tak:


Do masy dodajemy powoli cukier puder (możemy przez sitko przesiewać). Mieszamy intensywnie (po każdej porcji), aż cukier stopi się z masą. 


             (wygląda, jak śnieg, prawda?)

Jak wmieszamy cały cukier, dodajemy bakaliową szklanicę. Można mieszać ręką - przypomina to trochę zabawę w...błotku :) Jak już wymieszamy, foremkę 20x20 cm albo jakąkolwiek inną (ceramiczną, szklaną, kamionkową, stalową) smarujemy masłem i upychamy ściśle masę naszą czekoladowo-bakaliową.
W tym stadium wygląda tak:



 Całość przykrywamy folią i wstawiamy do lodówki, żeby się schłodziło (można też wystawić do przedpokoju, jak się ma tam 4 stopnie C powyżej zera, jak ja:)). Zostawiamy na kilka godzin.
Po tym czasie (choć w sumie można to zrobić też ZANIM się wstawi do lodówki/przedpokoju) kroimy w kostkę, paski czy jak kto chce. Można też zrobić kuleczki takie truflowe.
Ostateczny efekt prezentuje się następująco...





Smacznego!